Głos w dyskusji na temat oceniania na katechezie
Na FORUM "Katechety" ("Katecheta" nr 6/2001 i wcześniej) pojawiły się artykuły na temat oceniania, wskazujące na ważność i delikatność problematyki, ale ich roztropność argumentowania jest różna. Przygotowując na ten temat sympozjum ogólnopolskie (na 16 i 17 listopada 2001 roku), ośmielam się włączyć w trwającą dyskusję.
Oto zdania, które można przemyśleć.
Ks. Piotr Kuś we wspomnianym numerze "Katechety" przypomina słusznie, za doświadczonymi dydaktykami, że ocenianie, powiedzmy delikatniej, należy do jednej z najtrudniejszych (zamiast "najgorszych") czynności nauczycieli, ale na razie obowiązuje w ogromnej większości szkół, bo nie wymyślono nic lepszego.
Ocenianie, zwłaszcza dla katechetów, którzy pracowali przy parafiach nie było traktowane jednolicie a niekiedy i mało poważnie. Były dawniej świadectwa, na których oceniano np. uczęszczanie, wiadomości, zachowanie a także zaangażowanie w życie religijne. Wpisywano wtedy jeden, dwa, albo trzy stopnie, ale zawsze było to osobne świadectwo. Dzisiaj w niektórych szkołach ocena z religii liczy się do średniej.
To prawda, że mówi się, iż zasadniczo oceniamy wiadomości. W wielu środowiskach, zwłaszcza wielkomiejskich, przeciętny a nawet dobry katecheta nie potrafi inaczej, bo ma słabe szanse organizowania chociażby niedzielnej Eucharystii dla swoich katechizowanych. Jednak z badań (ponad 1200 katechetów) wynika, że w środowiskach, np. wiejskich, proponuje się nieco inne kryteria, gdzie niekiedy katecheta z liczną grupą swoich katechizowanych bierze udział w nabożeństwach październikowych, majowych itp. I oni wiedzą, bo tak sobie ustalili na początku roku, że to także może mieć wpływ, np. na stopień celujący. Akceptują to także badania katechizowanych, którzy odczuwają, że chodzi tu nie tylko o pamięciowe przyswojenie prawd wiary, ale o kształtowanie postaw religijnych i ubogacanie się świadectwem rozwoju duchowego. Zrównać ich w dół? A może podziwiać ze "świętą zazdrością", bo tam często są młodzi święci i źródła powołań kapłańskich i innych.
Coraz więcej katechetów używa pełnej (1-6) skali ocen, ale badania wskazują, że w ciągu ostatnich 10 lat, powoli przestaje się stawiać zbyt łatwo i zbyt często stopień celujący a jedynka staje się bardzo rzadką i smutną koniecznością na końcu roku (jakby na życzenie uczniów, którzy kompletują sobie takie stopnie lub z własnej winy całkowicie nieodpowiedzialnie korzystają z katechezy) jest niekiedy używana, jako ocena cząstkowa.
Oceniania można się poduczyć po pięciu a raczej dziesięciu latach katechizowania, pod warunkiem, że w tym czasie zdobędzie się umiejętność prawidłowego przekazu treści, utrzymania ładu w klasie, sposobów poznawania katechizowanych i czytelnego świadectwa dawanego własną postawą religijną (tzw. "przezroczystość katechety") i wtedy nie trzeba "prowokować" tytułem" "...jak oceną zabić wiarę...". Doświadczony katecheta - może trzeba dodać pogodny i kochający swoich podopiecznych - potrafi to uczynić w miarę sprawiedliwie, nawet jakby mimo woli, poważnie, ale też zabawowo, konkursowo, jeszcze inaczej i pożytecznie.
Warto pamiętać, że ocenianie ma wiele funkcji: informującą, sprawdzającą, korygującą, psychologiczną, pedagogiczną, motywacyjną. Ocenianie katechizowanych jest również ocenianiem katechetów, jak "siali" i jakie plony przyniósł ich Boży zasiew.
Istnieje również samoocena uczniowska lub koleżeńskie ocenianie, rzadko przez nas stosowane, które w odpowiednio przygotowanej klasie bardzo pomaga katechecie zobiektywizować a nawet wprowadzić atmosferę rodzinną w ten trudny proces.
Czasem stawiamy sobie pytanie na ćwiczeniach katechetycznych w szkołach: kto z nas, w seminarium duchownym lub czasie studiowania teologii, uczył się oceniania, nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie pod okiem profesorów? Nazbyt często przychodzi się tego uczyć w trakcie pierwszych lat katechizowania i różne mamy doświadczenia, czasem męczące i smutne.
Są jednak i pozytywne strony oceniania i te także warto pokazywać. Ileż to radości mają katechizowani z dobrego i sprawiedliwie postawionego stopnia. Niekiedy sami domagają się, by pozwolić im na odpowiedź, sprawdzić zadanie domowe, za co spodziewają się otrzymać stopień.
Umiejętne sprawdzanie wiedzy katechizowanych różnorodnymi metodami (odpytywanie, zadania domowe, różne sprawdziany, testy, konkursy, gry dydaktyczne, ocenianie zeszytów, samoocena i inne) nie powinno być celem samym w sobie. Nie należy zapominać o głównych celach katechety jakimi są rozwój wiary i doprowadzenie do odpowiedzialnego życia we wspólnocie Kościoła. Czyniąc to w duchu Chrystusa, któremu pokornie pomagamy w głoszeniu dobrej, radosnej Nowiny, pamiętamy, że tylko jeden jest Sędzia Sprawiedliwy, który zna każdego, ale też każdego kocha.
Ten głos w dyskusji nie podbudowałem literaturą naukową, ale dla chętnych do poczytania na ten temat podam kilka pozycji:
-
M.H. Dembo, Stosowana psychologia wychowawcza, Warszawa 1997, s. 467;
-
E. Kosińska, Ocenianie w szkole, Kraków 2000;
-
M. Ciesielska i in., Katecheci uczą się oceniać katechizowanych, Lublin 1998 (nakład wyczerpany);
-
S. Kulpaczyński (red.), Ocena w katechezie, Lublin 2001 (będzie rozprowadzana podczas listopadowego sympozjum na KUL-u);
-
S. Kulpaczyński, Od oceny katechetów do samooceny katechizowanych, "Roczniki Teologiczne" z. 6/1998, s. 63-76;
-
B. Niemirko, ABC testów osiągnięć szkolnych, Warszawa 1975 i nowsze pozycje tego Autora; J. Szpet i D. Jackowiak, Lekcja religii szkołą wiary, Poznań 1996.
Ks. Stanisław Kulpaczyński - prof. dr hab., specjalista psychologii, teologii pastoralnej, katechetyki, kierownik Katedry Katechetyki Psychologiczno-Pedagogicznej Instytutu Teologii Pastoralnej Wydziału KUL.
Copyright by Drukarnia i Księgarnia Św.Wojciecha Sp. z o.o.
strony internetowe
Agencja Reklamowa
eCreo



Prześlij
Drukuj