„VERBA DOCENT…”

Temat sądu po śmierci w katechezie młodzieży
Autor: ks. Andrzej Dańczak
Artykuł archiwalny
I. Wprowadzenie w zagadnienie
 
Trudno jest podczas katechezy prezentować myśl teologiczną. Trudność związana jest przede wszystkim z jej teoretycznym charakterem. Uczeń szkoły ponadgimnazjalnej to uczeń, który nadal charakteryzuje się myśleniem praktycznym. Niemniej wśród tematów katechetycznych jest wiele takich, które pozwalają w dość - myślę - interesujący sposób ująć tajemnicę Boga i człowieka. Do takich zagadnień z pewnością należy tematyka sądu eschatologicznego. Doświadczenie pokazuje, że tematy związane z eschatologią cieszą się stosunkowo dużym zainteresowaniem. Dotyczą bowiem nie pewnej teologicznej abstrakcji, ale konkretnego losu, który oczekuje człowieka. Ponadto temat śmierci, tego co nastąpi potem i wszelkie związane z tym zagadnienia spotykają się z dużym zainteresowaniem, gdyż młodość i wiek dorosły są jednocześnie czasem stawiania sobie istotnych pytań. Wiele z nich, jak na przykład pytanie dotyczące przyszłego losu człowieka, należą do istotnych kwestii związanych z kształtowaniem się światopoglądu młodego człowieka. O ile zainteresowanie okresu wcześniejszego w tej kwestii dotyczy raczej losu drugiego człowieka; tego, który odszedł (co z nim jest/będzie?), o tyle ostatnie lata szkoły ponadgimnazjalnej obfitują w pytania także o własny los. Są to pytania, które młodzi stawiają sobie niezależnie od pozornego „niezainteresowania” dalekosiężną perspektywą swojego życia. Istotne natomiast jest, jakie odpowiedzi usłyszą oraz czy ich wewnętrzne pytanie spotka się z zainteresowaniem, czy zostanie uznane za „normalne” i istotne przez katechetę. Wyraża się to poprzez samo podjęcie i sposób potraktowania poszczególnych tematów[1].
Z drugiej strony należy stwierdzić, że tematyka eschatologiczna na jakimkolwiek poziomie nauczania jest przedsięwzięciem trudnym. Trudność związana jest z niedoświadczaniem w codzienności sytuacji, o których mowa. Kwestia języka w tym kontekście to przede wszystkim porównania, jakimi posługujemy się oraz obrazy, jakich używamy. Ponadto należy zwrócić uwagę na wielką delikatność poruszanej materii z punktu widzenia teologicznego. Płaszczyzna eschatologii jest tym wymiarem teologii, gdzie zbiegają się różne linie i tematy obecne w innych miejscach. Nauczyliśmy się już, że nie jest to tylko dział teologii poświęcony „mitycznym” czasom ostatecznym, ale że całe życie chrześcijańskie powinno być przeniknięte eschatologią, podobnie jak jest nią przeniknięta odnowiona teologia. Jednak jest w eschatologii coś więcej, dzięki czemu jej prezentacja staje się konieczna i nie jest tylko związana z „informacją” o tym, co nastąpi potem. Dobre rozumienie eschatologii pozwala na poprawne rozumienie i innych zagadnień teologii. Eschatologia zawsze była i jest swoistym papierkiem lakmusowym, wskazującym na to, jak rozumiane są inne elementy w kontekście całości chrześcijańskiej doktryny. Obserwując przemiany w chrześcijańskiej eschatologii możemy bardzo dobrze śledzić rozwój i zmiany w całości nauczania. W eschatologii odbijają się prawdy nie tylko o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, ale także o jego godności, o wartości jego czynów, o godności ciała, o relacji człowieka do Boga, jak i wiele innych zagadnień, np. człowieczeństwo Chrystusa, znaczenie i los świata materialnego itp. Wiele z tych elementów pojawia się także gdzie indziej; w eschatologii zostają one natomiast zebrane i osiągają swoje pełne, ostateczne znaczenie.
Jednym z istotnych tematów związanych z eschatologią jest problematyka sądu. Jest to temat o tyle ważny, że dotyka wielu wymiarów życia człowieka. Jest w nim przede wszystkim obecne zagadnienie odpowiedzialności za konkretne czyny, a idąc dalej, pytanie o ostateczne konsekwencje postępowania, o odpowiedzialność człowieka. Sąd to jednak nie jedynie temat wychowawczy, służący kształtowaniu odpowiedniej postawy w chwili obecnej. Jest w nim zawarty również istotny problem pedagogiczny, jakim jest kształtowanie właściwego obrazu Boga. Człowiek patrząc na Boga końca (zarówno końca związanego z życiem jednostki jak i końca świata), pragnie dostrzec jego prawdziwe oblicze, istotne dla wiary już dzisiaj. Z drugiej strony, trudno o łatwiejsze zniekształcenie obrazu Boga, jak właśnie w eschatologii. Mowa przecież o rzeczywistości, w której właśnie do Boga należy ostatnie słowo. O ile pewne trudne zagadnienia związane z codziennością człowieka, formą Bożej obecności lub milczeniem Boga w sytuacjach trudnych udaje się nieraz wytłumaczyć w przekonujący dla zainteresowanego sposób, o tyle w eschatologii sprawa wygląda nieco inaczej. Jest to sytuacja jednoznaczna – Bóg działa zgodnie ze swoją naturą, a człowiek może go rozpoznać bez żadnej zasłony. Tutaj znajduje swoją odpowiedź na to, „jaki jest nasz Bóg”. Wymiar sądu w najwyższym stopniu jest związany z pytaniem o Boga, o jego rolę podczas ostatecznego spotkania z człowiekiem w momencie śmierci. Odpowiedzi na te pytanie posiadają bardzo konkretny wpływ na obraz Boga, jaki posiadamy już w chwili obecnej.
Trzeba jednocześnie podkreślić, że samo zagadnienie sądu jest tematem, który już w punkcie wyjścia posiada określoną konotację. Tematyka sądu eschatologicznego nosi w tradycji chrześcijańskiej skojarzenia negatywne. Problematyka ta (sądu generalnie; nie od razu w historii sądu szczegółowego po śmierci), obecna w chrześcijańskim nauczaniu od samego początku, podlegała dość silnej zmianie akcentów w poszczególnych epokach[2]. To, co my odziedziczyliśmy w spadku, to negatywna wizja sądu. Na przestrzeni wieków utrwaliło się wyobrażenie sądu bardzo silnie związane z poczuciem strachu i lęku. Pojawiło się ono przede wszystkim w kontekście sądu końca czasów, ale daje się również zauważyć prostą zależność rozumienia sądu szczegółowego od charakteru sądu ostatecznego. Ten pierwszy, tzw. sąd jednostkowy po śmierci, ukształtował się w zachodniej teologii średniowiecznej i jako taki jest związany z powolnym, ale systematycznym przesuwaniem się akcentu w eschatologii z powszechnego (w kontekście naszego zagadnienia chodzi o sąd powszechny na końcu czasów) na indywidualny (sąd nad osobą po śmierci).
 
II. Sytuacja sądu
 
Nowy Testament mówiąc o rozliczeniu człowieka, zdaniu sprawy ze spełnionych zadań i z przyjmowanej postawy, używa terminu „sąd”. Pojęcie to jednak nie zawsze w pełni pokrywa się z tym, co nam na pierwszym miejscu kojarzy się z pojęciem sądu. Idea sądu z natury rzeczy łączy się z niepewnością i poczuciem bycia oddanym w obce ręce. Człowiek osądzany traci kontrolę nad własną przyszłością. Decyduje ktoś inny. Mój los zostaje określony przez czynnik zewnętrzny. Ale to nie ja poddaję się czynnikowi zewnętrznemu. Sąd to w związku z tym często sytuacja braku wolności.
Terminologia jurydyczna widoczna w samym pojęciu sąd może prowadzić do nieporozumień. Zestawienie pojęcia prawnego i biblijnego może stać się poważną trudnością. W kontekście wiary oznacza to konieczność jasnego sprecyzowania, jakie są kryteria sądu i jak „zachowa się” Bóg, który jest sędzią. Prawda o sądzie nie ma charakteru tylko informacyjnego, związanego z moim losem w przyszłości. Posiada ona bardzo silny akcent formacyjny, związany nie tylko z aspektem pedagogicznym, tj. wychowania do odpowiedzialności za swoje czyny, ale dotyczący mojej relacji do Boga. Bóg mojej dzisiejszej modlitwy, Bóg sakramentów, Bóg Kościoła itd. jest jednocześnie tym, w którego ręce zostanie złożony mój los. Jezus Chrystus jest moim mistrzem, ale w pewnym momencie stanie się moim sędzią. A będzie to miało miejsce w momencie skrajnej bezradności, gdy człowiek w pełni będzie znajdował się w rękach Boga. Choć termin „sąd” jest ściśle biblijny i jest wykorzystywany także na przedstawienie tego, co dzieje się z człowiekiem bezpośrednio po śmierci, nie oddaje on całości myśli Nowego Testamentu w tym zakresie. Nowy Testament mówi przede wszystkim o podsumowaniu życia człowieka. W tym kontekście akcentowanie samego pojęcia sądu prowadzi do zawężenia powyższej treści do aspektu negatywnego. Sąd jest w takim ujęciu pojęciem kojarzącym się z winą, oskarżeniem, potrzebą obrony. Wydźwięk jest zdecydowanie daleki od pozytywnego lub nawet neutralnego. Sytuacja jeszcze pogarsza się, gdy weźmiemy pod uwagę świadomość bycia postawionym przed sądem przez jakąś siłę zewnętrzną. Tym kimś jest Bóg. Sytuacja może więc doprowadzić do negatywnego rozumienia pojęcia Boga. Właściwe zrozumienie charakteru tego, co nastąpi po śmierci, w sposób bezpośredni rzutuje na moją relację z Bogiem dzisiaj, jak również z tymi wszystkimi wymiarami, gdzie ów Bóg jest głoszony i gdzie jego obecność jest przeżywana.
 
III. Problem zakresu sądu
 
Z zagadnieniem sądu jest związane przede wszystkim pytanie o to, co będzie jego przedmiotem; na ile adekwatna jest terminologia nawiązująca do stanu oskarżenia.
Przyzwyczajeni jesteśmy do takiej wizji sądu, w której człowiek będzie musiał tłumaczyć się ze swoich win. Ograniczamy zakres owego sądu do elementu negatywnego, z którego trzeba będzie zdać sprawę i w konsekwencji ponieść stosowną karę. Jednak sąd nie może być rozumiany jako wydarzenie ograniczone do odpowiedzialności za samo tylko zło. Święty Paweł podkreśla, że ocenie podlegać będzie całość postawy człowieka, tak zło jak i dobro. Ten ostatni element często umyka naszej uwadze. Każdy człowiek otrzyma „zapłatę za uczynki popełnione w ciele złe lub dobre” (2Kor 5, 10). Nie można wymiaru sądu ograniczać tylko do sprawozdawczości lub konieczności wysłuchania czegoś w rodzaju mowy oskarżycielskiej. W rzeczywistości sądu chodzi zawsze o całość życia człowieka, we wszystkich jego aspektach i wymiarach.
W tym kontekście istotne jest zwrócenie uwagi na to, w jaki sposób współczesna teologia rozumie samą śmierć. Łączy się to w jedną spójną całość z zagadnieniem sądu. Śmierć nie jest ujmowana już dzisiaj wyłącznie jako kara za grzech, ale także jako dopełnienie życia człowieka[3]. Także w tym miejscu mamy do czynienia ze zdecydowanym przesunięciem akcentów. W śmierci odbywa się przecież spotkanie człowieka z jego Zbawicielem; wszystkie wątki dobiegają końca, a ostatnie słowo należy do Chrystusa. Życie człowieka nieustannie zmierza do tego momentu. Nie jest to jednak pewien nieuchronny moment, który kojarzy się jedynie z lękiem i niepewnością, ale moment, w którym życie człowieka osiągnie swoją pełnię. Spotkanie z Chrystusem, które jest centralnym wydarzeniem tej sytuacji, ma charakter konfrontacji z prawdą o samym człowieku, z całą prawdą. Prawda ta nie może jednak zostać zawężona do odpowiedzialności za samo tylko zło. Człowiek zdaje relacje z całego swojego życia. A przecież życie człowieka to także dobro, odpowiedzialność, posłuszeństwo wobec Boga. Chociaż jesteśmy sługami nieużytecznymi i pełnimy jedynie to, co nam polecono, podejmujemy jednak określone decyzje i dokonujemy konkretnych wyborów. Dlatego sąd jest podsumowaniem całego życia człowieka. Sąd to przede wszystkim spotkanie się z prawdą o całym życiu. Dotyczy on zarówno aspektu pozytywnego, jak i negatywnego wszystkich decyzji człowieka. Nie można tutaj akcentować jednego tylko wymiaru.
Katecheza, szczególnie w klasach starszych, powinna negować stereotyp, jaki w tej kwestii panuje u wielu osób. Praktyka bardzo jasno wykazuje, że przeciętny katolik nie potrafi spójnie pogodzić np. prawdy o Bożym miłosierdziu i konieczności sądu. Nie znaczy to, że jest to połączenie proste. Problem polega jednak na tym, że często poszczególne aspekty tajemnicy są traktowane oddzielnie. W przeciętnym pojmowaniu Bóg miłosierdzia nabiera - w momencie sądu po śmierci - jakby innych cech. Katecheza prowadząc do spójnego obrazu Boga przy temacie sądu, ma możliwość uwypuklenia tego momentu jako podsumowania życia człowieka w obliczu Boga. To podsumowanie oznacza, że dobro zostanie dostrzeżone na takich samych prawach jak grzech. Ukazanie całościowego wymiaru sądu prowadzi do uniknięcia rozumienia Boga jako wielkiego śledczego, który skrupulatnie notuje wszystkie winy człowieka, aby mu je w odpowiednim momencie przedstawić.
 
IV. Charakter sądu
 
Zagadnienie sądu znajduje swoje naturalne przedłużenie w pytaniu o to, jak sąd „będzie wyglądał”. Jest to pytanie o rolę w nim Boga i człowieka.
Sąd rozumiany był długo jako rzeczywistość zewnętrzna wobec człowieka. Można było go rozumieć jako zespół wielu elementów: jest oskarżenie, trybunał, sędzia, zostaje promulgowany wyrok. Na pewno racją dla przedstawienia aspektu spotkania z Chrystusem po śmierci w terminologii jurydycznej była chęć podkreślenia idei sprawiedliwości i prawdy, jakie towarzyszą temu spotkaniu. Człowiek staje wobec całej prawdy o sobie i w kontekście całej prawdy zostaje mu przypisane definitywne miejsce.
Problem ten jest związany także z właściwym obrazem Boga. Refleksja teologiczna ostatnich dziesięcioleci odeszła od rozumienia sądu opartego na podobieństwie do przewodu sądowego. Dotyczy to także „ról” poszczególnych „uczestników” sądu. Charakterystyka takiego ujęcia sądu polegała na przeciwstawieniu dwóch stron: sędziego i oskarżonego. Tymczasem dzisiaj podkreśla się, że sąd posiada charakter zbawczy. Nie jest to moment samej tylko sprawiedliwości, ale także zbawienia. Spotkanie z Chrystusem po śmierci jest spotkaniem ze Zbawicielem. Jest spełnieniem dążeń człowieka wierzącego, który od momentu swojego chrztu, mimo upadków, coraz bardziej jednoczy się z Chrystusem, aż następuje spotkanie kulminacyjne po zakończeniu wędrówki życia.
Spotkanie z Chrystusem po śmierci jest spotkaniem z prawdą. Jest to prawda o życiu konkretnego człowieka. Jak podkreśliliśmy wcześniej sąd to inaczej konfrontacja z prawdą o samym sobie. Istotne jest to, że prawdę tę człowiek odkrywa sam w obliczu Chrystusa. Zamknięte życie człowieka znajduje w osobie Chrystusa swoje podsumowanie. Wszystkie czyny, poszczególne wybory człowieka ukazują się jako decyzje podejmowane zawsze w odniesieniu do Jezusa. Spada zasłona, która mogła sprawiać wrażenie, że człowiek ze swoimi decyzjami pozostaje sam, że nie jest przed nikim odpowiedzialny. Jednak to nie Chrystus sam z siebie, w aktywny sposób ukazuje człowiekowi ową prawdę. Człowiek odkrywa ją sam w Chrystusie. A jest to istotna różnica. Nie ma Boga, który z jednej strony potępia, a z drugiej zbawia i czyni to z równym w obu przypadkach zaangażowaniem. Człowiek konfrontując prawdę o sobie, dotyczącą przeszłości już zamkniętej, z prawdą obiektywną, obecną w Chrystusie, sam zajmuje pozycję wobec Zbawiciela. Boga o tyle można nazwać sędzią, o ile to w nim człowiek odkrywa prawdę, która staje się kryterium oceny. Nie istnieje więc jakiś gotowy wyrok, który oczekuje na człowieka po przekroczeniu śmierci, ale przede wszystkim oczekuje na człowieka samoocena w oparciu o prawdę dostrzeżoną w osobie Chrystusa. W ten sposób sąd po śmierci staje się samoosądem. Takie ujęcie sądu powoduje, że Bóg nie musi już pełnić niewdzięcznej roli oskarżyciela i nie musi być wyobrażany jako strona konfliktu. W sądzie rozumianym jako somoosądzenie się człowieka Bóg także w momencie sądu, jest cały czas po stronie człowieka. Nie ma dwóch biegunów owego wydarzenia. Sąd odbywa się w obecności Boga, ale to człowiek osądza samego siebie. Sąd nie wynika bezpośrednio z działania Bożego. To człowiek rozpoznaje i uznaje kim jest, gdy widzi, co się z nim stało w odniesieniu do Chrystusa[4]. H. U. von Balthasar w ten sposób ujmuje wymiar sądu: „Bóg nie sądzi w Jezusie. To człowiek osądza siebie sam, gdy nie przyjmuje objawionego w Jezusie zbawienia i gdy nie widzi się w jego świetle, ale utrzymuje, że może widzieć i osądzać poprzez własne światło”[5].
Sędzia nie wydaje wyroku. Człowiek sam dochodzi do prawdy i widzi, jak jego czyny odnoszą się do pełni odnalezionej w Chrystusie. Wyrok staje się jawny w jego obecności[6]. Człowiek sam nie posiada wystarczających informacji, aby móc dokonać pełnej samooceny Jest konieczne spotkanie z Chrystusem. Chodzi jednak przede wszystkim o to, że wyrok nie pochodzi z zewnątrz. Nie pochodzi od pewnego czynnika, który jest całkowicie obcy dla człowieka. Podczas sądu człowiek jest w stanie objąć całość swojego życia, swoich zasadniczych decyzji, czynów i zaniechań[7].
Rozumienie sądu jako samoosądzenia się człowieka w obliczu Boga jest obecne i szeroko rozpowszechnione w teologii katolickiej od lat 50-tych ubiegłego wieku[8]. Takie rozumienie sądu jest bezpośrednim nawiązaniem do danych teologii Janowej. Z jednej strony mowa tam o sądzie, który jest związany z przyjściem Chrystusa. „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci którzy nie widzą, przejrzeli, a ci którzy widzą, stali się niewidomymi” (J 9, 39). „Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu” (J 15, 24). Jednak ten sam Jan zachowuje rezerwę wobec bezpośredniego, czynnego udziału Chrystusa w sądzie. Uczynione jest rozróżnienie między Chrystusem a rolą sędziego. „A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić. Kto gardzi mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym” (J 12, 47-48). Podobna wypowiedź pojawia się w innym miejscu: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3, 17-21). Chrystus nie przyszedł, aby sądzić samemu, choć jego obecność jest jednak związana z rzeczywistością sądu[9].
Takie ujęcie rzeczywistości sądu „odciąża” Boga. Nie jawi się on jako ktoś nastający na szczęście człowieka. Pozostaje wierny swojej naturze - tj. miłości i bliskości wobec człowieka. Z drugiej strony osąd zachowuje swoją pełną powagę. Bóg ukazany jest jako ten, który do końca szanuje wolną wolę człowieka. Podobnie jak za życia szanował wszystkie wybory, jakich człowiek dokonywał, choć mogły sprawiać mu ból, tak pozostaje wierny owemu szacunkowi dla wolności człowieka i do końca respektuje decyzje człowieka, także tę ostatnią[10].
Jednocześnie sąd nie traci nic ze swojej powagi i pozostaje wydarzeniem w pełni obiektywnym. Człowiek po śmierci osiągnie stan pełnej wolności. Ta wolność zaowocuje, m. in. zdolnością do oceny i samooceny. Sąd to nie zewnętrzne zaskoczenie, lecz owoc pełnej realizacji swojej osoby, a należy do tego także zastanawianie się nad sobą[11]. Nie zachodzi możliwość, aby w obliczu Boga człowiek doszedł do innego o sobie przekonania niż to, które wynika z obiektywnej prawdy, do której będzie miał pełny dostęp w Bogu. Dramat sądu nie polega na określonej scenerii, w jakiej się on odbywa, lecz na konsekwencjach grzechu. Dostrzeżenie jak nasz grzech rani miłość obecną w Bogu wyznacza dramatyczność tego momentu. Z drugiej strony, Chrystus nie jest także obojętny wobec procesu sądu. W Chrystusie dostrzegamy brata, który wziął na siebie nasze grzechy i jako taki jest sprawcą naszego odkupienia[12].
Oczywiście nie potrafimy jednoznacznie opisać tego, co dzieje się z człowiekiem podczas wydarzenia opisywanego terminem sąd[13]. Istotą sądu jest oddanie sprawiedliwości i odsłonięcie całej prawdy. Kościół nigdy nie chciał ingerować wiążąco w „jak” owego wydarzenia. Jest ono pozostawione interpretacji kolejnych pokoleń. Wydaje się jednak, że taka wizja sądu jest zdecydowanie bardziej integralna i w sposób bardziej spójny daje pogodzić się z danymi Nowego Testamentu.
Doświadczenie pokazuje, że takie rozumienie sądu i udziału w nim Boga jest całkowicie zrozumiałe dla starszej młodzieży. Pomaga ułożyć w całość elementy i wątki znane skądinąd. Poza bezpośrednim zakorzenieniem w teologii św. Jana, odpowiada ono też bardziej mentalności współczesnego człowieka, pozwalając jednocześnie na zachowanie wszystkich istotnych elementów zawartych w tradycyjnej, chrześcijańskiej koncepcji sądu po śmierci.
 
V. Sąd jako wydarzenie zbawcze. Rozumienie „wyniku” sądu
 
Powracając do rozumienia śmierci jako dopełnienia życia człowieka, trzeba stwierdzić, że rzuca ono światło na charakter sądu także z innego powodu. Sąd dla chrześcijanina staje się elementem tego dopełnienia.
Eschatologia jest ostatnim akordem dzieła zbawienia. Rzeczywistość, o której ona mówi, ma charakter zbawczy. Eschatologia nie traktuje o niczym więcej niż o tym, co człowiekowi do zbawienia jest potrzebne. Sąd także jest wydarzeniem zbawczym. Zbawienie oznacza wybawienie dane człowiekowi, związane z ofiarowaniem mu życia wiecznego. W momencie sądu chrześcijanin spotyka swojego Zbawiciela. Sąd jest wydarzeniem zbawczym, bo właśnie podczas tego spotkania człowiekowi zostaje ofiarowany dar od Zbawiciela. Sąd jest aspektem tego spotkania; momentem ustosunkowania się, weryfikacji własnej postawy, stanięciem wobec ostatecznej prawdy oraz w obliczu ofiarowanego zbawienia. Tak rozumiany sąd jest sposobem „otrzymania” i doświadczeniem zbawienia, pochodzącego od Boga.
Rozumienie sądu jako momentu zbawienia jest związane także z zagadnieniem wyniku sądu. Pojawia się tutaj zawsze aktualne pytanie o to, kto będzie zbawiony i czy ja będę zbawiony. Rożne przesunięcia akcentów w chrześcijańskiej eschatologii, jakie miały miejsce już od czasów Ojców Kościoła, związane z coraz bardziej powszechnym charakterem chrześcijaństwa i z dewaluacją chrześcijańskiej wizji postępowania i moralności, doprowadziły do coraz bardziej restrykcyjnego rozumienia charakteru sądu, oddalając od jego wizji nowotestamentalnej, w której posiada on dla chrześcijan charakter zbawczy par excellence. Życie niejako wymusiło dostrzeżenie i podkreślenie w wymiarze sądu także innego jego aspektu - możliwości potępienia - nawet dla wierzących. Nie chcemy negować restrykcyjnego charakteru sądu oraz możliwości jego negatywnego wyniku dla poszczególnego człowieka. Problem leży we właściwym ujęciu i we właściwych proporcjach. Często, także w obrębie katechezy, jest ponawiane pytanie, czy człowiek dbający o swoje życie religijne, żyjący życiem wiary i sakramentów powinien obawiać się o wynik sądu. Oczywiście konieczna jest tutaj wielka ostrożność, gdyż mając do czynienia z różnymi słuchaczami, trzeba wiedzieć, że pewne aspekty mogą zostać przejaskrawione, a inne pozostawione w cieniu. Jednocześnie należy mieć na uwadze, że słuchacz o obniżonym poziomie wymagań wobec samego siebie zawsze chętnie będzie słuchał i zapamięta to, co w jakikolwiek sposób będzie dla niego usprawiedliwieniem postaw negatywnych. Z drugiej strony, chrześcijaństwo, które oferuje człowiekowi przede wszystkim dar zbawienia, nie może przedstawiać swojego daru jako niemal nieosiągalny. Pytanie o zbawienie (a więc o wynik sądu), które dotyczy człowieka ochrzczonego (założenie katechezy) i żyjącego życiem wiary, choć upadającego, powinno znaleźć odpowiedź pozytywną. W tym kontekście sąd nie powinien stać się przedmiotem strachu i obaw - jest przecież spotkaniem z tym, do którego człowiek, choć w sposób mniej lub bardziej udany, zmierzał przez swoje życie. W tej nadziei zawiera się sens chrześcijańskiego zawierzenia, które ma także wymiar eschatologiczny. Sąd jest w tym kontekście momentem spotkania z prawdą o sobie, może nawet z prawdą spychaną, nieraz ukrywaną przed samym sobą. Jest na pewno w tym aspekcie, spotkaniem bolesnym, ale przedmiotem obawy dla dojrzałego chrześcijanina nie jest ostateczny wynik sądu. Trzeba wyraźnie rozgraniczyć „przebieg” sądu, który ma prawo być bolesny w zależności od tego, co człowiek sobą reprezentuje, od „wyniku” sądu.
Dojrzałe spojrzenie na sąd powinno zmierzać do oddzielenia grzechu od obawy przed możliwością bycia potępionym. Zbawienie nie jest dla idealnych, a potępienie nie dotyczy tak po prostu ludzi grzesznych. Katecheza musi pomóc w takim rozumieniu sądu, nie negując oczywiście prawdopodobieństwa, że i chrześcijanin może zejść z właściwej drogi w sposób trwały.
W kontekście rozważań skoncentrowanych na „wyniku” sądu należy przywołać jeszcze jeden schemat, który niekiedy pojawia się przy tym zagadnieniu. Jest to schemat sądu przedstawianego za pomocą wagi[14]. Waga kojarzy się chrześcijaninowi w dwojaki sposób. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z czystą symboliką - waga przedstawia sprawiedliwość sądu. Takie jej wykorzystanie nie budzi żadnych wątpliwości. Doświadczenie pokazuje jednak, że schemat wagi może funkcjonować u niektórych także jako przedstawienie sposobu sądzenia. Niemałą rolę odgrywa tutaj na pewno ikonografia minionych wieków. Ukazuje ona sąd jako ważenie czynów dobrych i złych, jakie człowiek przynosi ze sobą przed Boga lub jako przyrząd służący do porównywania ludzi między sobą. W tym przypadku schemat wagi prowadzi do uzależnienia rezultatu sądu od ilościowej proporcji między winą i zasługą. To, co przeważy, ostatecznie stanie się definitywnym losem człowieka. Jest to problem o tyle ważny, że dotyczy bezpośrednio zagadnienia istoty zbawienia. Człowiek dostępuje przecież pełni zbawienia właśnie po śmierci. Tutaj znowu powraca więc pytanie, kto będzie zbawiony? Schemat wagi wykorzystywany jako ilustracja sposobu przeprowadzania sądu bardzo oddala od chrześcijańskiej koncepcji zbawienia. Ukazuje on sprawiedliwość jako efekt matematyki, mierzenia, wyliczenia. To bardzo dalekie od chrześcijańskiej logiki. Zbawienie jest przecież całkowicie darmowym darem, który nigdy nie jest adekwatny do tego, co czyni człowiek. Schemat wagi sugeruje natomiast jednoznacznie pytanie: ile trzeba, aby wystarczyło. A przecież człowiek nigdy nie jest w stanie posiadać tyle, aby wystarczyło. Gdybyśmy byli w stanie wnieść ze sobą cokolwiek, co byłoby „wystarczające”, uległaby zniszczeniu cała chrześcijańska logika zbawienia związana z koniecznością zaistnienia Zbawiciela.
 
6. Wnioski końcowe
 
Katecheza w miarę postępu lat musi przemawiać do młodego, dorastającego człowieka coraz bardziej adekwatnym językiem i używać odpowiednich obrazów. Okres szkolny to czas największej rozpiętości w dziedzinie zdolności przyjmowania pewnych treści. Bardzo wiele zależy od tego, w jaki sposób zostaną one zaprezentowane; czy są spójne z mentalnością odbiorcy, czy przystają do rozumienia przez niego samego siebie, drugiego człowieka i świata. Niejednokrotnie dla uczniów jest sporym zaskoczeniem, że niektóre tematy, nawet istotne, są w pewnym momencie prezentowane na katechezie w sposób dość różny od tego, jaki to czyniono, gdy byli mniej zaawansowani wiekiem. Na pewno wymaga to ukazania ciągłości między tym, jak określone tematy były ukazywane wcześniej, a w jaki sposób czyni się to w danym momencie. Z drugiej strony, jest to zawsze okazja do podkreślenia konieczności rozwoju w rozumieniu swojej wiary, który musi iść w parze z rozwojem człowieka i tego, w jaki sposób rozumie on świat, w jakim żyje.
Temat sądu z pewnością jest zagadnieniem, którego pełna prezentacja musi być rozłożona w czasie. Pojęcia, jakich wymaga dojrzałe rozumienie sądu są powszechnie niedostępne, aż do stosunkowo późnego wieku szkolnego. Z drugiej strony, dobrze wykorzystane, mogą przyczynić się do dojrzalszego spojrzenia na ten aspekt wiary, łącząc się przy tym z wieloma innymi tematami.
 
 
ks. Andrzej Dańczak – dr teologii, wykładowca w WSD w Gdańsku, diecezjalny duszpasterz akademicki.
 

[1] Zob. J. Makselon, Lęk wobec śmierci, Kraków 1988.
[2] Por. J. Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo, Kraków 1994, s. 321-322; A. Andres, Od „marana tha” do „dies irae” i od „dies irae” do „sine die”, „Communio” 1987 z.2, s. 99-100.
[3] Por. K. Rahner, Podstawowy wykład wiary, Warszawa 1987, s. 352-353; W. Hryniewicz, Bóg naszej nadziei, Opole 1989, s. 207-211.
[4] Por. H. Halter, Gericht und ethisches HandelnZur Rede vom göttlichen Gericht in der modernen Dogmatik und zur Bedeutung dieser Rede für die Ethik, s. 203, w: J. Pfammater, E. Christen (red.), Hoffnung über den Tod hinaus, Zürich 1990; G. Martelet, Odnaleźć życie pozagrobowe, Kraków 1985, s. 138.
[5] H. U. v. Balthasar, Gericht, „Communio“ 9/1980, s. 232 (wersja niemiecka).
[6] Por. H. U. v. Balthasar, W pełni wiaryWybór tekstów, Kraków 1991, s. 583.
[7] Por. K. Lehmann, Weltgericht und Wiederkunft Christi, s. 88, w: K. Lehmann (red.), Vollendung des Lebens - Hoffnung auf Herrlichkeit, Mainz 1979.
[8] Por. L. Scheffczyk, Das besondere Gericht, „Scholastik“ nr 32/1957, s. 526 nn.
[9] „Dokonane tu rozróżnienie pomiędzy własnym bezpośrednim działaniem Chrystusa a oddziaływaniem jego słowa pozwala na ostateczne oczyszczenie chrystologii oraz pojęcia Boga”. J. Ratzinger, Śmierć i życie wieczne, Warszawa 1986, s. 224-225. Por. H. U. v. Balthasar, Sądy Boskie w Apokalipsie, „Communio” 1987, z.2, s. 13-14.
[10] Por. R. Rogowski, Światłość i tajemnica, Katowice 1986, s. 354.
[11] Por. M. Gestiera, Jezus ustanowiony przez Boga sędzią, „Communio” 1987, z.2, s. 59.
[12] Por. J. Ratzinger, dz. cyt., 225.
[13] Por. J. Łach, Sędzia żywych i umarłych, „Communio” 1987, z.2, 3-4.
[14] Por. D. Forstner, Świat symboliki chrześcijańskiej, Warszawa 2001, s. 433-434.