Katecheta 12/2005
E-wydanie
„Katecheta” jest teraz również dostępny Jako e-wydanie!
Na półkę Katechety
A jak tam twoje dzieci? Porozmawiajmy o wychowaniu
Guy Gilbert
KSIĄŻKA
19,90 zł 3,00 zł

„VERBA DOCENT…”

Aktualne samorozumienie Kościoła wyzwaniem dla katechezy
Autor: ks. Andrzej Czaja
Artykuł archiwalny
 Dobrze znamy zasadnicze pytanie, na które starali się odpowiedzieć ojcowie Soboru Watykańskiego II: "Ecclesia, quid dicis de te ipsa?" Owoce ich zmagań są zawarte w soborowych dokumentach, zwłaszcza w dwóch konstytucjach o Kościele, w dogmatycznej Lumen gentium i w duszpasterskiej Gaudium et spes. W dziejach Kościoła jest to pierwsza tego typu refleksja, wyjaśniająca sens, misterium i strukturę Kościoła. Na niej opiera się aktualne samorozumienie Kościoła.
    Niestety, analiza funkcjonowania Kościoła, jego codziennego życia oraz bycia w świecie i wobec świata odsłaniają ciągły brak dostatecznej znajomości soborowej doktryny i jej pogłębionej recepcji [ 1 ]. Dlatego Magisterium Kościoła w ostatnich latach coraz mocniej apeluje o ponowne odkrycie i rzetelną recepcję wielkiego bogactwa treści wypracowanych przez ojców Vaticanum II. Jan Paweł II napisał w liście apostolskim Novo millennio ineunte (57): "W miarę upływu lat teksty soborowe nie tracą wartości ani blasku. Konieczne jest, aby były należycie odczytywane, poznawane i przyswajane jako miarodajne i normatywne teksty Magisterium, należące do Tradycji Kościoła. Dzisiaj, po zakończeniu jubileuszu, szczególnie mocno odczuwam powinność ukazywania Soboru jako wielkiej łaski, która stała się dobrodziejstwem dla Kościoła w XX wieku: został on dany jako niezawodna busola, wskazująca nam drogę w stuleciu, które się rozpoczyna" [ 2 ]. O recepcję Soboru upomniał się także w swoim testamencie.
    Osobiście jestem przekonany, że w całym obszarze recepcji Vaticanum II istnieje, między innymi, pilna potrzeba, aby katecheci dobrze sobie przyswoili samoświadomość Kościoła, wypracowaną na Soborze i ją odpowiedzialnie przekazywali katechizowanym. Bez tego nie da się zrealizować zadań stawianych eklezjotwórczej katechezie i nie da się katechizowanych odpowiednio przygotować i wychować do życia w Kościele jutra [ 3 ].
    Wskazana potrzeba stanowi wręcz wyzwanie, które wynika wprost z tego, co się słyszy, widzi i doświadcza w różnych środowiskach polskiego społeczeństwa. Słyszy się coraz częściej (bardzo dosadnie m.in. na ostatnim "Przystanku Jezus") w różnych formach: Bóg - tak, Kościół - nie! Obserwuje się wzrost zainteresowania małymi wspólnotami, niestety, często bez rozeznania ich sekciarskiego charakteru. Najczęściej doświadcza się zobojętnienia wobec eklezjalnej rzeczywistości, zwłaszcza wśród ludzi młodych. O czym to świadczy? Okazuje się, że przeciętny wierny w naszym kraju nie rozumie Kościoła, nie wie, po co istnieje Kościół, jaka jest jego natura, gdzie się realizuje? Stąd wyzwanie do lepszego zaznajomienia się z myślą Soboru i do rzetelnego formowania w duchu soborowych założeń, ponieważ recepcji nie można ograniczać do poziomu realizacji litery Soboru. Potrzeba recepcji z myślą o ridimensionamento - sprowadzaniu rzeczy do właściwych wymiarów, a szczególnie z myślą o aggiornamento Kościoła, czyli bez statycznego przytaczania tego, co wypracowano i uchwalono czterdzieści lat temu. Trzeba mieć to poczucie, że jesteśmy dziś w innym świecie, w którym coraz bardziej dochodzą do głosu nowe punkty odniesienia i trzeba je uwzględnić w wychodzeniu do katechizowanego, oczywiście z poszanowaniem prawdy objawionej. Jestem przekonany, że poważny błąd popełniają ci, którzy młodemu pokoleniu Polaków, w szkole średniej i na studiach, przedstawiają Kościół, sięgając do doświadczeń minionych dni, akcentując wspaniałość, wielkość i zasługi w obronie narodowej tożsamości. To pokolenie nie ma i nie zna tych doświadczeń, nawet stanu wojennego, i taki Kościół musi mu być obcy; trudno się w nim odnaleźć [ 4 ]. Trzeba tu wziąć solidną lekcję od Jana Pawła II, który młodym wskazywał Kościół jutra.
    Po upływie czterdziestu lat od zakończenia Soboru dobrze byłoby zorganizować wnikliwe i wszechstronne studia nad stanem recepcji soborowej eklezjologii, m. in. w używanych dziś szkolnych katechizmach. Tę sugestię zgłaszam jako wartą podjęcia w badaniach naukowych z katechetyki. Poniżej zamierzam podzielić się jedynie kilkoma uwagami na temat przekazywania aktualnego samorozumienia Kościoła, celem jak najlepszego budzenia i potęgowania u katechizowanych - a mam na myśli zarówno dzieci, młodzież, jak i dorosłych - świadomości bycia Kościołem, jego umiłowania, dobrego wdrażania tych ideałów w życie i misję Kościoła oraz wiązania ich ze wspólnotą lokalną [ 5 ].

1. WSKAZYWAĆ NA SENS, BOSKIE POCHODZENIE I DOBRODZIEJSTWO KOŚCIOŁA

    Dzisiejszy, zwłaszcza młody, człowiek bardzo często bagatelizuje Kościół, dlatego że nie rozumie, po co jest i co może dać. Dlatego - podobnie jak ojcowie Soboru - katechezę o Kościele musimy rozpoczynać od wyjaśnienia jego sensu. Trzeba mocno akcentować to, że Kościół nie jest celem samym w sobie i że nie buduje się Kościoła dla niego samego, ale z myślą o dobru rodzaju ludzkiego. Człowiek jest drogą Kościoła i Kościół nie może od niego odstąpić (por. Redemptor hominis 14). Zasadniczym przedmiotem zainteresowania Kościoła jest życie Boże w człowieku, głoszenie i krzewienie Królestwa Bożego wśród wszystkich narodów ziemi (por. KK 5). Oznacza to, że Kościół nie jest jedynym miejscem zbawienia ani jego dysponentem, lecz znakiem i narzędziem zbawienia (por. KK 1). Powołany jest do tego, aby udzielać ludziom owoców Chrystusowego odkupienia (por. KK 8), aby realizować w świecie posługę jednania człowieka z Bogiem i ludzi między sobą; ma przedłużać posłanie Chrystusa - Światłości narodów (por. KK 1) i być zalążkiem Królestwa Bożego na ziemi (por. KK 5). Jako taki jest ze swej natury misyjny, a to oznacza, że ma służebny charakter wobec świata i człowieka.
    Idąc dalej po linii wykładu Lumen gentium, nietrudno odkryć podkreślenie trynitarnej genezy Kościoła. Po Soborze nie można już mówić o założeniu Kościoła wyłącznie przez Chrystusa. Trzeba dojrzale ukazywać Kościół jako "lud zjednoczony jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego"; jako dzieło Trzech: fundacja Ojca, Ciało i zarazem Oblubienica Chrystusa oraz Świątynia Ducha Świętego (por. KK 24). Rzecz jest bardzo ważna z dwóch względów. Po pierwsze, będziemy mogli lepiej pokazać, jak bardzo Kościół różni się od jakiejkolwiek społeczności ludzkiej. O tym - niestety - bardzo często zapomina się, że Kościół to dzieło bardziej boskie, aniżeli ludzkie. Właśnie dlatego nawet bramy piekielne go nie przemogą. Po drugie, będzie można dojrzalej wyrazić chrystocentryzm eklezjogenezy. Wychodząc od idei Kościoła w odwiecznym zamyśle Boga (od tzw. myślnej preegzystencji Kościoła), sięgając do wczesnochrześcijańskiej nauki o stworzeniu świata ze względu na Kościół, odsłaniając dalej kolejne etapy przygotowania Kościoła w dziejach Narodu Wybranego, należy postawić się w centrum wydarzenie Chrystusa. Można lepiej pokazać, jak Kościół rodzi się we wcieleniu Bożego Syna, w misterium paschalnym, a objawia światu w dniu Pięćdziesiątnicy. Temu samemu może także pomóc zaakcentowanie roli Ducha Świętego w zaistnieniu, a bardziej jeszcze w urzeczywistnianiu się Kościoła. Eklezjotwórcze działanie Boskiego Ożywiciela w życiu konkretnego człowieka (w sakramencie chrztu) polega bowiem na wszczepieniu go w Chrystusa (por. KK 31).
    Tak ukazane sens i geneza Kościoła pomogą katechizowanemu zobaczyć w Kościele wielki dar Boga dla świata i każdego człowieka. Innymi słowy, Boski ratunek dla ludzkiego zagubienia w świecie i jego niepowtarzalną wartość. Wymownie ujmują rzecz ojcowie Soboru w ramach interpretacji zbawczej ekonomii: "(...) podobało się jednak Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wykluczeniem wszelkiej wzajemnej więzi między nimi, lecz uczynić z nich lud, który by Go poznawał w prawdzie i zbożnie mu służył" (KK 9). Jeśli się jeszcze uzmysłowi, w jaki sposób Kościół rozwija się w ciągłej dynamice przyjmowania od Boga [ 6 ] i dzielenia się otrzymanymi darami z innymi, a więc nie na drodze konsumpcji, lecz otwierania się na Miłość i miłowania, nie trzeba będzie stwarzać dodatkowej motywacji, by przekonać do Kościoła i pobudzić do zaangażowania się w realizację jego posłannictwa.

2. BEZ UPROSZCZEŃ PREZENTOWAĆ NIEPOWTARZALNOŚĆ NATURY I STRUKTURY KOŚCIOŁA

    Wyjątkowość natury Kościoła wynika przede wszystkim z jego teandryczności, tzn. bosko-ludzkiego charakteru. Ojcowie Soboru, "mocując się" z wyrażeniem tego misterium, zrezygnowali z podania definicji Kościoła. Wprawdzie przypominają tzw. trynitarną definicję św. Cypriana (por. KK 4), nawiązują do definicji Bellarmina (por. KK 14) i Möhlera (por. KK 8), a we wstępie Gaudium et spes krótko werbalizują zasadniczą myśl o Kościele z Lumen gentium [ 7 ], promują jednak wyraźnie inną drogę wypowiedzenia tajemnicy Kościoła. Zanim podsumowali w numerze 8 Lumen gentium, że Kościół jest "jedną rzeczywistością złożoną, która zrasta się z pierwiastka boskiego i ludzkiego", w numerach 5 i 6 wyrazili jej złożoność za pomocą komplementarnej interpretacji biblijnych metafor i obrazów Kościoła oraz wskazali na Kościół jako równocześnie sakrament zbawienia, Ciało Chrystusa, communio i lud Boży.
    Jestem przekonany, że analogiczną drogę powinniśmy stosować w katechezie. Nie trzeba się bać rozmycia prawdy o Kościele. Można podawać katechizowanym krótkie określenia istoty Kościoła (przykładowo z KK 9: "zgromadzenie tych, co z wiarą spoglądają na Jezusa") i równocześnie analizować z nimi metodą Soboru jego obrazy i metafory. W pierwszym wypadku należałoby zaznaczać, że nie podaje się definicji, ponieważ nie sposób jednym zdaniem wyrazić bogactwa tajemnicy Kościoła. W interpretowaniu metafor i obrazów trzeba się koniecznie odnieść do wskazanych przez ojców Soboru tekstów bliblijnych; można też skorzystać z patrystycznych wykładni i ubogacających przenośni (zawartych przykładowo w Pasterzu Hermasa). W stosowaniu tej soborowej metody nie można zapomnieć o komplementarnym ujęciu wielu obrazów i metafor i o chrystocentrycznym ich wyjaśnianiu (jeśli cały Kościół to trzoda, wówczas Chrystus jest Pasterzem; Kościół owczarnią - Chrystus Bramą, Kościół rolą uprawną - Chrystus Winnym krzewem, Kościół budowlą Bożą - Chrystus Kamieniem węgielnym, Kościół - Oblubienicą, Chrystus - Oblubieńcem). Nie można przy tym zapominać o roli i o działaniu Ducha Świętego w Kościele. On jest zasadą życia Kościoła, jego Ożywicielem (por. KK 4, 7). To dzięki Niemu udziałem chrześcijan staje się szczególny rodzaj inegzystencji, tzn. trwanie w Chrystusie.
    Ten aspekt eklezjalnej rzeczywistości - życie w Chrystusie (por. Ga 2, 20) - trzeba dziś szczególnie mocno rozwinąć w katechezie o naturze Kościoła. Pod wpływem rozwoju eklezjologii communio, w teologicznej refleksji ukazuje się dziś Kościół jako rzeczywistość nie tylko Chrystusową i z Chrystusa, lecz także w Chrystusie. To jest bardzo ważny moment w wyjaśnianiu katechizowanym specyfiki wspólnoty, jaką jest Kościół. "Wspólnota / Communio" to dla współczesnego człowieka, nie tylko młodego, słowo o szczególnej mocy przyciągania. Trzeba jednak odsłonić głęboką treść jego zastosowania do wypowiedzenia rzeczywistości Kościoła, ponieważ współczesnemu człowiekowi bliższa jest fałszywa koncepcja Kościoła rozumianego jako "konfraternia" lub "wolny kościół" (Free church), z której wynika, że formę Kościoła można zmieniać w zależności od tego, jak chcą ludzie [ 8 ]. Otóż, communio nie wyraża na pierwszym miejscu struktury Kościoła; wskazuje na źródło, z którego Kościół bierze początek i dla którego żyje; wypowiada transcendentną rzeczywistość zbawczą, która jest udziałem człowieka. Chodzi o osobową więź człowieka z Chrystusem, a przez nią z innymi ludźmi, zapoczątkowaną przez wiarę i skierowaną do pełni eschatologicznej (por. Communionis notio 3). Jako taka kościelna komunia oznacza wspólnotę obdarowanych udziałem w Boskim życiu i nie można jej zestawiać z jakąkolwiek ludzką wspólnotą, organizacją, stowarzyszeniem czy zgromadzeniem. Jej źródłem nie jest konsens, ugoda, lecz ścisłe osobowe związanie, zjednoczenie z Jezusem, którego wzorem, źródłem i celem jest jedność Syna z Ojcem w darze Ducha Świętego (por. Christifideles laici 18). Nie chodzi zatem o więzy natury moralnej, lecz bytowej, o dar (donum) udziału (participatio) w życiu Trójjedynego (por. KK 2). Uczestnictwo to stanowi samą istotę eklezjalnej wspólnoty. Oznacza dostęp do Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym (por. Ef 2, 18).
    W takim kontekście interpretacji wspólnotowego charakteru natury Kościoła trzeba zwrócić uwagę na program odnowy eklezjalnej społeczności, zakreślony przez Jana Pawła II. W Novo millennio ineunte (nr 43) napisał: "Czynić Kościół domem i szkołą komunii: oto wielkie wyzwanie, jakie czeka nas w rozpoczynającym się tysiącleciu, jeśli chcemy pozostać wierni Bożemu zamysłowi, a jednocześnie odpowiedzieć na najgłębsze oczekiwania świata". Od czego trzeba zacząć? Papież wyjaśnia, że nie od akcji, lecz od krzewienia duchowości komunii. Chodzi o duchowość, którą znamionuje osobowe otwarcie na Boga i Jego miłosierdzie, czyli o postawę zawierzenia Bogu i kontemplację Bożego oblicza. Jest to zrozumiałe, jeśli się wie, że kościelna komunia jest owocem Boskiej inicjatywy i aktywności, i że jej źródłem jest samoudzielanie się Boga człowiekowi (w Jezusie Chrystusie za sprawą Ducha Świętego). Wkład człowieka polega zatem przede wszystkim na przyjęciu Boga. Mamy w tym punkcie doskonałą okazję do tego, by wyjaśnić, dlaczego papieże Jan Paweł II i Benedykt XVI apelują o szerokie otwarcie drzwi Chrystusowi i dlaczego stawiają contemplatio przed actio [ 9 ].
    W ramach interpretacji urzeczywistniania się Kościoła jako communio sanctorum, czyli na drodze przyjmowania w wierze Boskich darów: łaski i prawdy, można katechizowanym lepiej ukazać znaczenie wiary, słowa Bożego i sakramentów; trzeba wyjaśniać, dlaczego Kościół nie może dać się zepchnąć na poziom filantropii i akcji charytatywnej. Świat widzi w tym obszarze wiele zadań dla Kościoła i z pewnością Kościół nie może się z nich zwalniać. Jednak cóż może dać chrześcijanin światu, jeśli najpierw nie napełni się Chrystusem. Cóż dałby Piotr chromemu od urodzenia, gdyby najpierw nie przyjął i nie nosił w sercu Chrystusa? "Nie mam srebra ani złota - powiedział - ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Nazarejczyka - chodź!" (Dz 3, 6). Chrześcijańskie życie rozwija się w dialektyce przyjmowania od Boga i dopiero wtórnie dzielenia się z innymi tym, co się przyjęło. Jezus mówi wyraźnie do Piotra: "Jeśli Cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną" (J 13, 8). To znaczy, że jeśli nie przyjmie Chrystusowej posługi, przestanie być Jego uczniem. W tym momencie doskonale widać, jak bardzo na naszej żywej wierze, czyli osobowym akcie otwarcia się na Chrystusa, na korzystaniu ze stołu słowa Bożego i ze skarbnicy sakramentów opiera się chrześcijańska tożsamość i posłannictwo [ 10 ]. Dobrze pokazując tę kwestię, można rozwinąć u wiernych solidną motywację nieustannej troski o żywą wiarę oraz chętne czerpanie z pełni Bożej łaski i prawdy. Trzeba pokazać katechizowanym, w jakim znaczeniu nas nie stać na "luksus" marnotrawienia Boskich darów. Tu też widzę dużą szansę obudzenia aktywnego uczestnictwa (participatio actuosa) w Eucharystii oraz dzielenia się Chrystusem i Jego Ewangelią.
    Wyżej wskazałem, w jaki sposób służebny charakter natury Kościoła wynika bezpośrednio z analizy jego zbawczego posłannictwa. Katechizowanemu trzeba też pokazać, że Kościół nie może realizować służby zbawienia bez otwartości na świat. Soborowa wizja Kościoła wspólnotowego i służebnego zakłada istnienie Kościoła otwartego na cały rodzaj ludzki, a zwłaszcza na ludzi dobrej woli. W tym momencie katecheza o Kościele musi uwzględnić wiele ważkich podpowiedzi zawartych w Gaudium et spes, zwłaszcza wezwania do troski o osobę i wspólnotę, do wspierania aktywności ludzkiej i współpracy ze światem zewnętrznym. Generalnie chodzi o przezwyciężenie wrogiego nastawienia do świata i związanej z tym wizji Kościoła walczącego (Ecclesia militans). Świat jest przecież Kościołowi zadany. Nie chodzi więc o ucieczkę od świata, lecz wyjście do świata i dialog ze światem. Dla katechizowanego jest to bardzo ważny moment w ustosunkowaniu się do ludzi poza Kościołem, a bardziej jeszcze do tych, których niesłusznie stawia się poza Kościołem. Chodzi o pokazanie prawdy, że granica ostatecznie biegnie między wiarą i niewiarą, i mniej między kręgami ludzkimi, a bardziej przez środek ludzkiego serca. Zna ją dobrze Bóg, wskazał na nią w orędziu anielskim: "(...) pokój ludziom dobrej woli" (Łk 2, 14). Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w odmawianiu ludziom zbawienia, a nawet przynależności do Kościoła. Trzeba dobrze uchwycić i przekazywać tę soborową prawdę, że nie wystarczy przynależeć do Kościoła Chrystusowego ciałem i że z Kościoła nie wyklucza grzech, lecz zamknięcie na działanie Chrystusowego Ducha (por. KK 49) [ 11 ]. Człowiek nie może jednak trwać w grzechu, jeśli chce być żywą, a nie rakotwórczą komórką Kościoła. Stan grzechu, to stan rozluźnienia więzi z Chrystusem, a bez Niego nie ma ani Kościoła, ani zbawienia. Poza przynależnością do widzialnej wspólnoty potrójnego węzła: wiary, sakramentów, zwierzchnictwa, urzeczywistnia się w świecie krąg związania z Kościołem Chrystusowym i krąg przyporządkowania do niego (por. KK 14-16) [ 12 ].
    W otwieraniu katechizowanego na świat konieczną rzeczą jest budzenie i utrwalanie świadomości żywej obecności Chrystusa w Kościele. Jest to bardzo ważny moment także w dziele pokonywania chrześcijańskiego deizmu. Wielu żyje dziś tak, jakby Boga z nami nie było. Wielu przypomina sobie o Nim najczęściej w sytuacjach doświadczania własnych ograniczeń i bezradności. W tej perspektywie bardzo wymownie brzmią słowa z adhortacji Jana Pawła II Ecclesia in Europa (nr 27). U ich podstaw tkwi obraz Kościoła jako łodzi, która płynie po wzburzonych falach jeziora świata. Zadaniem uczniów Pańskich jest mężne obdarowywanie zbawieniem. Mówi o tym Papież: "Mimo iż czasem, jak w ewangelicznej scenie uciszenia burzy (por. Mk 4, 35-41; Łk 8, 22-25), mogłoby się wydawać, że Chrystus śpi i pozostawił swą łódź na pastwę mocy wzburzonych fal, od Kościoła w Europie wymaga się, by zachowywał pewność, że Pan - poprzez dar swego Ducha - jest zawsze obecny i działa w nim i w historii ludzkości".
    Ostatecznie chodzi więc o przekaz soborowej wizji natury Kościoła, którą można opisać w słowach: Kościół otwarty, Kościół wspólnotowy i Kościół służebny. Natomiast, gdy mówimy o strukturze Kościoła, nie można zapomnieć o ukazywaniu ścisłego związku Kościoła pielgrzymującego z Kościołem chwalebnym i oczyszczającym się. Będzie też dobrze wyjaśnić, dlaczego od czasu Soboru nie mówi się już o Kościele walczącym, cierpiącym i tryumfującym. W omawianiu struktury Kościoła pielgrzymującego trzeba przede wszystkim wyjaśniać, dlaczego nie można postrzegać Kościoła jako sumy czy federacji Kościołów lokalnych oraz co oznacza eklezjologiczna perychoreza, czyli współprzenikanie się, wzajemne zadomowienie Kościoła powszechnego i Kościoła lokalnego.

3. WYJAŚNIAĆ, NA CZYM POLEGA RÓWNOŚĆ I ZRÓŻNICOWANIE CZŁONKÓW KOŚCIOŁA

    Rzeczą, która wymaga solidnego uświadomienia wśród katechizowanych, jest podmiotowy charakter członkostwa wszystkich w eklezjalnej społeczności. Jak dotąd, mimo upływu czterdziestu lat, nie udało się przezwyciężyć podziału wiernych na nauczających i słuchających, na aktywnych i biernych. Ta sytuacja nie zmienia się zbytnio, mimo dużego obudzenia świadomości bycia Kościołem wśród wielu wiernych. Potrzeba rozwinięcia w umysłach ludzi poczucia większej odpowiedzialności za Kościół, a także wyleczenia wielu duchownych z podejrzliwości i braku zaufania wobec świeckich.
    W katechezie należy przede wszystkim mocno podkreślać, że w ludzie Bożym, który znamionuje rozmaitość stanów, łask, posług duchownych i działalności, nie ma żadnej nierówności, ponieważ wszystko sprawia jeden i ten sam Duch (por. 1 Kor 12, 11), a wszyscy są jednym w Chrystusie (por. Ga 3, 28). Wspólna jest godność wszystkich wynikająca z ich odrodzenia się w Chrystusie, wspólna łaska dzieci Bożych, wspólne braterstwo w Chrystusie, powołanie do świętości i zbawienia, do działalności mającej na celu uświęcenie świata i budowanie Kościoła (por. KK 32).
    Bardzo ważny moment stanowi rzetelna interpretacja tożsamości wiernego. Sformułowanie ojców Soboru jest bardzo precyzyjne. Są to ci, "(...) którzy wcieleni przez chrzest w Chrystusa, ustanowieni jako Lud Boży i stawszy się na swój sposób uczestnikami kapłańskiej, prorockiej i królewskiej misji Chrystusa, sprawują właściwe całemu ludowi chrześcijańskiemu posłannictwo w Kościele i w świecie" (KK 31). W rozwinięciu dobrze jest odwołać się do liturgii chrztu św. Poszczególne teksty i dokonywane obrzędy pomagają lepiej zrozumieć rzeczywistość stania się nowym człowiekiem, tzn. wyzwolonym z niewoli szatana, przybranym w Chrystusa dzieckiem Boga, które odpowiedzialne jest za wzrost Królestwa Bożego w świecie. Bardzo ważne będzie także wskazanie na Maryję, wyjaśnienie, że jest Ona Matką Kościoła nade wszystko jako Wspomożycielka wiernych, czyli doskonały pierwowzór bycia wiernym. W Nią warto się wpatrywać, ale twórczą moc kształtowania naszej egzystencji wiernego trzeba widzieć wyłącznie w Duchu Świętym. Nasza tożsamość jest wielkim darem Ducha (por. Christifideles laici 20); u jej podstaw leży namaszczenie Duchem. Dlatego tworzymy lud mesjański i dlatego nieprzypadkowo w Antiochii Syryjskiej nadano wyznawcom Chrystusa imię christianoi (por. Dz 11, 26) - namaszczeni Duchem. Katechizowanym trzeba to wyraźnie ukazać, aby w rozwijaniu tożsamości dziecka Bożego upraszali wstawiennictwo Maryi i wraz z Nią przywoływali Chrystusowego Ducha; aby podejmowali swoistą pozaliturgiczną epiklezę, tak w życiu wspólnotowym, jak i indywidualnym. Oznaczać to będzie ważką korektę maryjnej pobożności i rozwój - zaniedbywanego zazwyczaj - nabożeństwa do Ducha Świętego.
    Katecheza o Kościele powinna też wyjaśniać, że zróżnicowanie wiernych wynika z różnorakiego obdarowania darami Ducha i powinna jednoznacznie mówić o trzech stanach: świeckim, duchownym i życia konsekrowanego. Zwłaszcza druga uwaga nie jest bagatelna, zważywszy na jej dość rozmyte ujęcie w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku (por. kan. 207). Trzeba też pokazać specyfikę posłannictwa poszczególnych stanów, to, że świeccy mają w świecie - przez życie rodzinne, aktywność zawodową i działalność społeczną - podejmować współdziałanie w stwórczym dziele Boga, a poprzez wyzwalanie stworzenia ze zła i grzechu otwierać je na pełnię Królestwa Bożego; duchowni przeznaczeni są do służby świętej w społeczności Kościoła, a mianowicie jako uzdolnieni (mocą Ducha) do działania w zastępstwie Chrystusa i to, że Bóg powołuje niektórych chrześcijan do stanu zakonnego, aby w życiu Kościoła, korzystając ze szczególnego daru rad ewangelicznych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, byli każdy na swój sposób żywym znakiem Królestwa Bożego (por. KK 31-45).
    W sytuacji wzrastającego w społeczeństwie polskim antyklerykalizmu potrzeba też katechizowanym ukazywać sens i wartość urzędu w Kościele i całego instytucjonalnego wymiaru Kościoła. Warte szczególnego podjęcia są uzasadnienia podane w dokumentach Magisterium Kościoła. W Lumen gentium (18) czytamy, że "Chrystus Pan dla pasterzowania Ludowi Bożemu i ustawicznego ludu tego pomnażania ustanowił w Kościele swym rozmaite posługi święte". W Katechizmie Kościoła Katolickiego widnieje wyjaśnienie: "Nikt nie może sam sobie udzielić łaski, ale musi być ona dana i ofiarowana. Zakłada to szafarzy łaski, upoważnionych uzdolnionych przez Chrystusa. Od Niego otrzymują oni "świętą władzę" działania in persona Christi Capitis" (875). Natomiast adhortacja Pastores dabo vobis (17) podaje dopowiedzenie o udzieleniu pasterzom szczególnego daru Ducha Świętego, "aby pomagali ludowi Bożemu w wiernym i pełnym urzeczywistnianiu powszechnego kapłaństwa".
    Wyjaśnienie kwestii dotyczącej istnienia urzędu w Kościele ma też istotne znaczenie w dziele wiązania katechizowanych ze wspólnotą parafialną. Ważkie tu będzie przekazywanie zasadniczych elementów soborowej doktryny o Kościele lokalnym, szczególnie wyjaśnienie, że chodzi o prawowite miejscowe zrzeszenie wiernych, gromadzące się na Eucharystii i trwające przy swoich pasterzach. W nich "obecny jest Chrystus, którego mocą zgromadza się jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół. Albowiem nie co innego sprawia uczestnictwo w ciele i krwi Chrystusa jak to właśnie, że się przemieniamy w to, co przyjmujemy" (KK 26).
    Konkretną podpowiedzią dla katechizowanych, jak budować wspólnotę parafialną, może być 18 rozdział Ewangelii św. Mateusza. Chrystus podpowiada tu bardzo konkretne postawy i dzieła stanowiące warunek sine qua non rozwoju eklezjalnej wspólnoty. Apeluje o postawę dziecka, świadectwo przykładnego życia, wrażliwość na maluczkich, upomnienie braterskie, wspólną modlitwę wstawienniczą i gotowość każdego do pojednania i przebaczenia.

4. UWZGLĘDNIAĆ I INTERPRETOWAĆ ZNAKI CZASU

    Pamiętając o ukierunkowaniu soborowej eklezjologii na aggiornamento Kościoła, w katechezie o Kościele nie może zabraknąć uwzględniania i interpretacji ciągle nowych znaków czasu. Dla zilustrowania tezy odniosę się do trzech rzeczywistości: wzrastającego zainteresowania małymi wspólnotami [ 13 ], rozwoju dialogu ekumenicznego i jednoczenia się Europy.
    Zdaniem Benedykta XVI, "nie może się tak po prostu zebrać jakaś grupa, czytać Nowy Testament i ogłosić: jesteśmy Kościołem, bo Pan jest tam, gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w Imię Jego" [ 14 ]. Analogicznie jest z każdym sakramentem. Kościoła nie można sobie udzielić, Kościół można tylko przyjąć. Można go tylko otrzymać, stąd gdzie już jest i gdzie naprawdę jest: z sakramentalnej wspólnoty Ciała Chrystusowego przenikającego dzieje [ 15 ]. Przytaczam te ważkie stwierdzenia papieża, ponieważ istnieje realne zagrożenie rozwijania się przy Kościele parafialnym schizmatyckich wspólnot, czemu niewątpliwie sprzyja szeroka fala rozwoju sekt i zalew bałamutnej literatury. Dlatego wskazując katechizowanym na wartość małych wspólnot [ 16 ], trzeba dziś informować o tym, co warunkuje ich eklezjalność. Trzeba mówić o konieczności przyjmowania całego depozytu wiary, karmienia się słowem Bożym i sakramentami, trwania przy swoich pasterzach oraz kształtowania wspólnoty otwartej, tzn. wspólnoty ewangelizującej, związanej z parafią i innymi wspólnotami, bez jakiejkolwiek formy zaborczości wobec swoich członków (por. KK 14; Christifideles laici 30).
    W ramach dzisiejszej katechezy o Kościele trzeba też bardzo uświadamiać katechizowanym, że droga Kościoła jest drogą ekumenizmu i że dzieło ekumeniczne stanowi imperatyw każdego chrześcijańskiego sumienia (por. UUS 7n). Temat dialogu nie może być w związku z tym ograniczany do Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan i sprowadzony do uczestnictwa w określonym nabożeństwie. Istnieje wielka potrzeba mobilizowania katechizowanych do coraz większej otwartości na wszystkich chrześcijan, a także potrzeba zapoznawania ich z poszczególnymi dialogami, podstawowymi dokumentami i ustaleniami. Rzeczą zupełnie konieczną jest prezentacja podstawowych treści z soborowego dekretu Unitatis redintegratio (m. in. katolickich zasad ekumenizmu) czy encykliki Ut unum sint.
    Nie będzie też źle, jeśli w ramach katechezy o Kościele pokaże się, w jakim sensie jednanie się Europy jest zgodne ze zbawczą misją Kościoła. Skoro Kościół jest z ustanowienia Bożego powołany do tego, by być sakramentem zbawczej jedności (KK 9) i realizować posługę jednania (por. 2 Kor 5, 19) rozproszonych dzieci Bożych, jednanie się Europy odpowiada jego misji [ 17 ] i oznacza dla Kościoła dar i zadanie [ 18 ]. Oczywiście, sam szczytny cel zjednoczenie Europy (całej, od Atlantyku po Ural) nie jest gwarancją dobrej i uczciwej realizacji. Dlatego w procesie jednoczenia Europy, choćby w postaci Unii Brukselskiej, trzeba też widzieć realne zagrożenia [ 19 ]. Określona realizacja może dokonywać się wbrew Ewangelii. Wtedy Kościół musi wyrazić swój sprzeciw. Kościół nie może też zaaprobować jakiejś monistycznej jedności, swego rodzaju uniformizmu; jest wezwany do urzeczywistniania jedności katolickiej, a więc z wrażliwością na zachowanie tożsamości i odrębności narodów, kultur i religii. Ów chrześcijański model jedności w różnorodności należy do kodu genetycznego Europy i warunkuje realizację jedynie słusznej jedności otwartej [ 20 ].
    Rzecz jasna, tych znaków czasu jest bardzo wiele i trudno byłoby je nawet wszystkie wymienić, a co dopiero omówić. Chciałem jedynie zilustrować, jak bez uwzględnienia znaków czasu nie da się przekazać aktualnej samoświadomości Kościoła, ponieważ ta stale ewoluuje pod ich wpływem, zwłaszcza ta część świadomości Kościoła, która wiąże się z jego ludzkim wymiarem i odniesieniem do świata.
Ks. Andrzej Czaja - dr hab., kierownik Katedry Pneumatologii i Eklezjologii, kurator Katedry Teologii Rodziny w KUL, kierownik Katedry Zasad Ekumenizmu Instytutu Ekumenizmu i Badań nad Integracją Uniwersytetu Opolskiego.
 1  W odpowiedzi na apel Jana Pawła II w Tertio millennio adveniente (36), aby zastanowić się, w jakiej mierze nauka Soboru została przyjęta, studenckie Koło Naukowe Teologów KUL zorganizowało w dniach 26-30 marca 2001 roku Tydzień Eklezjologiczny pod hasłem: Sobór bliski - Sobór daleki. Owocem była zasadnicza konkluzja, wyczytana szczególnie jasno ze stanu recepcji soborowej odnowy liturgii, iż wielką potrzebą Kościoła, nie tylko w Polsce, jest recepcja myśli soborowej na poziomie formacji wszystkich wiernych.
 2  Według soborowego audytora, profesora Stefana Świeżawskiego, w naszym Kościele w Polsce "(...) dotychczas jest o wiele za mało owocowania Soboru. Dekrety, konstytucje soborowe powinny być programem Kościoła na całe stulecie i tysiąclecie. To jest program na całą przyszłość. To powinien być fundament całego kształcenia chrześcijan obecnie. Niestety, tego nie widać. Zresztą nie chodzi o dekrety, ale o ducha i trzy modele eklezjologii: wspólnotowy, służebny i otwarty, które są nie bardzo realizowane". Z prof. Stefanem Świeżawskim o Soborze rozmawiała Violetta Kmiecik, w: Sobór bliski - Sobór daleki. W trosce o Kościół, V. Kmiecik, A. Czaja, K. Kowalik (red.), Lublin 2003, T. 4, s. 39.
 3  Por. A. Czaja, Kościół i katecheza, w: Wokół katechezy posoborowej, R. Chałupniak [i in.], Opole 2004, s. 264-266.
 4  Por. F. Szulc, Doświadczenie Kościoła dziś, w: W trosce o Kościół, A. Jarząbek (red.), Lublin 2000, s. 37-41, zwłaszcza 38n.
 5  Z przekazem aktualnej samoświadomości Kościoła trzeba łączyć określone rozwiązania strukturalne. Katecheza szkolna powinna znajdować swe przedłużenie w salkach parafialnych i przybierać postać katechezy mistagogicznej. Potrzeba też podjąć wysiłek upowszechnienia katechizacji dorosłych.
 6  Jest to zasadnicza teza eklezjologii papieża Benedykta XVI. Włącza on w tok rozumowania lansowaną przez siebie zasadę pierwszeństwa przyjmowania przed działaniem (Primat des Empfangens), w myśl której człowiek staje się najbardziej sobą nie przez to, co czyni, lecz przez to, co otrzymuje. Twierdzi, że w urzeczywistnianiu się kościelnej komunii "na pierwszym planie nie stoi zgrupowanie ludzi, tylko dar Boży, który człowieka zwraca ku nowemu istnieniu, którego sam sobie dać nie może, ku wspólnocie, którą może jedynie przyjąć". J. Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo, tłum. Z. Włodkowa, Kraków 1970, s. 281.
 7  "(...) wspólnota (...) ludzi, którzy zespoleni w Chrystusie prowadzeni są przez Ducha Świętego w swym pielgrzymowaniu do Królestwa Ojca, i przyjęli orędzie zbawienia, aby przedstawić je wszystkim" (KDK 1).
 8  Por. Raport o stanie wiary. Z Ks. Kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Vittorio Messori, Kraków-Warszawa 1986, s. 136.
 9  W przemówieniu do uczestników XI Meetingu Przyjaźni Narodów, 1 września 1990 roku obecny papież Benedykt XVI mówił wyraźnie: "Aktywista, ten kto chce wszystko budować sam, jest przeciwieństwem tego, kto admiruje. Aktywista stawia granice własnemu rozumowi i w ten sposób traci z oczu Tajemnicę. Im bardziej poszerza się w Kościele krąg spraw ustalonych samych przez się i zrobionych samoistnie, tym bardziej staje się on dla nas ciasny. Wyzwalający wymiar Kościoła nie jest zbudowany z tego, co my sami robimy, ale z tego, co nam wszystkim jest darowane; tego, co nie pochodzi z naszej woli i inwencji, ale nas poprzedza, jest przyjściem do nas tego, co jest niewyobrażalne i »większe od naszego serca«". Cyt. za A. Tornielli, Ratzinger strażnik wiary, przeł. B. Tomaszek, Karków 2005, s. 123n.
 10  Przed laty Benedykt XVI pisał wyraźnie: "Kościół najbardziej jest nie tam, gdzie się organizuje, reformuje, rządzi, tylko w tych, którzy po prostu wierzą i w nim przyjmują dar wiary, który staje się dla nich życiem". J. Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo, Kraków 1994, s. 288.
 11  Podczas wspomnianego wyżej Meetingu kardynał Ratzinger mówił: "Może się zdarzyć, że ktoś będzie angażować się nieprzerwanie w kościelne działania asocjacjonistyczne, a jednak nie będzie wcale chrześcijaninem. Może się zdarzyć, że ktoś inny będzie żyć wyłącznie i zwyczajnie Słowem i Sakramentem i praktykować miłość, która pochodzi z wiary, nie pojawiając się nigdy w kościelnych komitetach, nie zajmując się nigdy nowinami kościelnej polityki, nie będąc nigdy członkiem synodów i nie głosując w nich, a jednak on jest prawdziwym chrześcijaninem". Cyt. za A. Tornielli, jw., s. 124.
 12  Por. szerzej A. Czaja, Gdzie jest Kościół i jego sens? w: W trosce o Kościół. Tydzień eklezjologiczny '99: Kościół poza Kościołem, K. Kowalik, A. Jarząbek, V. Kmiecik (red.), Lublin 2001, s. 17-27.
 13  Przez tzw. małe wspólnoty kościelne rozumie się grupy wiernych, którzy pozostają ze sobą w bezpośrednim kontakcie, skupieni wokół wspólnego celu, kierują się określonymi normami (częściowo przyjętymi z góry, częściowo ustalonymi wspólnie przez uczestników), dzielą ze sobą wspólne wartości i doświadczenia oraz są zorganizowani w nieformalną strukturę, w ramach istniejącej struktury parafialnej czy diecezjalnej.
 14  J. Ratzinger, Eklezjologia Soboru Watykańskiego II, tłum. J. Kruczyńska, w: Kościół Ekumenizm Polityka, L. Balter (red.), Poznań-Warszawa 1990, s. 1819.
 15  Por. tamże.
 16  Wartość małych wspólnot upatruje się najczęściej w tym, że wychodzą naprzeciw zapotrzebowaniom współczesnego człowieka i umożliwiają bezpośredni kontakt wszystkich członków. Dzięki temu stwarzają szansę aktywnej egzystencji i efektywnego działania we wspólnym byciu wewnątrz Kościoła na bazie przejścia od anonimowości i przerostów administracyjnych w stronę chrześcijaństwa wspólnotowego. Przekazowi ewangelicznemu potrafią nadać ładunek bardziej egzystencjalny, a codziennej egzystencji - charakter bardziej ewangeliczny. Swoich członków mogą efektywniej chronić przed zgubnymi wpływami świata. Mogą skuteczniej korygować wadliwe ich postawy, np. myślenie i zachowanie "stadne" (tak samo robią inni), konformistyczne (bo tak mi wygodniej), indywidualistyczne (bo tak mi się podoba) czy liberalne (bo jestem wolny i robię, co chcę).
 17  Kościoły europejskie są tego świadome. W dokumencie Konferencji Kościołów Europy (wypracowanym przez Grupę Roboczą ds. Procesu Integracji Europejskiej, działającą w ramach Komisji ds. Kościoła i Społeczeństwa) pt. Kościoły w procesie integracji europejskiej stwierdza się: "Bliski związek między tymi dwoma - ideą Europy i Ewangelią Kościołów (Dobrą Nowiną) - jest wartością, której nie wolno zaniedbać". "Wokół Współczesności", nr 13/2002, s. 31.
 18  Zdaniem abpa Józefa Życińskiego, jednanie się Europy jest szansą i wyzwaniem dla Kościoła. Dlatego od chrześcijan w Polsce - mówił na zakończenie XXXV Tygodnia Eklezjologicznego w roku 2003 w auli KUL - domaga się nadziei i świadectwa. Por. W. Kawecki, W stronę trzeciego tysiąclecia. Kościół wobec przemian społecznoekonomicznych, Kraków 1999, s. 211-225.
 19  Por. S. Karczewski, Nie lękajcie się, czyli którędy do Europy, Ząbki 2001, s. 31-41.
 20  Chodzi o Europę jako rodzinę bratnich narodów, nie zamkniętą w sobie, lecz otwartą na misję powszechną, na zjednoczenie całego świata. Por. Ch. Lubich, Duch braterstwa w polityce, "Pastores", nr 18/2003, s. 32-34.