|
Wyznanie wiary jest odmawiane lub śpiewane w atmosferze podniosłości podczas niedzielnej Eucharystii. Stanowi ono swoiste streszczenie podstawowych prawd wiary, ale nie tylko. W cyklu kilku spotkań z tym starożytnym i dostojnym tekstem, zastanówmy się nad jego wymową i dzisiejszym znaczeniem. |
|
|
Najwięcej energii podczas katechezy zawsze pochłaniała mi walka o to, by przebijać się przez pozory, jakie stworzyli moi uczniowie. Pierwszą lekcję w nowej klasie rozpoczynałem zazwyczaj od tematu: „Maski, które zakładamy w życiu" (patrz: aneks). Miało to być zaproszenie do autentycznego spotkania. Byłem oczywiście świadom, że trafny opis najprzeróżniejszych uczniowskich gier i udawania nie rozwiąże problemów automatycznie. Praktyka potwierdzała, że lekcja katechezy stanowiła długi proces, podczas którego powoli odsłaniały się prawdziwe twarze moich uczniów. Ale również stopniowo weryfikowały się przekonania, jakie miałem na własny temat i odsłaniały się - niezauważane wcześniej - braki. |
|
|
Niektórzy uważają, że gdyby gdzieś w mrokach historii zaginęło całe Pismo Święte, a ocalała ta jedna przypowieść, o Bogu wiedzielibyśmy i tak bardzo wiele. Różnie bywa nazywana: przypowieścią o synu marnotrawnym, przypowieścią o miłosiernym ojcu albo też - chyba słusznie - opowieścią o dwóch zagubionych synach. To z pewnością jeden z najlepszych fragmentów światowej literatury. Tu każde słowo jest istotne i niesie za sobą cały bagaż znaczeń. |
|
|
Pierwsza część rozważania, zatytułowana Krzyż w posłudze katechety („Katecheta" nr 3/2003, s. 60) opisywała trzy sytuacje kryzysowe, które mogą dotknąć osobę i zakwestionować posługę katechety (duchownego i świeckiego). W tej części zamierzam pokazać, że właśnie w tych sytuacjach jest możliwe odnalezienie autentycznej tożsamości i własnej duchowości. Podobnie jak poprzednio, uczynimy to w oparciu o biblijne figury: Hioba, Dawida i Gedeona. |
|
|
Czy katecheci (duchowni i świeccy) mają własny rodzaj krzyża, to znaczy specyficzny sposób uczestnictwa w losie Jezusa Chrystusa? Sądzę, że nie różnią się tu od innych chrześcijan, jakkolwiek to doświadczenie przychodzi do nich szczególnymi drogami. Opierając się na biblijnych figurach Hioba, Dawida i Gedeona, postaramy się opisać trzy sytuacje kryzysowe, które mogą zakwestionować tożsamość katechety i podważyć sens jego pracy. Pragniemy opowiedzieć ich historie w taki sposób, aby można było się w nich odnaleźć i czegoś się przez to nauczyć. |
|
|
Jak dzisiaj mówić młodym ludziom o świętości? Czy w dzisiejszych czasach możemy wzywać naszych uczniów do świętości, nie narażając się na śmieszność i całkowite niezrozumienie? A może powołanie do świętości przeraża nas samych i wolimy na ten temat milczeć, chociaż naszym - nie tylko przecież katechetycznym obowiązkiem - jest dążenie do niej i wskazywanie drogi innym? |
|
|
Człowieka nurtuje problematyka związana z końcem świata. Jest to otwarcie stawiane lub niewypowiedziane, a cisnące się na usta, pytanie, jak będzie. Biblijna zapowiedź powtórnego przyjścia Chrystusa staje się niekiedy instrukcją dla wybranych, jak mają się zachować. Świat doświadczy jakiegoś wielkiego przewartościowania. To, co wydaje się jak najbardziej stabilne, oczywiste, to, co daje poczucie bezpieczeństwa, nie będzie już takie w dniu przyjścia Pana. Zachwianiu ulegnie wszelki fundament, który człowiek uważa za punkt odniesienia, oparcia. „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy (...). Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte” (Łk 21, 25n). A wybrani? Przede wszystkim mają się nie obawiać. Nie mają się bać, ponieważ nie będą pozostawieni sami sobie, porzuceni. Przychodzący Chrystus jest większy niż wszystkie wydarzenia końca. Ewangeliczny opis końca mówi, że gdy patrzymy na Jego oblicze, mija wszelki strach. On przychodzi, w celu zbawienia swoich. Gdy wszystko wydaje się stracone, On przychodzi, aby dać wszystko - zbawienie. „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 28). |
|
|
Opowiedziana przez Chrystusa historia syna, który opuszcza dobrego ojca (por. Łk 15, 11-32), nazywana jest przypowieścią o synu marnotrawnym. Sądzę, że słuszniej jest nazywać ją przypowieścią o powracającym synu. Nikt z nas nie żyje w doskonałej miłości i posłuszeństwie wobec Boga. Każdy więc jest w jakimś stopniu odchodzącym synem. Nie każdy jednak potrafi zastanowić się i wrócić. Warto przyjrzeć się bliżej tej przypowieści, gdyż pomaga nam ona powracać, lepiej rozumieć Bożą miłość, a także bardziej cieszyć się z tego, że wraca ktoś inny. |
|
Copyright by Drukarnia i Księgarnia Św.Wojciecha Sp. z o.o.
strony internetowe
Agencja Reklamowa
eCreo


