Jak formować siebie? Słowo na dobry początek roku szkolnego
Katecheza jest ciągle nowym i trudnym wyzwaniem dla całego Kościoła, ale przede wszystkim dla katechetów. Bez wątpienia można powiedzieć, że źródłem natchnienia dla po-sługi katechety, z którego winien czerpać energię, jest świadomość obecności zmartwychwstałego Jezusa, wyrażona w słowach: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (por. Mt 28, 20).
Prawda ta nie może jednak pozostać na poziomie samej tylko wiedzy, trzeba, aby kształtowała naszą codzienność, naznaczoną czasami rozgoryczeniem czy nawet wypaleniem zawodowym. Bywają przecież katecheci zmęczeni trudną pracą, inni odczuwają frustrację z powodu inicjatyw, które się nie powiodły; jeszcze inni cierpią na skutek niezrozumienia, z jakim spotykają się w szkole czy w parafii.
Wobec tych problemów warto przypomnieć potrzebę ciągłej formacji, która winna dotykać wielu aspektów naszego życia, od podnoszenia poziomu wykształcenia do formowania odpowiednich cech osobowych i chrześcijańskich. Warto pamiętać, że formacja katechetów dokonuje się na trzech zasadniczych płaszczyznach: duchowej (być), intelektualnej (wiedzieć) i duszpasterskiej (działać).
„Być"
Można powiedzieć, że bycie katechetą to prawdziwe powołanie. To nie jest zwykły zawód. To nie jest bycie chrześcijaninem na etacie, za który dostaje się pieniądze. Bycie katechetą jest powołaniem, którego człowiek - na dobrą sprawę - nie wykalkulował sobie i nie wymyślił. To Bóg woła człowieka, aby o Nim dawał świadectwo. I człowiek wie, że jeśli jego życie ma mieć sens, to nie może uciec i nie odpowiedzieć na to zaproszenie.
Nazwijmy rzecz po imieniu: jeśli u kogoś jakieś inne czynniki zadecydowały o tym, że postanowił zostać katechetą, to niech się dobrze zastanowi, co robi. Wypali się bowiem wcześniej niż przypuszczał. Zadaniem katechety -porywającym i trudnym - jest być przede wszystkim „odblaskiem" Jezusa. I nieważne jest tu to, czy katecheta jest księdzem, zakonnicą, zakonnikiem czy osobą świecką żyjącą w małżeństwie lub nie. Jezus wymaga od katechety tego, czego wymagał od swych uczniów: trzeba być „światłem świata" (Mt 5, 14). To zadanie nie jest proste i napawa często bojaźnią. Mamy bowiem świadomość własnych słabości, które sprawiają, że często nasze życie traci blask i jest pełne cieni. Według Jana Pawła II, jest tylko jedna droga, aby pozytywnie odpowiedzieć na powołanie: stawać w „świetle" Chrystusa (por. Novo millennio ineunte, 54). Stawać zaś w „świetle" Jezusa to czytać Pismo Święte. Ono ma bowiem moc rozświetlania mroków naszego życia. Po prostu „jest lampą dla naszych kroków" (por. Ps 119, 105). W „świetle" Pisma Świętego widać prawdę o naszej podstawowej motywacji bycia katechetą. Widać też to, co jest pozorem, iluzją, mitem i maską w naszym codziennym życiu. W „świetle" tej Księgi może też ktoś odkryć, że katecheza nie jest jego drogą do Boga i ludzi. Uważna lektura Biblii dodaje bowiem odwagi, by patrzeć rzeczywistości prosto w twarz.
Dziś w ręku katechety można znaleźć coraz więcej książek i czasopism. Czy znajdujemy czas na czytanie Słowa Bożego? Przecież ludziom nie chodzi o to, żebyśmy się na wszystkim znali i mówili do nich „językiem gazet", ale głosili im Dobrą Nowinę. Dbajmy więc o to, by Pismo Święte znajdowało się często w naszych rękach. Dbajmy też o to, by znajdowało się ono w rękach uczniów. Inwencja i wyobraźnia niech nam podpowiedzą, jak to zrobić. Jeżeli my im nie włożymy do rąk Biblii, to inni włożą im modne pisma. Być może, że - pomimo wielu naszych starań - nasi uczniowie nie sięgną w ogóle po Pismo Święte. Dla tych ludzi, to my będziemy tą jedyną „żywą" Biblią, którą oni będą czytać. Nie będziemy dla innych „żywą" Biblią, czytając ją sporadycznie. Niezwykłe jest to, co dzieje się w człowieku i z człowiekiem, który stale obcuje ze Słowem Bożym. Wersety Biblii umacniają i niosą pewność. Katecheta pochylony nad Biblią na pewno będzie miał odwagę stać prosto przed ludźmi.
Naszemu życiu duchowemu zagrażają różne pokusy. Istnieje jednak - według Jana Pawła II -pewna pokusa, która od zawsze zagraża życiu duchowemu każdego człowieka, a w szczególności katechety - jest nią przekonanie, że rezultaty naszej pracy zależą od naszych zdolności, działania i planowania. To prawda, że Bóg oczekuje od nas konkretnej współpracy i pragnie, byśmy wykorzystywali wszystkie nasze zdolności w posłudze katechetycznej. Katecheci winni jednak zaprzyjaźnić się z Bogiem bardziej niż inni. I dlatego - choć to niekiedy trudne - winni więcej czasu poświęcić na modlitwę.
Ksiądz Jan Twardowski powiedział kiedyś, że w życiu katechety najważniejsza jest modlitwa. Kiedy tylko własnym sprytem będziemy próbowali docierać do uczniów, to jest wielce prawdopodobne, że naszym udziałem stanie się doświadczenie Apostołów, opisane w ewangelicznej relacji o cudownym połowie: „(...) całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili" (Łk 5, 5). Według Jana Pawła II, nie możemy się wtedy dziwić, że różne nasze przedsięwzięcia katechetyczne i duszpasterskie zakończą się niepowodzeniem, rodząc uczucia frustracji i rozgoryczenia. Jan Paweł II wie, że modlitwa wymaga wysiłku duchowego i wiedzie niekiedy przez bolesne doświadczenie „nocy ciemnej".
Przestrzega jednak nas przed brakiem modlitwy lub modlitwą powierzchowną. Chrześcijan, którzy się nie modlą albo modlą się powierzchownie nazywa „chrześcijanami połowicznymi" albo „chrześcijanami w zagrożeniu" (por. Novo millennio ineunte, 34).
Odnosząc te określenia do katechetów, możemy mówić o „katechetach połowicznych" lub „katechetach w zagrożeniu". Powierzchowna modlitwa rodzi bowiem „powierzchowne życie", a „powierzchowne życie" katechety rodzi „powierzchowne" katechezy. Nie może być inaczej, bo „człowiek, który mówi, że nie ma czasu na modlitwę, po prostu jeszcze nie wierzy".
Co więc robić, aby nie być „katechetą połowicznym"? Należy uczyć się modlitwy, wciąż na nowo przyswajając sobie tę sztukę od samego Jezusa. Ma ona niejedno imię i wyrażać ją można na wiele sposobów. Dróg do Boga - dróg modlitwy jest tyle, ilu jest ludzi. Nie ma dróg lepszych i gorszych; każdy musi odnaleźć swoją. Trzeba się modlić tak, jak umiemy, a nie tak, jak nie umiemy. Modlitwa jest w nas.
Bez miłości i miłosierdzia katechety, katecheza pozostanie niezrozumiała. W życiu katechety nie musi to oznaczać bardzo skomplikowanych działań, ale bycie świadkiem miłości i miłosierdzia tam, gdzie postawił nas Bóg. Trzeba nam po prostu pielęgnować i rozwijać znaki miłości. W sposób jednoznaczny powiedziała o tym już prawie 700 lat temu św. Katarzyna ze Sieny, głosząc, że „(...) jeśli będziemy tym, czym mamy być, zapalimy świat". Katecheza i wszystko, co się z nią bezpośrednio lub pośrednio łączy, ma sens tylko wówczas, kiedy stoi za nią świadectwo miłości i miłosierdzia. Normalne - codzienne świadectwo. Życie podpowiada nam, że potrzeba często tak niewiele. Dla każdego katechety winno być oczywiste, że bez Jezusa będziemy dwuznaczni w naszej miłości bliźniego. Bez Jezusa będziemy szukać - z wielkim prawdopodobieństwem – najpierw własnego uznania i akceptacji; będziemy bardziej wiązać uczniów z sobą niż z Bogiem. Jest też wielce prawdopodobne, że jeżeli mocno nie oprzemy się na Bogu, to bardzo łatwo będzie
nam manipulować bliźnim.
nam manipulować bliźnim.
Miłość bliźniego nakazuje, byśmy w rozbitym społeczeństwie jako katecheci byli zaczynem jedności. Aby było to możliwe, taka jedność musi być najpierw w sercu katechety. Inaczej będziemy oszukiwać siebie i innych. Pomyślmy w tym miejscu, jak często mówimy o innych (także katechetach i księżach!) złe rzeczy, a jak często dobre. Zamiast poszukiwać tego co wspólne i tego co łączy, rozdrapujemy rany. Podział na tych, którzy czytają tę, a nie inną gazetę; słuchają tej, a nie innej rozgłośni radiowej... góruje często wśród nas nad jednością. Nie potrafimy różnić się pięknie tak, aby nie zadawać sobie ran. Powiedzmy sobie też szczerze, że nie jesteśmy przygotowani do życia w świecie, gdzie na co dzień występuje różnica poglądów. Różnorodność traktujemy z lękiem. Bojąc się, przybieramy postawy obronne. Zamiast miłości dochodzi w nas do głosu strach. A strach nie jest dobrym doradcą i nie pomaga nam kochać.
O chrześcijanach pierwszych wieków mówiono często: „Patrzcie, jak oni się miłują". To ważne, by można tak powiedzieć dziś o nas - katechetach; by inni widzieli w nas nie tylko nauczycieli religii, ale przede wszystkim świadków miłości i miłosierdzia.
„Wiedzieć"
Aby „wiedzieć", należy dobrze znać nauczanie Kościoła i śledzić na bieżąco to, co dzieje się w Kościele. Wymaga to od katechety ustawicznego studium; jeżeli ktoś chce być katechetą, to nie ma innego wyjścia, jak je podjąć. Uczniowie nie mogą mieć katechety - nieudacznika. Przygotowanie teologiczne jest także potrzebne, aby katecheta mógł właściwie realizować program i „zamieszkać w pytaniach uczniów".
Przygotowanie teologiczne to jednak nie wszystko - nie możemy zapominać o przygotowaniu pedagogicznym. Jan Paweł II uważa, że powinniśmy dostosować się do szczególnych potrzeb każdego, do jego wrażliwości i języka, na wzór św. Pawła, który pisał: „Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych" (por. 1 Kor 9, 22). Szczególnie mamy myśleć o młodzieży. Jesteśmy zobowiązani do szukania nowych dróg -nowych sposobów katechizowania, „(...) młode wino należy lać do nowych bukłaków" (Łk 5, 38). Stoi więc przed nami ciągłe zadanie docierania do tych, którzy chodzą na katechezę, ale są obojętni. Jest to tym bardziej naglące, ponieważ coraz więcej młodzieży chodzącej na religię określa siebie jako obojętnych i niewierzących.
Należy więc obok „klasycznej" ewangelizacji stosować „nową" ewangelizację, która byłaby przyjęta przez współczesnych ludzi. Katecheza jest kierowana do wszystkich, a nie jedynie do określonej grupy ludzi i dlatego tym bardziej jesteśmy zobowiązani do szukania nowych dróg jej przekazu. Nie możemy zadowalać się faktem, że większość dzieci i młodzieży chodzi na religię. Powinno nas ciągle niepokoić pytanie: Jak katechizować? Jak przekazywać dziś dzieciom, młodzieży i dorosłym Ewangelię? W jednej ze szkół dzieci zapytane, jakiego przedmiotu nie lubią, odpowiedziały: „Nie lubimy religii". „Dlaczego?" - padło kolejne pytanie. „Bo nic nie rozumiemy". Uczniowie potrzebują, by przełożyć im depozyt wiary na język codzienny. Opór dzieci i nastolatków winien być dla katechety wyzwaniem do solidnego przygotowania katechez. By zainteresować młodzież, nie trzeba przebierać się za pocemona. Zainteresowanie lekcją to raczej trud szukania klucza do ich „świata". Można go znaleźć, czytając młodzieżowe gazety i książki, słuchając młodzieżowej muzyki, odwiedzając ich w domach, chodząc z nimi na filmy i koncerty. Ich „świat" winien być wyzwaniem dla naszej teologii i pedagogiki. Dobre przygotowanie lekcji ma tu swoje konsekwencje: albo uczniowie z utęsknieniem będą czekali na kolejną lekcję, która wzmocni ich motywację wiary albo będą myśleli o czymś innym, a nie o tym, co mówi katecheta.
Wniosek jest jeden: katecheta musi dbać o swoje przygotowanie teologiczne i pedagogiczne. Jak to robić? Możliwości jest wiele:
- kontrolować wciąż, co dzieje się w „świecie katechetycznym";
- być ciekawym tego, co dzieje się w Kościele;
- czytać fachową literaturę;
- szukać tych, którzy żyją z pasją;
- skoncentrować się na dobrej organizacji pracy katechetycznej - na maksymalnym wykorzystaniu czasu, aktywizować się nie strachem przed dyrektorem czy proboszczem, ale radością katechizowania;
- wymagać od siebie nie dlatego, by zdobywać kolejny stopień awansu, ale by coraz lepiej służyć ludziom i coraz lepiej im pomagać żyć;
- dbać o to, by ciągle mieć jakiś problem do rozwiązania, by nie być dla siebie nudnym;
- pokazać radość bycia katechetą, dbać o to, by być przekonującym w przekazie.
Czemu się tak zachwycamy aktorami? Bo oni kłamstwo potrafią zagrać tak, jakby to była prawda, a my często o Prawdzie mówimy tak, jakbyśmy w nią nie wierzyli. Musimy dokształcać się z innymi w zespołach samokształceniowych, być ciekawymi życia. Katecheci muszą być zakochani w katechezie.
„Umieć"
Jeśli więc katecheta - jako nauczyciel - ma być efektywny, musi poszerzać własne kompetencje. Stanowią o tym zarówno ustalenia Ministerstwa Edukacji Narodowej, jak i Komisji Wychowania Katolickiego. Niestety, jak pokazuje doświadczenie, wiele osób zarówno świeckich, jak i duchownych wykazuje znaczne braki w umiejętnościach pedagogicznych.
Oprócz stałej formacji katechetów zwraca się obecnie baczną uwagę na treść nauczania katechetycznego. Winna ona być skorelowana z metodami nauczania. Ich dobór musi dokonywać się zarówno ze względu na samych katechizowanych, jak i na cele, jakim ma służyć dana jednostka katechetyczna. Wszystkie metody, jakimi posługuje się katecheta, powinny harmonijnie łączyć się i uzupełniać, przede wszystkim ze względu na postulat integracji celów i treści nauczania, jak i ścisłego związku, który łączy katechezę z pozostałymi formami działalności duszpasterskiej. Innymi słowy, chodzi też o to aby katecheci nie ograniczali się do zachwytu nad narzędziami i środkami używanymi na lekcjach religii, ale by ich oddziaływanie na wychowanków miało wymiar bezpośredniego wpływu osobowego.
Nie bez znaczenia jest język, jakim posługuje się katecheta. Powinien to być język religijny, informujący i wprowadzający w tajemnicę Boga. Z kolei percepcja uczniów domaga się, by katecheta posługiwał się mową zrozumiałą i komunikatywną, związaną z doświadczeniami życiowymi uczniów.
Istotną cechą języka na katechezie jest jego zgodność z prawdą. Deprecjonowanie go może prowadzić do sytuacji, w której wychowankowie zaczną nieufnie odnosić się do przekazywanych treści. Język katechezy nie może wypaczać prawd wiary, a poprzez jasny i systematyczny wykład winien przywracać słowom ich właściwe znaczenie.
W przekazie katechetycznym należy również wzbraniać się przed podawaniem swoich własnych poglądów na tematy związane z moralnością i doktryną, jaką podaje nam Nauczycielski Urząd Kościoła. Ojciec Święty Jan Paweł II wyjaśnia, że „Każdy katecheta (...) niech nie zatrzymuje się na sobie samym, na swoich osobistych poglądach i własnych postawach myślowych (...), a zwłaszcza, niech nie wpaja innym swych własnych opinii i zapatrywań w taki sposób, jak gdyby wyrażały one naukę Chrystusa i świadectwo Jego życia". Przypomnienie słów Papieża jest tym bardziej uzasadnione, iż zauważa się, że wśród katechetów pojawiają się czasem niepokojące praktyki indywidualnego interpretowania pewnych zagadnień moralnych i doktrynalnych. Dotyczy to głównie spraw związanych z ludzką moralnością, seksualnością czy też podejściem do kwestii nierozerwalności małżeństwa i czystości seksualnej przed- i pozamałżeńskiej czy swobodną analizą dogmatów wiary.
Przekazując depozyt wiary katolickiej, warto pamiętać, iż obecnie rezygnuje się z tonu moralizatorskiego i kazuistycznego. Wszelkie nakazy, zakazy i moralizowanie tworzą raczej blokady w umysłach i sercach niż pomagają w podejmowaniu odpowiednich decyzji. Skuteczność przyjęcia przekazywanych treści domaga się wolności, w której mogą dokonać się autentyczne wybory moralne.
Istotnym elementem - jeśli chodzi o skuteczność oddziaływania wychowawczego na ucznia - jest ogólny klimat panujący w szkole. Chodzi o jakość kontaktów osobowych między nauczycielami oraz nauczycielami i uczniami. Dyrektorium katechetyczne Kościoła katolickiego w Polsce poucza, że katecheta, pragnąc kształtować
postawy zgodne z duchem Ewangelii, sam powinien być wzorem człowieka dialogu i współpracy, bezinteresowności i poświęcenia. Winien
w sposób absolutny zrezygnować z poczucia wyższości czy też przeświadczenia o samowystarczalności. Tylko wspólne i solidarne podejmowanie dzieła wychowania młodego pokolenia może przynieść wymarzone owoce.
postawy zgodne z duchem Ewangelii, sam powinien być wzorem człowieka dialogu i współpracy, bezinteresowności i poświęcenia. Winien
w sposób absolutny zrezygnować z poczucia wyższości czy też przeświadczenia o samowystarczalności. Tylko wspólne i solidarne podejmowanie dzieła wychowania młodego pokolenia może przynieść wymarzone owoce.
Katecheta jako świadek
Ważnym elementem, który łączy się z wizerunkiem katechety, jako świadka wiary, jest jego wiarygodność. Domaga się ona identyczności i tożsamości przekazywanej nauki i stylu życia. Stąd katecheta winien być zgodny wewnętrznie i zewnętrznie, czyli autentyczny w życiu z tym, co głosi. Tylko ten katecheta, który łączy swoje słowa z jednoznaczną postawą moralną może zyskać uznanie wśród katechizowanych. Z kolei brak takiej postawy prowadzi do kryzysu autorytetu katechety. Mieści się tu to wszystko, co zostało już powiedziane wcześniej.
Areopag szkolny bywa czasem miejscem porażki, drobnych sukcesów, a także i wielkich zwycięstw. Jeśli natomiast współczesne katechizowanie kojarzyć się zacznie jedynie z coraz to bardziej wyraźnym zainteresowaniem stopniami zawodowymi, awansami, premiami, to niewątpliwie katecheci będą zbierać smutne żniwo: porażki i niepowodzenia. Oczywiście nie chodzi o to, by katecheta został pozbawiony środków, które służą lepszej organizacji jego pracy i godziwych warunków życia, lecz o nadmierną troskę o dobra materialne. Szacunek i miłość zdobywa się bowiem służąc innym w sposób ofiarny, pełen oddania i często bezinteresowny.
Copyright by Drukarnia i Księgarnia Św.Wojciecha Sp. z o.o.
strony internetowe
Agencja Reklamowa
eCreo



Prześlij
Drukuj