Katecheta 2/2001
Katecheta 2/2001
E-wydanie
„Katecheta” jest teraz również dostępny Jako e-wydanie!
Na półkę Katechety
Zanim jemu powiesz tak
Anthony Garascia
KSIĄŻKA
10,00 zł 5,00 zł

„VERBA DOCENT…”

Odpowiedzialne rodzicielstwo. W świetle encykliki "Humanae vitae"
Autor: Tadeusz Jakubowski
Artykuł archiwalny

WSTĘP

    Tytuł niniejszego artykułu może dziwić i to z dwóch powodów. Po pierwsze, zdziwienie może budzić fakt, dlaczego porusza się i omawia tak znany i zdawałoby się oczywisty temat, jak odpowiedzialne rodzicielstwo? Po drugie, dlaczego przywołuje się encyklikę Humane vitae wydaną w 1968 roku, będącą zatem dokumentem niejako "historycznym"?
    Istotnie na temat odpowiedzialnego rodzicielstwa napisano wiele, termin ten przewijał się wielokrotnie w bogatej literaturze dotyczącej życia małżeńskiego i rodzinnego, pojawiły się nawet książki o takim tytule. Toteż nie jest intencją autora napisanie na temat odpowiedzialnego rodzicielstwa "czegoś nowego". Jednak godnym zauważenia i przypomnienia wydają się sformułowania stanowiące niejako skondensowaną "definicję" tego zagadnienia, przedstawione w encyklice Humane vitae. Drugim powodem była chęć odpowiedzi na pytanie, czy wskazania i treści podane w encyklice wydanej przed 32 laty mogą być jeszcze aktualne.
    Wśród dokumentów Kościoła traktujących o etyce życia małżeńskiego i rodzinnego, encyklika papieża Pawła VI Humane vitae zajęła od samego początku znaczące miejsce, a to głównie z uwagi na odważne podjęcie tematu (rok 1968) i jednoznaczne stanowisko dotyczące szczególnie moralnej oceny antykoncepcji. Pojawieniu się encykliki towarzyszyły burzliwe i kontrowersyjne opinie i gorące dyskusje toczące się szczególnie w kręgach ówczesnej młodzieży studenckiej.
    Wśród bogatej tematyki tego dokumentu nie mogło zabraknąć zagadnienia odpowiedzialnego rodzicielstwa. Każda ważna sprawa musi być podejmowana i realizowana odpowiedzialnie. Im ważniejsza sprawa, tym wymagana jest większa roztropność i odpowiedzialność. Rodzicielstwo będące bardzo ważną sprawą, której decyzje i działania dotyczą życia, a konsekwencje sięgają w daleką przyszłość, nakłada obowiązek szczególnej odpowiedzialności. W słowie "rodzicielstwo" już zawarta jest "odpowiedzialność". Rodzicielstwo nieodpowiedzialne jest patologią.
 

I.  "ODPOWIEDZIALNE  RODZICIELSTWO"  W  ENCYKLICE  HUMANE  VITAE

    W encyklice Humane vitae znajduje się mały, 30-wierszowy rozdział: "Odpowiedzialne rodzicielstwo". Tym, co uderza czytającego, jest skromna objętość tego rozdziału, zawierająca jednocześnie obszerny w treść materiał. Encyklika ta, jak i większość dokumentów Kościoła, charakteryzuje się tym, że nie zawiera zbytecznych słów i wyklucza jakąkolwiek inną interpretację.
    Odpowiedzialne rodzicielstwo jest tu "zdefiniowane" w trzech zdaniach, które poniżej przeanalizowano. Wcześniej Autor, podkreślając wagę właściwego zrozumienia odpowiedzialnego rodzicielstwa przez małżonków, proponuje rozpatrzyć je pod różnymi, ale poważnymi i słusznymi aspektami. Te aspekty to właśnie owe trzy zdania.
    1.  Biorąc najpierw pod uwagę procesy biologiczne, odpowiedzialne rodzicielstwo oznacza znajomość i poszanowanie właściwych im funkcji, rozum człowieka bowiem odkrywa w zdolności dawania życia prawa biologiczne, które są częścią osoby ludzkiej.
    Poznanie procesów i praw kierujących życiem człowieka jest możliwe dzięki posiadanemu darowi rozumu. To właśnie rozumny charakter człowieka nakłada na niego obowiązek poznawania, opisywania i wykorzystywania różnych praw w dobrym celu, z pożytkiem dla ludzi.
    Ujmując to zagadnienie od strony biologicznej, prawa zwane biologicznymi dotyczą również prokreacji. Znajomość tych praw pozwala określić wskaźniki płodności, a dzięki nim wyznaczyć dni płodności i niepłodności. Z kolei znajomość tych dni umożliwia realizację odpowiedzialnego rodzicielstwa przez podejmowanie współżycia zgodnie z planami rodzicielskimi. Jeżeli małżonkowie planują poczęcie dziecka - podejmują współżycie szczególnie w dni płodności, natomiast jeżeli nie planują poczęcia - współżyją w dniach niepłodności, a w dni płodności wyrażają sobie miłość w każdy inny sposób, za wyjątkiem współżycia.
    Ta prosta, wydawałoby się, filozofia natrafia jednak u pewnej części ludzi na trudności w realizacji, a to z następujących powodów.
  • Cykliczna płodność, a tym samym konieczność sterowania swoją aktywnością seksualną wymaga pewnej dyscypliny wewnętrznej. Stąd też przyjęcie takiej postawy jest przez niektóre osoby niemile widziane lub wręcz niemożliwe do akceptacji. Pozostaje zatem stosowanie moralnie złej antykoncepcji, która w tym momencie staje się odpowiedzią na bezradność słabego człowieka wobec swojego popędu.
  • Drugim powodem jest przejawiająca się niekiedy, bliżej nieokreślona, niechęć do naturalnej regulacji poczęć i brak ufności w jej skuteczność. Często słyszy się stwierdzenie: "Ja nie wierzę w metody naturalnej regulacji poczęć". Trzeba wyraźnie powiedzieć, że naturalna regulacja poczęć nie jest kwestią wiary, lecz wiedzy. Nikt nie każe wierzyć w naturalną regulację poczęć i nie ma takiej potrzeby, ponieważ nauka, występujące procesy i skuteczność ich wykorzystania dostatecznie ją udowodniły. Zdobycie nawet podstawowej wiedzy na temat procesów biologicznych, związanych z cyklicznym rytmem płodności kobiety i fizjologią poczęć zlikwiduje tę nieufność.
  • Ciągle jeszcze pokutują mity, że metody naturalnej regulacji poczęć są skuteczne tylko dla kobiet z regularną długością cykli, co jest oczywistą nieprawdą. Kobietom - również z nieregularnym cyklem - obserwacje pozwalają w sposób zamierzony i pewny kierować płodnością.
    Czas powrócić do pytania o aktualność stwierdzeń zawartych w encyklice Humane vitae, w odniesieniu do cytowanego wcześniej zdania.
    Rozwój różnych dziedzin naukowych, również medycznych i biologicznych uczynił naturalną regulację poczęć w pełni udokumentowaną, zrozumiałą i skuteczną, często wspomaganą ułatwieniami praktycznymi, jak np. urządzenia elektroniczne czy programy komputerowe. Niezależnie od upływu czasu ten sposób realizacji planowania poczęć jest ciągle proponowany jako łatwy i skuteczny - a co najważniejsze - zgodny z nauką Kościoła. Zatem prawda dotycząca odpowiedzialnego rodzicielstwa przedstawiona w cytowanym zdaniu nie tylko nie straciła na aktualności, ale stała się wyraźniejsza, bardziej potrzebna, godna dostrzeżenia i wprowadzenia w życie w obecnych czasach.
    2.  Gdy chodzi o wrodzone popędy i namiętności, to odpowiedzialne rodzicielstwo oznacza konieczność opanowania ich przez rozum i wolę.
    Stwierdzenie to jest tak przejrzyste, że komentarz wydaje się zbyteczny. Popęd jest wpisany w naturę ludzką, a encyklika Humane vitae jest jednym z pierwszych dokumentów Kościoła traktujących "popędy i namiętności" w sposób właściwy, by nie rzec normalny. Zwraca się jednak uwagę i podkreśla konieczność opanowania "popędów i namiętności... przez rozum i wolę".
    Przesłanie to staje się jakże aktualne w obecnym czasie, w którym obserwuje się zalew mediów treściami erotycznymi, nastawionymi na doznania i nieograniczoną swobodę seksualną, bez potrzeby opanowania zmysłowości.
    3.  Jeżeli zaś z kolei uwzględniamy warunki fizyczne, ekonomiczne, psychologiczne i społeczne, należy uznać, że ci małżonkowie realizują odpowiedzialne rodzicielstwo, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością, decydują się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, albo też, dla ważnych przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych, postanawiają okresowo lub nawet na czas nieograniczony, unikać zrodzenia dalszego dziecka.
    Już pobieżna analiza tego zdania wykazuje ogromny "ładunek" zagadnień. Wpierw podaje się uwarunkowania dotyczące dzietności rodziny, które muszą być treścią "roztropnego namysłu" małżonków, po czym zachęca się ich do "wielkodusznego" przyjęcia liczniejszego potomstwa, tym samym podejmując w szerszym ujęciu problem zaludnienia.
    Po wydaniu encykliki pojawiły się w krajowych mediach krytyczne głosy jakoby "Kościół nakazywał mieć dużo dzieci". Stanowisko Kościoła dalekie od jakiegokolwiek "nakazu dużej ilości dzieci" zachęcało jednak do posiadania liczniejszego potomstwa, co było sprzeczne z preferowanym przez władze modelem rodziny 2+1 lub najwyżej 2+2. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że zostało ono rozpowszechnione jako kolejny element szeroko zakrojonej krytyki Kościoła z przyjemnością uprawianej przez ówczesne, wrogie Kościołowi, władze. Mniej prawdopodobne wydaje się niedokładne zapoznanie się z treścią tego dokumentu. Cytowane zdanie nie pozostawia żadnej wątpliwości co do braku wskazania liczebności, a tym bardziej "nakazu" dotyczącego "dużej ilości dzieci". Bardzo wyraźnie na wstępie wymienia się, jakie uwarunkowania muszą być rozważane, zwracając uwagę na roztropny namysł, a zatem głęboką analizę istniejącej w danej rodzinie sytuacji i dopiero potem zachęca się do "wielkodusznego" przyjęcia liczniejszego potomstwa (nie wymieniając żadnej liczby!) - lub dla ważnych przyczyn - rezygnacji z poczęcia.
    Warto zwrócić uwagę na rzadko używane, a jakże głębokie w wymowie określenie: "wielkodusznie" właśnie w odniesieniu do rodzicielstwa. Podkreśla ono odpowiedź człowieka na wielki dar Boga - dar "współpracy" człowieka z Bogiem w dziele "stwarzania". Na taki dar nie można inaczej odpowiedzieć jak tylko "wielkodusznie", oczywiście po wcześniejszym "roztropnym namyśle". Wielkoduszność jest tu konieczna, ponieważ odpowiedzialni rodzice są świadomi, że oprócz niewątpliwej radości jaką sprawiają dzieci, są one także powodem trudu, jednak zawsze przeważa radość.
 

II.  "ROZMNAŻAJCIE  SIĘ,  ABYŚCIE  ZALUDNILI  ZIEMIĘ..."  (RDZ 1,28)

    Trzecie cytowane zdanie, chociaż skierowane bezpośrednio do małżonków, dotyka w sposób pośredni ważnego dla każdego społeczeństwa i świata współczesnego zagadnienia zaludnienia i związanych z tym poglądów. Problemy te występują zarówno w skali świata, jak i danych krajów. Stąd też przeobrażenia demograficzne są przedmiotem ciągłych badań i tematem zgromadzeń, tak na szczeblu międzynarodowym, jak i regionalnym czy krajowym.
    Nieustanny wzrost w ciągu minionego stulecia liczby mieszkańców naszego globu spowodował obawy, czy wzrost taki nie zagraża dobrobytowi i egzystencji ludzkości, czy Ziemia wyżywi swoich mieszkańców. W konsekwencji tych obaw pojawiły się sugestie dotyczące podjęcia działań (także w skali międzynarodowej) zmierzających do ograniczenia wzrostu ludności przy zastosowaniu wszelkich dostępnych środków, również moralnie niedopuszczalnych, jak antykoncepcja, aborcja, sterylizacja czy dzieciobójstwo.
    Wobec szerzących się poglądów i tworzenia atmosfery zagrożenia demograficznego świata, warto się temu zagadnieniu - chociaż w sposób bardzo ogólny przyjrzeć - nie wdając się w szczegółowe analizy.
    Z badań wynika, że w latach 1950-1991 ludność świata podwoiła się, jednak wskaźnik wzrostu demograficznego - po osiągnięciu maksymalnego poziomu w latach 1965-1970 spada. Przemiany demograficzne w poszczególnych krajach przebiegają w sposób bardzo zróżnicowany. W wielu tzw. krajach rozwiniętych wskaźnik płodności jest poniżej poziomu niezbędnego dla odtworzenia pokoleń. Odwrotnie jest w krajach rozwijających się. Mimo różnic występujących w poszczególnych państwach pewne jest to, iż począwszy od lat siedemdziesiątych występuje ciągły spadek płodności, zauważalny niemal we wszystkich rejonach ziemi i bezdyskusyjnie stwierdzany we wszystkich materiałach publikowanych przez wyspecjalizowane instytucje. Informacje te można znaleźć także w wydawanych w Polsce - a opartych na materiałach międzynarodowych - rocznikach statystycznych GUS.
 

III.  KOŚCIÓŁ  WOBEC  PROBLEMÓW  DEMOGRAFICZNYCH

    Zagadnienia demograficzne - jak każda ważna dla społeczności sprawa - stały się przedmiotem zainteresowania, następnie szerokich analiz i przyjęcia stanowiska przez Kościół. Dokument Papieskiej Rady ds. Rodziny: "Etyczny i pastoralny wymiar przemian demograficznych" (Instrumentum laboris) z 1994 r., będący wynikiem pracy i konsultacji specjalistów różnych dziedzin ze znaczącym udziałem demografów potwierdza podane wcześniej spostrzeżenia i poddaje temat szerokiej, wszechstronnej analizie.
    Opierając się na pierwszej części tego dokumentu, która opisuje sytuację demograficzną i gospodarczą świata, można zdecydowanie rozwiać obawy, że wzrost ludności spowoduje nieuchronnie nędzę i głód wobec - jak twierdzą niektórzy - "ograniczoności światowych zasobów żywnościowych i surowcowych".
    Pomijając fakt nie poznanych do końca zasobów naszej planety, na pewno trzeba uwzględnić postęp techniczny i technologiczny w produkcji żywności, większą efektywność gospodarowania i wprowadzanie nowych produktów. Stwierdza się, że kraje najbardziej rozwinięte przy pełnym wykorzystaniu technologii rolniczych "(...) już obecnie mają zdolność wytwarzania ilości dóbr żywnościowych wystarczających dla całej ludności świata (...)", nawet przy założeniu (wątpliwym) wysokiego przyrostu ludności i pominięciu postępu technicznego. Pojęcie "kryzysu" pojawiające się w tych krajach nie tyle dotyczy niedoboru, co nadprodukcji żywności.
    Faktem jest, że w wielu rejonach świata istnieją ogromne braki żywnościowe. Jednak głębsza analiza przyczyn wskazuje, że są one w większej mierze wynikiem wojen, walk plemiennych, złego zarządzania wewnętrznego politycznego i ekonomicznego, niskiej kultury produkcji żywności, niesprawiedliwego podziału dóbr, obciążeń kulturowych, braku dostępu do oświaty i wielu innych warunków obiektywnych. Jeżeli ustałyby przyczyny wewnętrzne tych państw, a organizacje i społeczność międzynarodowa podjęłyby właściwe działania, widmo głodu mogłoby na zawsze zniknąć.
    Podnoszona często obawa, że wzrost liczby ludności świata może być przyczyną skażenia środowiska jest też bezpodstawna. Wyniki badań przedstawione, m. in. na konferencjach ludnościowych ONZ w latach 1974, 1984 i 1992 nie wykazały żadnego bezpośredniego związku między przyrostem ludności a zniszczeniem środowiska. Świadomość ochrony środowiska, ekologii jest coraz większa, a system produkcji w krajach uprzemysłowionych jest w dużym stopniu nieszkodliwy, a przynajmniej mniej szkodliwy. Zanieczyszczanie środowiska w większym stopniu było wynikiem rabunkowej gospodarki zasobami w niektórych państwach (również tzw. bloku wschodniego) i żenująco niskiej kultury technicznej produkcji (np. Czarnobyl).
    Wspomniany Dokument Papieskiej Rady ds. Rodziny z 1994 r. nie stanowi jedynego głosu Kościoła w kwestii przemian demograficznych. Papieże znacznie wcześniej byli już żywo zatroskani i zainteresowani sytuacją demograficzną świata. Dali temu wyraz w wielu encyklikach. Należy tu wspomnieć: encyklikę Mater et magistra papieża Jana XXIII z 1961 r., Konstytucję duszpasterską Gaudium et spes z 1965r., encyklikę Populorum progressio papieża Pawła VI z 1967 r. i omawianą encyklikę Humane vitae z 1968r., a także list apostolski Octogesima adveniens z 1971 r. Dokumentów wydanych w czasie pontyfikatu papieża Jana Pawła II bezpośrednio lub pośrednio dotyczących rozwiązywania problemów demograficznych, ekonomicznych i społecznych nie sposób zaprezentować.
    We wszystkich tych dokumentach potwierdza się święty charakter życia ludzkiego, odpowiedzialność za przekazywanie życia, prawa przysługujące rodzicielstwu oraz wartość małżeństwa i rodziny. Nie negując realnych sytuacji ludzkich, papieże stwierdzają, że kontrola przyrostu ludności nie może w żadnej mierze stanowić substytutu prawdziwego rozwoju. Nie mogą też podpisać się pod alarmującymi wypowiedziami grożącymi "niedostatkiem" wobec sytuacji demograficznych. Fakty pokazują, że obfite zasoby ziemi i ludzka inteligencja, poparte sprawiedliwym podziałem potrafią temu skutecznie zaradzić.
 

IV.  SYTUACJA  DEMOGRAFICZNA  W  POLSCE

    Istniejący od wielu lat w Europie Środkowej spadek przyrostu naturalnego nie ominął także Polski. Różnica polega na tym, że tam problem dostrzeżono i podjęto różne "środki zaradcze" w jakiś sposób "promujące" dziecko, u nas - niestety - problemu nie dostrzega się, a niepokojące symptomy bagatelizuje.
    Lektura Rocznika Statystycznego GUS z 1999 roku przedstawiająca, m. in. sytuację demograficzną w Polsce daje podstawy do poważnych obaw o przyszłość naszego kraju.
    Dokonując porównania przyrostu naturalnego tylko w ostatnim dziesięcioleciu zauważamy, że (na 1000 mieszkańców):
w roku 1990 1998
urodzeń 14,3 10,2
zgonów 10,2 9,7
przyrost naturalny 4,1 (!) 0,5
 


    Przyrost naturalny stanowi różnicę między liczbą urodzeń żywych i zgonów w danym okresie.
    Wykazany w 1998 roku przyrost naturalny 0,5 jest wynikiem ujemnego przyrostu w miastach wynoszącego (minus) - 0,2 i dodatniego na wsi + 1,7. Wynika stąd, że drastyczną sytuację demograficzną w Polsce w jakimś stopniu "łagodzi" wieś. W niczym to jednak nie zmienia powagi zagrożenia demograficznego.
    Przyrost naturalny, czyli zagadnienie dzietności, rodzicielstwa jest ściśle związany z instytucją małżeństwa, jego kondycją psychiczną i trwałością. A jak to wygląda w naszym kraju?
    Dokonując porównania w latach 1990 i 1998 zauważa się, że spadła liczba zawieranych małżeństw o ok. 46 tys., a jednocześnie wzrosła liczba rozwodów o ok. 3 tys. I tak jak w roku 1990 na 6 małżeństw jedno było rozwiedzione, tak w roku 1998 jeden rozwód przypada już na 5 małżeństw.
    W roku 1990 różnica między małżeństwami zawartymi i rozwiązanymi (przez śmierć lub rozwody) wynosiła + 25.192 (na korzyść zawartych). Natomiast w roku 1998 ta różnica wynosiła - 9.487 (na "korzyść" rozwiązanych), co znaczy, że więcej (o ponad 9 tys.!) małżeństw zostało rozwiązanych (w różny sposób) niż zawartych. Jeszcze bardziej zaskakująca jest relacja między miastem a wsią. W miastach różnica ta w 1998 r. wyniosła aż (minus) - 14,5 tys. a na wsiach (plus) + 5,8 tys., co daje powyższą średnią różnicę ok. - 9,5 tys.
    Naturalną konsekwencją utrzymywania się spadkowej tendencji przyrostu jest wymieranie społeczeństwa. Prostą zastępowalność pokoleń gwarantuje współczynnik dzietności na poziomie 2,1 - 2,15. (Współczynnik dzietności to liczba dzieci przypadająca na jedną kobietę w wieku prokreacyjnym). W roku 1990 wynosił on w Polsce 2,0, ale już w roku 1998 tylko 1,43 i to stanowi powód do bicia na alarm. Osiem lat i jaki spadek!. Dotyczy to roku 1998, zatem okresu sprzed 2 lat. Docierają nieoficjalne informacje, że sytuacja ta nie tylko nie ulega poprawie, ale się pogarsza.
    Dane są alarmujące. Sprawa rodzicielstwa i liczebności potomstwa musi rodzić niepokój i zatroskanie. Przecież my dla kogoś żyjemy, chcemy komuś zostawić zakłady pracy, pola, tradycję, historię, kulturę, groby nasze i naszych bliskich... A patrząc dalej, trzeba mieć świadomość, iż jest to "obowiązek wobec Boga, wobec siebie samych, rodziny i społeczeństwa" (HV), a także niejako dług spłacany tym, co byli przed nami.
    Rozwiązanie tej trudnej sytuacji znajdujemy w radach udzielonych dawno, bo w roku 1968 w encyklice Humane vitae. Zatem kolejny już raz trzeba stwierdzić, że treści encykliki nie straciły na wartości, mimo "dojrzałego wieku" 32 lat - a wręcz odwrotnie - stały się bardziej aktualne wobec istniejącej sytuacji w Polsce i świecie, wobec narastających negatywnych tendencji.
    Warto ponownie zajrzeć do encykliki Humane vitae, przemyśleć przedstawione tam zagadnienia, warto je także przypomnieć innym.