Katecheta 7/2007
Katecheta 7/2007
E-wydanie
„Katecheta” jest teraz również dostępny Jako e-wydanie!
Na półkę Katechety
Siedem ostatnich słów Jezusa Best
seller
James Martin
KSIĄŻKA
20,00 zł 10,00 zł

„VERBA DOCENT…”

W kierunku wychowania do wartości - kształtowanie człowieka z charakterem
Autor: ks. Jan Kochel
Artykuł archiwalny
 Dokonujące się na naszych oczach zmiany społeczno-kulturowe mają niemały wpływ na sytuację wychowawczą rodziny, parafii i szkoły. Kryzys, który przeżywają dorośli nieuchronnie prowadzi do jeszcze większego kryzysu w życiu ludzi młodych. Okazuje się, że kolejne pokolenia w naszym kraju zostają pozbawiane solidnego wychowania. Od lat eksperymentuje się na „żywym organizmie” szkoły, wprowadzając często nietrafione reformy, koncepcje i strategie edukacyjne[1]. Przez ostatnie kilkanaście lat tzw. „nowocześni” pedagodzy powtarzali i nadal jeszcze powtarzają mity o spontanicznej samorealizacji, o szkole neutralnej światopoglądowo czy o wychowaniu bezstresowym, a zatem także bez ponoszenia przez uczniów konsekwencji ich własnych czynów[2].
Współcześnie dojrzała już potrzeba radykalnego zwrotu w kierunku „wychowania do wartości”. W rozważaniach tych pragniemy zaprosić do przebycia pewnej drogi wychowawczej (itinerarium)[3]. Plan naszej edukacyjnej podróży przewiduje trzy etapy: najpierw musimy – niestety – wkroczyć na bezdroża antypedagogiki, by uświadomić sobie, że to jest ślepa ścieżka, aby móc „przekroczyć próg nadziei” i wejść na drogę wychowania do wartości (kształtowania człowieka z charakterem)[4].
 
1. Opuścić bezdroża antypedagogiki
 
Ruch antypedagogiczny, jako jeden z nurtów współczesnej pedagogiki alternatywnej, pojawił się w 2 połowie XX w., zwłaszcza w: Niemczech, USA i Szwajcarii. Właśnie w tych krajach dużą popularnością cieszyły się publikacje naukowe i popularnonaukowe, przedstawiające założenia koncepcji antypedagogicznych.
Termin „antypedagogika” został wprowadzony przez Heinricha Kupffera, który w 1974 roku opublikował artykuł pt. „Antypsychiatria a antypedagogika”[5], a rozpowszechnił go Ekkehard von Braunmühl dzięki książce „Antypedagogika. Studia zmierzające do zniesienia wychowania”[6]. Głównymi przedstawicielami tego ruchu są ponadto W. Hinte, G. Kern, M. Winkler, H. Giesecke i H. von Schoenebeck[7]. Tego ostatniego uznaje się również za inicjatora stowarzyszenia „Przyjaźń z dziećmi” (Freundschaft mit Kindern), działającego w Münster. Popularna jest także berlińska grupa „Bojowników o prawa dzieci”, która ma nawet polską stronę internetową (pl.kraetzae.de).
Antypedagogika zakłada negację nie tylko dotychczasowego systemu edukacji jako represyjnego i utrwalającego nie akceptowane wzorce kulturowe, ale również negację samej istoty wychowania i utrwalonych form oddziaływania wychowawczego[8]. Nurt antypedagogiczny współgra z założeniami ideologicznymi postmodernizmu[9]. Zwolennicy antypedagogiki uzasadniają jej konieczność potrzebą skutecznego przezwyciężenia tradycyjnej pedagogiki. Antypedagogika, posiłkując się oświeceniową ufnością J. J. Rousseau o „dobrych siłach natury” (por. Emil), postuluje pozostawienie maksymalnie dużej granicy nieingerencji w rozwój osobowości wychowanka. Rozwój ten winien dokonywać się głównie od wewnątrz (samowychowanie), być wywołany spontanicznymi tendencjami podmiotu. To zaś implikuje konieczność wycofania się wychowawcy, który postrzegany jest jako narzędzie indoktrynacji i represji[10].
Antypedagogika odrzuca przymus uczenia się, gdyż postrzega go jako niedopuszczalne ograniczenie wolności człowieka; dorosły (rodzic czy nauczyciel) ma „wspierać”, a nie „wychowywać”. Absolutyzowana wolność rozstrzyga również o relacjach dorosły – dziecko, które zostały tutaj ustalone na zasadzie przyjaźni wolnej od wychowania[11]. Zdaniem H. Kupffera, przyczyną stałego konfliktu pokoleń jest tendencja podporządkowania dziecka autorytetowi osoby dorosłej, która kształtuje jego osobowość według z góry określonego wzorca i narzuca mu gotowy system wartości. Jedynym rozwiązaniem powinno być odpedagogizowanie, całkowite odrzucenie zamiarów pedagogicznych w myśl słów „precz z jakimkolwiek wychowaniem”. Podobnie widzi problem von Braunmühl, który uważa, że pedagogika powoduje okaleczenie wychowanków, ponieważ nie przyjmuje ich takimi, jakimi są, ale dąży do ich przemiany i udoskonalenia, kosztem pozbawienia autonomii i zniewolenia, a przez to jest przyczyną wielu dramatów, stanowi jakby „mały mord na małym człowieku”[12].
Jedną z najbardziej radykalnych przedstawicielek tego ruchu jest Alice Miller, autorka książki pod tytułem „Na początku było wychowanie”[13], tytułu będącego wyraźną, ironiczną aluzją do prologu Ewangelii św. Jana i chyba w ogóle biblijnych korzeni wychowania. W książce autorka sugeruje, że wychowanie jest ciężarem, pod którym od wieków ugina się ludzkość. Ale nadchodzi czas – zauważa A. Miller – by wreszcie zrzucić to nieznośne brzemię i zlikwidować zarówno wychowanie, jak i pedagogikę. Trzon książki stanowi szczegółowa relacja trzech osób, które doświadczyły wychowania dopuszczającego kary cielesne: Christine F., Jürgena Bartscha i Adolfa Hitlera. Pierwsza popełniła samobójstwo, drugi stał się mordercą dzieci, a ostatni – katem ludzkości. Autorka dochodzi do wniosku, że skoro wychowanie na ogół jest utożsamiane ze stosowaniem przemocy wobec dziecka, to prowadzi ono do zniewolenia i hodowania potencjału agresji. Taką pedagogikę można nazwać „czarną” (schwarze Pädagogik); przyczynia się ona do tego, że uwięzienie człowieka w przemocy zawsze się zemści. Rady Alice Miller zmierzają w kierunku uświadomienia rodzicom, jak fałszywe są wszelkie zabiegi wychowawcze. „Zamiast nich dajmy dzieciom prawo do rozwoju, tolerancji i wolności; wtedy będą one szanowały innych ludzi”[14].
Skrajne koncepcje antypedagogiki - wyrażone w haśle „koniec wychowania” (H. Giesecke) - stanowią dla nas negatywne tło do poszukiwania pedagogiki pozytywnej, „o ludzkim obliczu”, zakorzenionej na gruncie chrześcijańskim. Powinno ono zmierzać do powstrzymania rodziców i nauczycieli od uchylania się od odpowiedzialności za wychowanie. W tym celu wysunięto inne hasło: „mieć odwagę wychowywać”, co znaczy „mieć odwagę dobrze wychowywać”[15]. Najpierw trzeba jednak radykalnie zejść z utopijnych liberalnych, anty-pedagogicznych bezdroży. Ale co dalej?
Kard. Martini uważa, że „antidotum na obojętność i frustrację, na dążenie do przyjemności bez żadnych oczekiwań na przyszłość, może być tylko nadzieja. Ale nie nadzieja wyrachowana, oparta na przewidywaniach i statystykach, lecz nadzieja, której jedynym fundamentem jest obietnica Boża”[16]. Na potrzebę takiej pedagogii nadziei zwrócił uwagę sługa Boży Jan Paweł II.
 
2. „Przekroczyć próg nadziei”
 
W znanym wywiadzie pod takim właśnie tytułem Papież odpowiadał na pytania włoskiego dziennikarza – Vittorio Massoriego[17]. Jest to chyba w ogóle pierwszy wywiad, jakiego udzielił Papież! Pewien wybitny teolog, który jako jeden z nielicznych miał możność przejrzeć tekst książki jeszcze w rękopisie, powiedział, że jest to „klucz do odczytania i interpretacji całego nauczania [Jana Pawła II]”[18]. Papież wyjaśnił najpierw, dlaczego mottem jego pontyfikatu stały się słowa: „Nie lękajcie się!” Wcześniej to wezwanie wielokrotnie pojawiało się na kartach Pisma Świętego. Tak mówił Anioł do Maryi(por. Łk 1,30) i do Józefa (por. Mt 1,20). Tak mówił Jezus do Apostołów, do Piotra (por. Łk 5,10). „Czego nie mamy się lękać? – zastanawiał się Papież. I doszedł do wniosku, że „(…) nie mamy się lękać prawdy o nas samych (…). Ile razy Chrystus wzywa: »Nie lękajcie się«, ma na myśli zawsze Boga, i człowieka. Chce powiedzieć: Nie lękajcie się Boga (…), owszem mówcie do Niego wraz ze mną: »Ojcze nasz«« (Mt 6,9). Pragnijcie nawet być doskonałymi, tak jak On i dlatego, że On jest doskonały. Owszem – »Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski« (Mt 5,48)”. Oto cel pedagogii Bożej – cel pedagogii nadziei. Papież przekonuje: „Nie lękajcie się tajemnicy Boga, nie lękajcie się Jego miłości i nie lękajcie się słabości człowieka, ani jego wielkości! Człowiek nie przestaje być wielki nawet w swojej słabości. Nie lękajcie się być świadkami godności każdej ludzkiej osoby – od chwili poczęcia aż do śmierci”. A oto adresat tej pedagogii – człowiek słaby, lecz wezwany do wielkości (świętości).
Nauczycielem i wychowawcą szerzącym nadzieję nie może być jakieś anonimowe „społeczeństwo wychowujące”[19], ku któremu zmierzają współczesne strategie edukacyjne. Pedagogię nadziei odkrywamy, spoglądając na Boga Wychowawcę (por. Pwt 32,10-12; Wj 19,4). On wielokrotnie i na wiele sposobów przemawiał do kolejnych pokoleń, na przykład przez Prawo, które też stało się wychowawcą (Ga 3,24), lecz „w tych dniach ostatnich przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1n). On zaś nazwał siebie „Jedynym Nauczycielem” (Mt 23,8.10); „Nauczycielem i Panem” (J 13,13). „Stawiając w centrum działanie Boga – wyjaśnia kard. Martini – wydobywamy na światło aktywną działalność zarówno wychowawcy, jak i podmiotu wychowania: wychowując pobudzamy do współpracy innych przez tę moc wewnętrzną, która jest w Nim, i z którą wspólnota wychowawcza jest sprzymierzona”[20]. W takiej koncepcji wychowania uwidacznia się wyraźnie podmiotowy charakter wychowawcy i wychowanka w całym procesie dydaktycznym. Wychowawca jest ukazany jako wspomagający rozwój wychowanka. Spełnia on względem wychowanka funkcję służebną (por. Mt 20,28; DWCH 1-2). Wielu współczesnych wychowawców liczy tylko na swoje umiejętności, wykształcenie i intuicję. Nie potrafi zaufać „wewnętrznemu Wychowawcy” (por. J 14,26; 16,26). Działalność wychowawcza oceniana tylko po ludzku prowadzi najczęściej do zniechęcenia i zwątpienia. Apostoł Narodów zapewnia zaś, że trudne doświadczenia mogą wyzwolić cierpliwość, wytrwałość i nadzieję, która „nie może zawieść, ponieważ miłość Boga wypełnia nasze serca przez Ducha Świętego…” (Rz 5,3-5 – tłum. Edycji św. Pawła). On też zapowiada obiecanego Mesjasza, w którym „ludy będą pokładać nadzieję. A Bóg, [dawca] nadziei (…) napełni was wszelką radością i pokojem w wierze, abyście obfitowali w nadzieję dzięki mocy Ducha Świętego” (Rz 15,12n). Tak więc to Bógudziela wychowawcom daru wytrwałej cierpliwości (gr. hypomone)[21], a w niej ostoję nadziei – oczywiście „prawdziwej nadziei, która nie widzi, ale właśnie ufa i to tak, że czeka z cierpliwością”[22].
Jan Paweł II wskazał też na chrześcijańskie scandalum Crucis (zgorszenie Krzyża) jako fundament pedagogii nadziei. V. Massori pytał Papieża: „Czy było potrzebne dla zbawienia człowieka, ażeby Bóg oddał swego Syna na śmierć krzyżową? (…) czy mogło być inaczej?” Papież odpowiada: „Jeśli w dziejach ludzkich obecne jest cierpienie, to Jego wszechmoc musi okazać się wszechmocą uniżenia przez krzyż. Zgorszenie krzyża pozostaje kluczem do otwarcia wielkiej tajemnicy cierpienia, która należy tak organicznie do dziejów człowieka. Na to godzą się nawet współcześni krytycy chrześcijaństwa. Oni również widzą, że ukrzyżowany Chrystus jest jakimś dowodem solidarności Boga z cierpiącym człowiekiem. Bóg staje po stronie człowieka. Staje w sposób radykalny (por. Flp 2,7-8)”[23]. Jeśli Bóg „staje po stronie człowieka”, to „znajdujemy się w samym centrum historii zbawienia. Sąd nad Bogiem staje się sądem nad człowiekiem. Wymiar Boski i ludzki tego wydarzenia spotykają się z sobą, przecinają i zagęszczają (…). Aby człowiek uwierzył, że jest zbawiony przez Boga, musi zatrzymać się pod krzyżem Chrystusa”. Nie można jednak w tym miejscu się zatrzymać (por. Mt 28,6). Człowiek musi iść dalej. „Między krzyżem a zmartwychwstaniem zawarta jest pewność, że Bóg zbawia człowieka, że go zbawia przez Chrystusa, przez Jego krzyż i zmartwychwstanie”[24].
Jakie są tego konsekwencje dla wychowania – dla „pedagogii nadziei”? Odpowiedź znajdujemy w zakończeniu książki. Dziennikarz przywołuje współczesną sytuację ludzi, którym trudno przyjąć prawdę o krzyżu i tajemnicy paschalnej, trudno im nawrócić się do wiary, ponieważ przerażają ich wymagania moralne, jakie wiara przed nimi stawia. Wolą żyć tak, jakby ich nie było. Papież nie zniechęca się i konsekwentnie przekonuje: „Podjąć wymagania Ewangelii, to znaczy przyznać się do całego swojego człowieczeństwa, zobaczyć jego piękno zamierzone przez Boga samego, zobaczyć prawdę wszystkich ludzkich słabości w świetle mocy Boga samego: »Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga« (Łk 18,27)”. Z tego zapewnienia płynie jego apel: „Jest rzeczą bardzo ważną, ażeby przekroczyć próg nadziei, nie zatrzymywać się przed nim, ale pozwolić się prowadzić”. I w tym miejscu przywołał ukochanego Cypriana Norwida, który tak określał najgłębszą zasadę chrześcijańskiej egzystencji: „A… gdyby to nie z krzyżem Zbawiciela z a s o b ą, ale ze swoim za Zbawicielem szło się…”. I konkluduje: „Istnieją więc wszystkie racje po temu, ażeby prawdę o Krzyżu nazywać Dobrą Nowiną”[25].
Papieska zachęta, aby wciąż na nowo „przekraczać próg nadziei” nie pozwala chrześcijańskim wychowawcom na zniechęcenie i rezygnację. Papież przekonuje, że „Duch Święty nieustannie działa (...). Ojciec i Syn działają w Duchu Świętym. Jest On Duchem Prawdy, a prawda nie przestaje być fascynująca dla człowieka, zwłaszcza dla młodych serc. Nie można więc zatrzymać się na samych statystykach. Wobec Chrystusa ważne są uczynki miłości. Kościół nawet pomimo wszystkich strat, jakie ponosi, nie przestaje patrzeć w przyszłość z nadzieją. Nadzieja ta jest znakiem mocy Ducha. A moc Ducha mierzy się miarą tych apostolskich słów: »Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!« (1 Kor 9,16)” [26]. Warto zatem – idąc za wskazaniami Papieża – „wejść w obszar nadziei”. Wyznacza go Pismo Święte[27]. Odkrywana w Biblii nadzieja umożliwi człowiekowi odkrycie sensu życia, nowej jego wartości.
 
3. Wkroczyć na drogę „wychowania do wartości”
 
„Wejść w obszar nadziei”, to znaczy szukać innej perspektywy pedagogicznej. Kard. Martini, podobnie jak Jan Paweł II, wskazuje na Pismo Święte: „Z pewnością podkreślałbym wartość edukacyjną Biblii, w którą zawsze głęboko wierzyłem, próbując ze wszystkich mych sił realizować to, co zawiera się w rozdziale VI Dei Verbum Soboru Watykańskiego II, to znaczy, by wychowywać i kształtować wszystkich chrześcijan w zażyłości z Biblią i na jej podstawie uczyć się modlitwy (…). Stąd rodzi się także zapowiedź przyszłości dla całej Europy, zapowiedź, którą wyraziłem już podczas synodu europejskiego: Biblia ma się stać księgą przyszłości Europy i całego wszechświata”[28].
W Piśmie Świętym każdy nauczyciel i wychowawca odnajdzie odpowiedź na wiele współczesnych pytań, odkryje sposoby rozwiązywania zawiłych problemów pedagogicznych[29]. Biblia nie jest podręcznikiem wychowania[30], a raczej drogowskazem dla poszukujących trwałych i niezmiennych wartości. „Gdyby to [jednak] zależało ode mnie – wyznał Paul Claudel – stanowiłaby ona podstawę wychowania dzieci, tak jak niegdyś w Grecji poematy Homera, których wartość jest przecież o wiele od niej mniejsza!”[31]
Pedagogia biblijna, na przekór „oświeconym” edukatorom, którzy niefrasobliwie wymazują z podręczników i programów pojęcie winy i kary, potrzebę napomnienia i nagany, pomaga szukać właściwych ścieżek edukacyjnych. Pismo Święte mówi bowiem wyraźnie o zaniedbaniach w wychowaniu. W Księdze Przysłów zachowano wyznanie kogoś, kto po latach zrozumiał swój błąd: „Powiesz: »Jakże nie cierpiałem karcenia, nie nadstawiałem ucha uczącym. Nie zważałem na głos wychowawcy, nie dałem posłuchu uczącym«. O włos, a popadłbym w wielkie nieszczęście…” (5,12-13). Mądrość Syracha zaleca rozwagę wychowawczą: „Pieść dziecko, a wprawi cię w osłupienie, baw się z nim, a sprawi ci smutek. Nie śmiej się razem z nim, abyś nie został wraz z nim zasmucony i abyś na koniec nie zgrzytał zębami. W młodości nie dawaj mu zbytniej swobody…”. Konkluzja jest następująca: „Wychowuj swego syna i wdrażaj go do pracy, abyś się nie zachwiał skutkiem jego haniebnego życia” (Syr 30,9-13).
Również Jezus uznawał wartość i potrzebę wychowania. Święty Łukasz wspomina, że jako „chłopiec rósł i nabierał siły, napełniając się mądrością, a łaska Boża była z Nim” (2,40. 52). Inaugurację Jego publicznego nauczania poprzedziło wspomnienie o Nazarecie, „gdzie się wychował” (4,16; por. Dz 22,3)[32]. Nie znamy szczegółów tej formacji, ale musiała się ona opierać na ścisłej zażyłości z Biblią, gdyż Jezus wielokrotnie udowodnił jej doskonałą znajomość. Ewangelie wielokrotnie nazywają Jezusa Nauczycielem (ok. 50 razy). Jego pedagogia „niezmiernie [przewyższa] godność i istotę nauki »nauczycieli« Izraela, dzięki jedynej w swoim rodzaju więzi, jaka istnieje w Nim, między tym, co mówi, co czyni i kim jest” (Ct 7)[33].
W Biblii znajdziemy wiele przykładów potwierdzających potrzebę wychowania, ale zajdziemy również konkretne rady i wskazania pedagogiczne. Edukacyjną wartość Pisma Świętego zwięźle wyraził apostoł Paweł w Liście do Tymoteusza: „Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do napominania, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przygotowany do czynienia wszelkiego dobra” (2 Tm 3,16-17 - przekład ekumeniczny).
Jak należy rozumieć biblijne wezwanie do wychowania, które przygotowuje „do czynienia wszelkiego dobra”? Czy jest to równoznaczne z „wychowaniem do wartości”? Co oznaczają zatem takie pojęcia, jak „wartość”, „wartości chrześcijańskie”, „hierarchia wartości”?
Słownik języka polskiego wśród wielu znaczeń podkreśla, że wartość to „cecha lub zespół cech właściwych danej osobie lub rzeczy, stanowiących o jego walorach (np. moralnych, artystycznych) cennych dla ludzi, mogących zaspokoić jakieś ich potrzeby”[34]. Są to jednak pewne cnoty, dobra obiektywne, zadane człowiekowi do realizacji. Za V. Franklem można przyjąć, że człowiek jest tylko ich odkrywcą, a co za tym idzie, ciągłym realizatorem. Wychowywać znaczy więc pomagać w otwarciu się na wartości, przygotowywać do ich realizacji („do czynienia wszelkiego dobra”)[35]. Z tym wiąże się przekonanie o istnieniu obiektywnego świata wartości, który współtworzą wartości chrześcijańskie[36]. Cennego rozróżnienia porządku wartości dokonał Max Scheller. Wyróżnił on:
- wartości sacrum – to, co święte;
- wartości duchowe  – to, co dobre, sprawiedliwe, prawdziwe, słuszne i piękne;
- wartości witalne – to, co zdrowe i silne, szlachetne i pospolite;
- wartości utylitarne – to, co użyteczne i nieużyteczne;
- wartości hedonistyczne – to, co przyjemne i nieprzyjemne[37]. Pierwsze dwie kategorie to tzw. wartości wyższe, pozostałe to wartości niższe. Czy młodzi wiedzą dziś o istnieniu obiektywnego świata wartości?
soborowej Deklaracjo wychowaniu chrześcijańskim czytamy, że „(...) jest prawem dzieci i młodzieży otrzymywanie wskazań, które pozwolą im ocenić wartości moralne według prawego sumienia, przyjmować te wartości przez osobisty wybór, jak i pełniej poznawać i miłować Boga. Dlatego usilnie prosi on [Sobór] wszystkich sprawujących władzę państwową lub kierujących wychowaniem o dołożenie wszelkich starań, aby nie pozbawić młodzieży tego świętego prawa” (DWCH 1).
Termin „wychowanie do wartości” streszcza zadania wychowawcze, które określano dawniej jako wychowanie moralne lub nauka życia. Trzeba sobie uświadomić, że „wiedza i możliwości” lub „umiejętności i zdolności” nie wystarczą do prowadzenia dobrego, samodzielnego i społecznie odpowiedzialnego życia. Naukę życia tworzy właściwa postawa wobec wartości oraz odpowiedni charakter. Wychowanie do wartości jest zatem kształtowaniem dobrego charakteru[38]. Słowo charakter oznacza tutaj charakter dobry pod względem etycznym, właściwą postawę moralną i społeczną. Celem takiego wychowania jest kształtowanie w wychowankach dobrych postaw, skłonności i zainteresowańczyli określonych elementów kultury, które uważa się za szczególnie wartościowe[39].
Czy dzisiaj wychowuje się do wartości, kształtuje charakter, stawia wymagania, napomina? Niestety, ciągle jeszcze w różnych placówkach wychowawczych próbuje się marginalizować ideę wychowania zachowującego prawo do korygowania i dyscyplinowania ucznia. Co najwyżej akceptuje się propozycje, według których wypada grzecznie kogoś ostrzec, jeżeli schodzi już z właściwej drogi, ale potem trzeba zostawić go, żeby sam ponosił konsekwencje swoich błędów. Jeśli wychowywać znaczy „pomagać człowiekowi w znajdowaniu własnej drogi, to wydaje się dziwne, że nie można dokonać »korekty kursu« który w innym wypadku stałby się zwodniczy, prowadziłby do katastrofy”[40]. Jeden z najbardziej bolesnych problemów współczesnych koncepcji wychowawczych można wyrazić za pomocą następującego dylematu: czy słuszne jest przeszkadzać komuś w czynieniu zła, czy może trzeba mu pozwolić, żeby sobie najpierw „rozbił nos” i sam przekonał się, że ta droga była fałszywa?
Posłuchajmy co ma do powiedzenia na ten temat Pismo Święte. W Apokalipsie św. Janaznajdziemy siedem listów do Kościołów. W ostatnim z nich słyszymy uroczyste napomnienie: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! Skoro jednak jesteś letni, a nie zimny ani gorący, wypluję cię z moich ust” (3,15-16 – tłum. Edycji św. Pawła). Piszący list, po ujawnieniu denerwującej racji obojętności odpowiedzialnego za wspólnotę, formułuje zasadę, dla której stał się dla wszystkich tak surowy: „[Bo] Ja tych, których kocham, upominam i karcę!” (3,19). Tak więc korzeniem, z którego wyrasta nagana jest miłość!
Czyż dziś mamy za mało miłości, żeby zdobyć się na naganę? – pyta kard. Martini. „Kogo się za mało kocha, to nie umie się naprawdę karcić: można tylko narzekać, lamentować, boleć w milczeniu z rezygnacją. Lecz bezpośrednia, odważna, precyzyjna nagana nie pojawia się, ponieważ serce jest oziębłe, może ociężałe z poczuciem własnej winy, bezsilności. Jak mogą rodzice poważnie udzielać nagany swojemu dziecku, jeżeli sami nie są zdolni do prowadzenia uczciwego życia?”[41]
Napominać w znaczeniu biblijnym nie oznacza tylko „rzucić komuś w twarz winę”, jakby zrzucając ten ciężar z siebie. Greckie słowo, którego użyto w Apokalipsie, oznacza „odrzucenie, ukazanie błędu, napomnienie”, a więc napominać, to inaczej pomagać wychowankom „zdjąć maskę tym różnym pewnościom siebie; to pozbawić blasku fałszywe promienie zła, to również kontestować niewłaściwe argumenty, które stoją za błędną postawą wychowanka”. To wszystko jest czymś więcej niż tylko burczeniem i wykrzykiwaniem na dziecko. Nie można zadowalać się krzykiem i lamentować potem, że to nie przynosi żadnego skutku. Autor przekonuje, że wychowawca ma wykazywać więcej miłości, inteligencji, a także więcej refleksji, żeby móc osiągnąć poprzez naganę tę moc perswazji, która przyniesie pozytywny efekt wychowawczy. Ważne jest również to, żeby nagana była wyrażona z pokorą: „Ja nie jestem kimś lepszym, ale napominam cię, bo moim zadaniem jest ci pomóc, sprowadzić cię z błędnej drogi”[42]. Zauważmy, że tutaj nie ma mowy o żadnym karceniu fizycznym, wbrew tym, którzy tzw. „czarną pedagogię” (negatywną, represyjną) uważają za wywodzącą się z Biblii. Zauważmy również, że pouczenia Boże skierowane są przede wszystkim do dorosłych, do odpowiedzialnych, do rodziców, do wychowawców.
Doskonale odczytał i realizował tę pedagogię św. Jan Bosko. Podstawą pracy wychowawczej jego systemu prewencyjnego (zapobiegawczego) jest miłość wychowawcy do wychowanka. Taki system wychowawczy nie opiera się na karach, ale dąży do ich eliminowania. Wychowanków prowadzi się dobrym słowem, upomnieniem w atmosferze serdeczności i miłości, przykładem życia; dąży się do tego, aby wychowankowie zawsze byli w towarzystwie wychowawcy, którzy po prostu uniemożliwiają im czynienie złego.Miłość wychowawcza zbliża się i zniża do wychowanka, zawsze ma czas dla niego, jest cierpliwa i wyrozumiała (por. 1 Kor 13). Głównym środkiem pracy wychowawczej w systemie prewencyjnym są nauki i upomnienia dawane wychowankom, ale nie w formie ogólnych nauk, kazań, ile w formie indywidualnych upomnień w konkretnych sytuacjach. W tych upomnieniach dąży się do tego, aby wychowanek uświadomił sobie zło swego postępowania, aby to zrozumiał i uznał. Upomnienia powinny być udzielane w duchu nadprzyrodzonym (w duchu wiary) [43].
W Apokalipsie św. Jana czytamy: „Ja tych, których kocham, upominam i karcę”. Tekst grecki mówi tu dosłownie o „edukacji” (gr. paidea). A więc Bóg Wychowawca nie unika silnych środków. Istota pedagogii Bożej tkwi jednak w wewnętrznym doświadczeniu Tego, który musi upomnieć: „Oto ja stoję przed drzwiami i pukam. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy Mi drzwi, wejdę do niego i spożyjemy wieczerzę: Ja z nim, a on ze Mną” (Ap 3,20). Są to słowa zranionego Pasterza, zasmuconego Nauczyciela, który cierpliwie czeka na reakcję ze strony ucznia. Nauczyciel szanuje wolność ucznia, kiedy trzeba napomina, cierpliwie czeka, ale przede wszystkim chce z nim być i cieszyć się jego przemianą, dobrym charakterem.
Charakter to posiadany przez człowieka wewnętrzny system wartości oraz jego konsekwentne praktykowanie w codziennym życiu[44]. Wartości (zasady), jakimi kierujemy się w życiu, przesądzają o tym, kim jesteśmy, jak żyjemy i jak traktujemy innych ludzi. To od charakteru zależy, jakich dokonujemy wyborów, kim się otaczamy, jaki mamy stosunek do świata, jakie stawiamy sobie cele, co jest dla nas w życiu najważniejsze. Dziś pilnie potrzeba wychowywać do wartości – wychowywać ludzi z charakterem. Potrzeba też zrozumienia, że „(…) charakter i jego kształcenie są kluczową dla rozwoju człowieka wartością, wymagającą do urzeczywistnienia stałej, wytrwałej pracy nad sobą (…). Jest powinnością i zobowiązaniem każdego człowieka, szczególnie świadomego swego powołania chrześcijańskiego”[45].
Ksiądz Marceli Cogiel słusznie zauważa, że „(…) przeszło 90% uczniów w szkole to zwyczajne, normalne dzieci i młodzież, przychodzą do szkoły, aby się uczyć w spokoju. Tymczasem krytycy wprowadzenia dyscypliny, ładu i porządku podnoszą głos o łamaniu praw tych kilku procent chuliganów, którzy sami żadnych praw nie chcą przestrzegać. To jest chore! Jeśli jest problem z dyscypliną, to trzeba znaleźć praktyczną, efektywną metodę jego rozwiązania, w przeciwnym wypadku osobnicy udający bezkarnych twardzieli zaraźliwie stają się idolami szkolnych kolegów. Szkoła i cały system edukacji musi – niezależnie od pomysłów kolejnych ministrów MEN-u – posiadać skuteczny arsenał środków profilaktycznych i terapeutycznych: upomnienie ustne, wpisanie uwagi do dzienniczka, wezwanie do szkoły rodziców, zobowiązanie do naprawienia szkód, zadośćuczynienie za krzywdy np. poprzez pracę na rzecz szkoły, relegowanie ze szkoły do ośrodków wsparcia wychowawczego z możliwością powrotu do szkoły lub skierowanie młodzieży do ośrodków wychowawczych. I to nie jest pomysł na autorytatywną szkołę tylko określenie standardów na skuteczne realizowanie przez nią statutowych celów społecznych, jako profesjonalnej placówki edukacyjnej”[46]. Wychowawcze napomnienie to środek dydaktyczny, który nic nie stracił ze swej wartości i aktualności: „Jeśli twój brat zgrzeszy (…), idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli cię nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jedną lub dwie osoby (…). Jeśli ich też nie posłucha, powiedz o tym Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie posłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik” (Mt 18,15-17). Każda wspólnota musi reagować na pojawiające się: zło, przemoc, cierpienie, niesprawiedliwość... Najlepiej z zachowaniem ewangelicznej rozwagi i kolejnych stopni oddziaływania społeczno-pedagogicznego. Dobry wychowawca potrafi jednak odróżnić zło od grzesznika: zło potępia, grzesznika napomina z miłością, kształtując tym samym jego charakter (osobowość).
 
 
ks. Jan Kochel - dr hab. katechetyki, adiunkt na WT Uniwersytetu Opolskiego.
 

[1] Istnieje polski projekt Strategii rozwoju edukacji w Polsce do roku 2020. Składa się on z trzech części. Pierwsza dotycząca głównych rodzajów i kierunków zmian. Obok dalszego rozwoju gospodarczegoeksplozji informatycznejwzrostu roli nauki i nowoczesnych technik i technologiiśrodków masowego przekazukontaktów międzyludzkich: „Godne podkreślenia zmiany zachodzą również w życiu duchowym ludzi żyjących na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia naszych dziejów. Wzrasta zwłaszcza z jednej strony różnorodność eksponowanych wartości i postaw, a z drugiej tolerancja w stosunku do osób wyznających odmienne poglądy i reprezentujących postawy różne od powszechnie uznawanych przez dane środowisko, aczkolwiek ciągle jeszcze pojawiają się tu i ówdzie poglądy i postawy fundamentalistyczne i ksenofobiczne. Nie ulega wątpliwości, że przeciwstawienie się tego rodzaju poglądom i postawom, podobnie jak upowszechnianie zasad tolerancji, jest jednym z ważniejszych zadań [podk. J.K.]wychowawczych szkoły”. Por. C. Kupisiewicz, Wybrane problemy, teorie i praktyki pedagogiczne na progu XXI wieku, Warszawa 2003, s. 31.
[2] M. Dziewiecki, Upadek liberalnych mitów o wychowaniu, Kat 50 (2006) 12, s. 57.
[3] Słowo itinerario pochodzi od łac. iter, który oznacza „drogę, długi marsz, podróż”. Oznacza on również „plan, dziennik, opis podróży”.
[4] W Tarnowskich Górach 28 października 2006 r. odbyło się – niezauważone przez mass media – ciekawe sympozjum pod hasłem „Edukacja: wychowywać człowieka z charakterem”. Por. Edukacja: wychowywać człowieka z charakterem, S. Kowolik (red.), Tarnowskie Góry 2006.
[5] H. Kuffer, Antipsychiatrie und Antipädagogik, „Die Deutsche Schule” 19 (1974), s. 591-604.
[6] E. Braunmühl, Antipädagogik. Studien zur Abschaffung der Erziehung, Weinheim u. Basel 1988.
[7] W. Hinte, Nondirektive Pädagogik, Opladen 1980; G. Kern, Anti-Pädagogik. Ende der Debatte, Morbach 1990; tenże, Liberäre Anti-Pädagogik, Ulm 1998; M. Winkler, Sichworte zur Antipädagogik, Stuttgart 1982; H. Giesecke, Das Ende der Erziehung, Stuttgart 1985; H. von Schonebeck, Kinderrechtsbewegung und Deutsches Kindermanifest, Münster 1981;tenże, Unterstützen statt erziehen, München 1982; tenże, Antipädagogik im Dialog. Eine Einführung in antipädagogisches Denken, Weinheim 1985 (tł. pol. Antypedagogika w dialogu, Toruń 1991).
[8] Por. S. Sławiński, Spór o wychowanie w posłuszeństwie, Warszawa 1991; T. Szkudlarek, B. Śliwerski, Wyzwania pedagogiki krytycznej i antypedagogiki, Kraków 1991; B. Śliwerski, Przekroczenie granic wychowania – od pedagogiki dziecka do antypedagogiki, Łódź 1992.
[9] J. Wilk, Jakie wychowanie w Polsce XXI wieku? „Cywilizacja” 7 (2003), s. 13-14; Th. A. Michaud, Postmodernistyczne wyzwania dla katolickiego kształcenia na poziomie wyższym, w: Filozofia i edukacja. Materiały z sympozjum „Przyszłość cywilizacji zachodniej”, Lublin 2005, s. 45-46; M. Dziewiecki, Wychowanie w dobie ponowoczesności, Kielce 2002.
[10] B. Kiereś, Współczesny wychowawca wobec antypedagogiki, „Cywilizacja” 7 (2003), s. 71-72.
[11] B. Kiereś, Antypedagogika, w: Encyklopedia „Białych Plam”, T. 1, Radom 2000, s. 146-147.
[12] J. Tarnowski, Jak wychowywać?, Warszawa 1993,s. 23.
[13] A. Miller, Am Anfang war Erziehung, Frankfurt am Main 1980.
[14] J. Tarnowski, Jak wychowywać?, dz. cyt.,s. 25-26.
[15] C. Meves, Mut zum Erziehen, Hamburg 1970 podaję za: W. Brezinka, W dobie przemian kulturowych. Wychowanie i pedagogika. Podręcznik akademicki, J. Kochanowicz (tłum.), Kraków 2005, s. 15.
[16] C. M. Martini, Matka Boża Wielkiej Soboty, A. Dudzińska-Facca (tłum.), Warszawa 2001, s. 31.
[17] Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994.
[18] Tamże, s. 17.
[19] J. Delors uważa, że jest to społeczność przyszłości, w której rację bytu zyskał „nowy imperatyw” edukacyjny. Jego podstawę stanowią cztery filary: 1) uczyć się, aby umieć żyć wspólnie z innymi, 2) uczyć się, aby wiedzieć, 3) uczyć się, aby działać, 4) uczyć się, aby być. Por. C. Kupisiewicz, Wybrane problemy, teorie i praktyki pedagogicznej, dz. cyt., s. 74. 81.
[20] C. M. Martini, Dio educa il suo popolo, Milano 1987, s. 22n.
[21] Por. S. Pisarek, Cierpliwa wytrwałość w Nowym Testamencie, Katowice 1992.
[22] Por. H. Schlier, Der Römerbrief. Herders theologischer Kommentar zum Neuen Testament, T. 4, Freiburg 1977.
[23] Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, dz. cyt.,s. 63n.
[24] Tamże, s. 66-67.
[25] Tamże, s. 162n.
[26] Tamże, s. 96n.
[27] I. Baldermann, Grundzüge biblischer Sprachlehre, w: Handbuch der Bibelarbeit, W. Langer (red.), München 1987, s. 38; por. Z. Marek, Biblia w katechetycznej posłudze Słowa, Kraków 1999, s. 121n; J. Kochel, Usprawiedliwić wiarę, uzasadnić nadzieję – potrzeba katechezy ewangelizacyjnej w parafii, w: Katecheza parafialna – reaktywacja. Duszpasterstwo katechetyczne w parafii (OBT 91), R. Chałupniak, J. Kochel, J. Kostorz (red.), Opole 2006, s. 145-157.
[28] G. Ravasi, Martini – moje trzy miasta. Przyjacielska rozmowa, J. Zarzycka (tłum.), Kraków 2003, s. 33-38. Ziściło się również wielkie pragnienie kard. Martiniego, aby tematem obrad synodu biskupów stały się postulaty rozdz. VI Konstytucji o Objawieniu Bożym. Papież Benedykt XVI zwołał Zgromadzenie Synodu Biskupów na temat Słowo Boże w życiu i misji Kościoła (wrzesień 2008 r.).
[29] C. M. Martini, Dio educa il suo popolo,dz. cyt.,s. 23-58.
[30] S. Jankowski, Pismo Święte jako „podręcznik” wychowania – panorama zagadnienia, w: J. Bagrowicz, S. Jankwoski (red.), „Pan, Bóg twój, wychowuje ciebie” (Pwt 8,5). Studia z pedagogiki biblijnej, Toruń 2005, s. 11-27.
[31] P. Claudel, Umiłowanie Pisma Świętego, D. Eska (tłum.), Warszawa 1998, s. 43. Warto nadto zauważyć, że historyczna wiarygodność Nowego Testamentu znacznie przewyższa wiarygodność dzieł Homera, np. Iliada Homera posiada 643 kopie tekstu (okres dzielący: ok. 400 lat od powstania), a Nowy Testamentliczy aż 5366 kopii (50 lat od powstania); por. J. McDowell, Przewodnik apologetyczny, A. Czwojdrak, Warszawa 2002, s. 37.
[32] O Jezusie wychowywanym przez Maryję i Józefa NT wspomina używając perf. pass. tehrammai – „być wychowywanym, wychowywać się”; chodzi zatem o równoczesne żywienie, utrzymywanie i wychowywanie. W tradycji żydowskiej do pewnego okresu dzieckiem zajmowała się tylko matka, lecz w wieku 13 lat chłopiec stawał się bar-miswah („synem pocieszenia”; por. Łk 2,42nn. Wówczas był zobowiązany do przestrzegania Prawa, odprawiania modłów i zachowywania nakazanych postów, natomiast po ukończeniu szkoły pozostawał już przy ojcu, ucząc się od niego zawodu (por. J 5,19n); por. J. Kochel, Katecheza u źródeł Ewangelii, Poznań 2006, s. 102.
[33] Tamże, s. 38-78; por. J. Kochel, Katecheza królestwa niebieskiego. Studium biblijno-katechetyczne Ewangelii Mateusza (OBT 74), Opole 2005; S. Byrskog, Jesus the Only Teacher. Didactic Authority and transmission in Ancient Izrael. Ancient Judaism and the Matthean Community (ConBNT 24), Stockholm 1994; S. Haręzga, Jezus i jego uczniowie. Model chrześcijańskiej formacji w Ewangelii według św. Marka, Lublin 2006.
[34] Słownik języka polskiego, M. Szymczyk (red.), T. 3, PWN, Warszawa 1995, s 615.
[35] Święty Paweł wyjaśnia młodemu Tymoteuszowi: „Ty natomiast, człowieku Boży (…) ubiegaj się o sprawiedliwość, pobożność, wiarę, miłość, wytrwałość i łagodność” (1 Tm 6,11). Pawłowe katalogi cnót („wartości”) zawierają ok. 30 terminów (por. 2 Kor 6,6n; Ga 5,22; Ef 4,2n.32; 5,9; Flp 4,8; Kol 3,12; 1 Tm 4,12; 2 Tm 2,22.24n; 3,10; Tt 1,8; 3,1). Trzy spośród nich traktowane są w sposób szczególny i zazwyczaj występują razem. Są to: wiara, nadzieja i miłość (por. 1 Kor 13,13; Ga 5,5n; Kol 1,4n; 1 Tes 1,3; 5,8).
[36] Termin wartości chrześcijańskie odnosi się do tych wartości, które Jezus ukazał w swej nauce, czynach zbawczych i przykładzie życia wg Ewangelii. Chrześcijańska hierarchia wartości nie otrzymuje pełnego wyrazu w zbiorze teoretycznych formuł, lecz uzyskuje konkretną postać w Osobie i życiu Jezusa Chrystusa; por. J. Życiński, Wartości chrześcijańskie, w: Leksykon teologii fundamentalnej, M. Rusecki (red.), Lublin – Kraków 2002, s. 1302-1306.
[37] Por. J. Tischner, Etyka wartości i nadziei, w: Wobec wartości, J. Tischner, J. Paściak, J.A. Kłoczowski, D. von Hilderbrandt (red.), Poznań 1982.
[38] W. Brezinka, W dobie przemian kulturowych, dz. cyt.,s. 25.
[39] Biskup A. Lepa zauważa, że z badań – przeprowadzonych w kilku krajach – wynika, iż obserwowany „atak na wartości chrześcijańskie (jako element propagandy antykościelnej) w wysokim stopniu ogranicza skuteczność ewangelizacji, dlatego nie wolno – jego zdaniem – przechodzić obojętnie wobec prób postponowania, trywializowania czy tym bardziej ośmieszania wartości, które są fundamentem kultury narodowej i cywilizacji chrześcijańskiej”; O propagandzie politycznej w mediach. Wykład wygłoszony podczas sympozjum „Oblicza polityki” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu 20 stycznia 2007, „Nasz Dziennik” z 27-28.01.2007, s. 15; tenże, Ewangelizacja a nowa propaganda, w: Mówić o Bogu, Z. Kijas (red.), Kraków 1997, s. 189-205; H. Schlogel, Przekazywanie wiary a przekazywanie wartości, „Communio” 3 (1982), s. 81-93.
[40] C. M. Martini, Dio educa il suo popolo, dz. cyt.,s. 34.
[41] Tamże, s. 36.
[42] Tamże.
[43] Por. F. Blachnicki, Podręcznik Oazy Dzieci Bożych I stopnia. Część A (msp.); Wychowanie chrześcijańskie w duchu św. Jana Bosko, M. Majewski (red.), Kraków 1988; C. Bissoli, Jan Paweł II o systemie wychowawczym księdza Bosko, K. Misiaszek (tłum.), Warszawa 2001.
[44] Słowo „charakter” pochodzi od gr. charassein – „przycinać, karbować”. Chodzi zatem o pewną cechę wyróżniającą, odrębną jakość. J. Worniecki pisał: „(…) charakter nie jest czymś statycznym, ale dynamicznym, nie jest on pewnym stanem dokończonym, którego by nie można było już ani dalej rozwijać, ani utracić, nie jest on jakąś godnością lub uzdolnieniem, o których gdy się je raz posiądzie, nie potrzeba już więcej myśleć, bo się je posiada na zawsze. Przeciwnie, jest on procesem życiowym, który się w nas wciąż rozwija, dąży bowiem do nadania wszystkim naszych władzom psychicznym coraz większej sprawności, coraz większego umiaru wewnętrznego, a jednocześnie do związania ich coraz ściślej (…) w jeden, jednolity i harmonijny zespół sił duchowych”; por. Katolicka etyka wychowawcza, T. 1, Lublin 1986, s. 383n.
[45] K. Olbrycht, Kształcenie charakteru w świetle wychowania do wartości, w: Edukacja: wychować człowieka z charakterem, dz. cyt.,s. 57.