Katecheta 2/2010
Katecheta 2/2010
E-wydanie
„Katecheta” jest teraz również dostępny Jako e-wydanie!
Na półkę Katechety
Od niemowlaka do przedszkolaka
Bogna Białecka
KSIĄŻKA
22,00 zł 1,00 zł

„VERBA DOCENT…”

Ewolucjonizm. Na rzecz racjonalności w nauczaniu
Autor: ks. Andrzej Dańczak
Artykuł archiwalny
EWOLUCJONIZM. NA RZECZ RACJONALNOŚCI
W NAUCZANIU
 
1. Wstęp
 
Wiele kwestii łączących religię i szeroko rozumiany współczesny świat wydaje się już omówionych w wystarczający sposób lub odpowiednio naświetlonych. Nie zawsze jednak, niestety, tak jest. Z określoną częstotliwością powraca pytanie o stosunek religii i nauki. Nie chodzi przy tym wyłącznie o teoretyczny wymiar tego zagadnienia. Wpływa ono bowiem w naturalny sposób również na podstawy osobistego odniesienia do Boga. Wspomniana kwestia pojawia się dzisiaj z nową ostrością w związku z ponawianą dyskusją na temat teorii ewolucji. Wprawdzie temat łączy się z określonymi problemami już od półtora wieku, ale obecnie wydaje się on powracać ze zdwojoną siłą. W zaskakującym świetle stawia się ponownie poglądy negujące teorię ewolucji. Łączą się one z nierespektowaniem danych dotyczących nauk przyrodniczych. Ich tło stanowią natomiast poglądy religijne, które za wiążący uważają biblijny opis stworzenia, traktowany z dużą dosłownością.
Poniższy tekst jest refleksją na temat miejsca teorii ewolucji w teologii, a w związku z tym także w katechezie, która ma ukazywać spójnie światopogląd chrześcijański. Spójność ta wymaga, aby tam gdzie jest to konieczne, wzięto pod uwagę wyniki badań przeprowadzonych w dziedzinie nauk przyrodniczych. Tematyka jest istotna, szczególnie w dzisiejszym kontekście. Celem artykułu jest ukazanie określonych, stosunkowo nowych zagrożeń, jakie w związku z podważaniem teorii ewolucji[1] uwidoczniły się na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat oraz pokazanie możliwości spójnego włączenia ewolucjonizmu w chrześcijańskie mówienie o stworzeniu przy respektowaniu właściwej relacji, zachodzącej między religią a nauką.
 
2. Racjonalność poddana próbie
 
Do niedawna wśród mniej zorientowanej części społeczeństwa dominowało zapewne przekonanie o nieprzystawalności katolicyzmu do teorii ewolucji – i odwrotnie. W celu wyjaśnienia kwestii należało ukazywać pozytywny związek wiary i rozumu, przy czym wiara nie wymagała wyłączenia racjonalności. Wielkim wspólnym mianownikiem był w tym kontekście podstawowy przekaz, iż wiara nie boi się tego, co odkrywa racjonalny umysł, a religia nie upatruje w nauce ani swojego konkurenta, ani – tym bardziej – przeciwnika. Przedmiotem wyjaśniania stawało się także wykazanie istnienia racjonalnych elementów prowadzących do wiary, które pomagałyby „zbudować pomost” pomiędzy wiarą a współczesną wiedzą, umożliwiając ukształtowanie spójnego obrazu całej rzeczywistości, a tym samym poznanie Bożego zamysłu wobec człowieka i świata. W tym kontekście można rozumieć sposób interpretacji tekstu biblijnego (poszczególnych problematycznych fragmentów, np. Rdz 1-3) – wszystko po to, by nie doprowadzić do powstania niebezpiecznego rozszczepienia pomiędzy treścią wiary a stanem współczesnej wiedzy. I tu pojawiła się m.in. konieczność uzgodnienia kwestii ewolucyjnego rozwoju przyrody ożywionej, w tym powstania człowieka, i teologii stworzenia. Zasadniczym tłem tak przedstawianego stanu rzeczy było i jest przekonanie, iż dorobek nauk szczegółowych nigdy nie będzie kwestionowany przez człowieka wierzącego[2]. To raczej wymiar wiary domaga się obrony i reinterpretacji określonych treści.
Dzisiaj stoimy przed nowym faktem, jakim jest dyskredytacja ewolucjonizmu w imię pseudonauki. Niestety, mocno wyeksponowano wątek religijny, gdyż próba dyskwalifikacji zdobyczy współczesnej wiedzy dokonuje się ponownie w oparciu o idee religijne. Tym razem to one (a raczej szczególna ich interpretacja) wydają się dla niektórych bardziej niewzruszone niż wnioski sformułowane przez współczesnych naukowców. W pewnych środowiskach zwycięża literalne rozumienie biblijnej (lub biblijnych) historii o stworzeniu; nie zwraca się uwagi na dane, które od długiego czasu są oczywistością w naukach przyrodniczych.
Wspomniana tematyka jeszcze nie tak dawno wydawałaby się stosunkowo egzotyczna, charakterystyczna tylko dla pewnych środowisk w Stanach Zjednoczonych. Niestety, tak już nie jest. Kreacjonizm, czyli pogląd, że wszechświat, ziemia, życie i człowiek zostali stworzeni przez Boga bezpośrednio w swojej dzisiejszej formie[3] dominuje także w Europie[4]. Trudno jednak zrozumieć współczesne idee kreacjonistyczne bez sięgnięcia do kontekstu amerykańskiego, gdzie powstały i gdzie nadal się rozwijają. Na gruncie amerykańskim od końca XX wieku toczy się niewyobrażalna wręcz walka przeciwko ewolucjonizmowi. Podam kilka przykładów. W 31 stanach USA dąży się do wprowadzenia kreacjonizmu jako obowiązkowego przedmiotu nauczania. Udało się to całkowicie w stanie Kansas w roku 1999[5]. Kilka lat wcześniej, w roku 1995, kuratorium stanowe Alabamy nakazało dołączyć do podręczników biologii informację w formie listu, zaadresowaną do uczniów i przedstawiającą naukowe zastrzeżenia związane z darwinizmem[6]. Zastanawiające są wyniki badań, które wskazują, iż na początku XXI wieku od 45 do 60 % Amerykanów było zdania, że świat i człowiek zostali stworzeni przez Boga w takiej formie, jaka istnieje obecnie. Trudno w to uwierzyć, ale na amerykańskich uniwersytetach nadal mają miejsce publiczne debaty kreacjonistów z ewolucjonistami[7].
Ważne jest zrozumienie specyfiki dzisiejszego kreacjonizmu, który przenika do Europy z USA. Stosunkowo agresywne idee fundamentalistyczne, które odrodziły się w latach 50. minionego wieku, przekształciły się w latach 70. w działania o charakterze prawno-sądowym. Kreacjonizm jawi się jako alternatywa dla ewolucjonizmu, usiłując pozyskać w ten sposób „uprawnione” miejsce w szkole. Jednocześnie próbuje on przybrać naukowy image. Jego przedstawiciele wykorzystują charakterystyczną frazeologię, mówiąc np. o „naukowych aspektach kreacjonizmu”, „dowodach przyrodniczych” itp. Stąd mowa o tzw. kreacjonizmie naukowym. Próbuje on ukazać rzekome naukowe dowody świadczące o prawdziwości ujęcia biblijnego. W tej właśnie postaci wkracza do Europy. Tzw. kreacjonizm naukowy proponuje dosyć zdumiewający zestaw informacji na temat świata. Według kreacjonistów, wiek Ziemi wynosi ok. 10.000 lat[8]. Dzieło stworzenia było wydarzeniem punktowym, a w historii świata miały miejsce jedynie niewielkie zmiany w obrębie gatunków roślin i zwierząt. Przyjmuje się zaistnienie powszechnego potopu, który był jednym z kataklizmów kształtujących współczesne oblicze Ziemi[9]. Generalnie, rozumowanie przedstawicieli tzw. kreacjonizmu naukowego jest całkowicie nieprzystawalne do modelu współczesnej nauki. Filozofia ta niesie poważne zagrożenie dla środowisk chrześcijańskich, proponując pseudoteologię, którą tworzy się bardzo często, wykorzystując nieprawdziwe lub źle zinterpretowane wyniki badawcze, pochodzące z obszaru nauk przyrodniczych.
Kwestia ta jest znana, niestety, również w Polsce. Jeżeli chodzi o środowisko polskie w sondażu TNS OBOP z listopada 2006 roku wykazano, iż jedna trzecia mieszkańców naszego kraju uważa, że człowiek został stworzony bezpośrednio w formie takiej, w jakiej istnieje współcześnie. 53 % respondentów było przekonanych o ewolucyjnym pochodzeniu człowieka. Odpowiedź uzależniono od wieku, poziomu wykształcenia oraz stopnia religijności biorących udział w sondażu. Za ewolucjonizmem opowiadali się przede wszystkim młodsi respondenci, poniżej trzydziestego roku życia (71 %). Jak można się spodziewać, poparcie dla ewolucjonizmu słabło w grupie osób z niższym wykształceniem. Wśród niewierzących za teorią ewolucji opowiedziało się 85 % badanych; 5 % było przeciwnych, natomiast w grupie określanej jako wierzący i praktykujący ewolucjonizm cieszył się poparciem 46 % respondentów i miał 36 % przeciwników (określani jako zwolennicy kreacjonizmu)[10]. Są to bardzo wymowne dane. Trzeba zaznaczyć, iż w naszym kraju nie wynikają one jeszcze z nowej tendencji, mającej swoje źródło w Stanach Zjednoczonych, choć i u nas pewne zjawiska z tym związane, są dostrzegalne[11]. Badania pokazują jednak, że grunt dla nowych prądów jest obecnie w Polsce wręcz idealny[12]. Wydaje się, że możemy dojść do pewnego rodzaju klęski nauki. W tej kwestii posiadamy dzisiaj dosyć alarmujące dane z niektórych obszarów Europy. W ostatnim czasie mieliśmy już do czynienia z próbami zakazu nauczania teorii ewolucji we Włoszech, w Serbii i Czarnogórze. Nauczanie ewolucjonizmu jest zakazane w laickiej Turcji[13]. W Polsce MEN zamierza wkrótce umożliwić nauczanie kreacjonizmu w bloku „przyroda” w liceach o profilu humanistycznym[14]. Na tym tle widać, że racjonalność spojrzenia na świat jest wystawiona na poważną próbę. Powraca natomiast kwestia interpretacji stosownych fragmentów Biblii i określenie stosunku religii do nauki, w szczególności do nauk przyrodniczych. Są to zagadnienia, które mają swoje miejsce w nauczaniu religii.
 
3. Stanowisko Kościoła katolickiego wobec teorii ewolucji – przypomnienie
 
Wskazane powyżej nurty kreacjonistyczne powołują się bardzo mocno na stanowisko wiary w kwestii stworzenia. Stanowią one de facto próbę obrony tego stanowiska, konfrontując je z wiedzą pochodzącą z dziedziny nauk przyrodniczych i negując wnioski tych ostatnich. Dysonans jest tutaj katastrofalny. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że dysonans ten nie jest wcale konieczny. Wręcz szkodzi on wierze, tworząc zafałszowany kontekst, w jakim się ona rozwija. Kontekst ten przecież żywo oddziałuje na konkretne treści wiary. Dla nas są istotne dwie kwestie: możliwość pogodzenia teorii ewolucji z nauką o stworzeniu oraz rozumienie dzieła stworzenia, rozpatrywanego w kontekście ewolucji.
Jeżeli chodzi o pierwszą z kwestii, należy jasno stwierdzić, iż Kościół nigdy nie potępiał teorii ewolucji. Nie czynili tego generalnie także jego wysocy przedstawiciele[15]. Co więcej, rozwojowi dyskusji wokół ewolucjonizmu towarzyszyła wzmożona uwaga Kościoła. Teorię ewolucji zaakceptował np. kard. J.H. Newman w XIX w. Nie znaczy to, iż ewolucjonizmowi nie towarzyszyła rezerwa ze strony środowisk kościelnych, a nawet otwarta krytyka – nie dotyczyła ona jednak oficjalnych wypowiedzi przedstawicieli wysokiego szczebla hierarchii. Czym innym jest rezerwa i negatywne opinie wielu teologów, czym innym oficjalne stanowisko Kościoła. Trzeba także pamiętać, iż krytyka ewolucjonizmu nie wypływała wyłącznie ze środowisk chrześcijańskich. Dyskusja, po publikacji idei K. Darwina, objęła przecież całe społeczeństwo.
Pierwszą fazę dyskusji, związaną z teorią ewolucji, należy łączyć przede wszystkim nie tyle z samym oporem wobec ewolucyjnego wyłaniania się gatunków, ile z kwestią antropologiczną: zagadnieniem szczególnej roli człowieka w stworzonym świecie. Choć oczywiście rezerwę budziła także myśl ewolucyjna w swojej pełni. Podstawowa argumentacja, przeciwna myśli ewolucyjnej, koncentrowała się wokół czterech zasadniczych zagadnień. Pierwszym było przyjmowanie historycznego charakteru opowiadań biblijnych o stworzeniu, co w jasny sposób kłóciło się z możliwością przyjęcia ewolucjonizmu. Drugą kwestią było rozumienie opatrznościowego działania Boga w świecie, które rozumiano jako kierowanie losami stworzenia. Wykluczało to element przypadkowości, obecny w ewolucjonizmie. Innym zagadnieniem była obrona człowieka, którego powstanie rozumiano jako stworzenie na obraz i podobieństwo Boże. Wydawało się to niemożliwe do utrzymania w przypadku przyjęcia, iż człowiek wyłonił się z innych gatunków[16].
Dwa zasadnicze momenty z przeszłości wyznaczają oficjalne, pozytywne i katolickie odniesienie do ewolucjonizmu. Pierwszym jest stanowisko papieża Piusa XII, wyrażone w 1950 roku w encyklice Humani generis – pierwsze czytelne wskazanie, iż Kościół nie sprzeciwia się podejmowaniu przez świat nauki badań w celu wyjaśnienia pochodzenia człowieka. Zaakceptowana została możliwość przyjęcia pochodzenia człowieka z istniejących wcześniej form życia. Choć dokument posługuje się językiem „ostrożnym”, stanowi on de facto uznanie możliwości wyłaniania się jednych form życia z innych.
Inną ważną wypowiedzią, która znacznie pogłębiła rozumienie stosunku Kościoła do ewolucji, jest przesłanie papieża Jana Pawła II do członków Papieskiej Akademii Nauk z 22 października 1996 roku. Nie stanowi ono już tylko ogólnikowej akceptacji ewolucyjnej drogi rozwoju świata przyrody, ale zagłębia się w istotne kwestie, wynikające z konsekwencji przyjęcia ewolucjonizmu, łącznie z wnioskami o charakterze filozoficznym.
Warto przytoczyć obszerne fragmenty tekstu, aby zobaczyć, jak stosunkowo szczegółowej analizie została poddana ta kwestia: „(…) Nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Zwraca uwagę fakt, że teoria ta zyskiwała stopniowo coraz większe uznanie naukowców w związku z kolejnymi odkryciami dokonywanymi w różnych dziedzinach nauki. Zbieżność wyników niezależnych badań (...) sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii.
Jaki zasięg ma ta teoria? Kwestia ta należy do dziedziny epistemologii. Teoria jest konstrukcją metanaukową, odrębną od rezultatów obserwacji, ale zgodną z nimi. Dzięki teorii można połączyć w całość pewien zbiór niezależnych od siebie danych i faktów, i wyjaśnić je w ramach jednolitej interpretacji. Teoria okazuje się słuszna w takiej mierze, w jakiej pozwala się zweryfikować; jest nieustannie oceniana w świetle faktów; kiedy przestaje uwzględniać fakty, ujawnia swoje ograniczenia i nieprzydatność. Wymaga wówczas ponownego przemyślenia.
Ponadto sformułowanie teorii takiej jak ewolucjonizm wymaga nie tylko przestrzegania zgodności z danymi uzyskanymi z obserwacji, ale także zapożyczenia pewnych pojęć z filozofii przyrody.
W rzeczywistości należy mówić nie tyle o teorii, co raczej o teoriach ewolucji. Ich wielość wynika z jednej strony z różnych sposobów wyjaśniania mechanizmu ewolucji, a z drugiej – z różnych filozofii, które stanowią ich punkt odniesienia. (…)
Magisterium Kościoła jest bezpośrednio zainteresowane kwestią ewolucji, ponieważ dotyka ona koncepcji człowieka, o którym Objawienie poucza nas, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boże (por. Rdz l, 28-29).(...)
(...) Te teorie ewolucji, które, inspirując się określoną filozofią, uważają, że duch jest wytworem sił materii ożywionej lub prostym epifenomenem tejże materii, są nie do pogodzenia z prawdą o człowieku. Co więcej, nie są w stanie uzasadnić godności człowieka.
W przypadku człowieka mamy zatem do czynienia z różnicą natury ontologicznej, można wręcz powiedzieć ze »skokiem« ontologicznym. Czy jednak głosząc tę tezę o nieciągłości ontologicznej, nie negujemy owej ciągłości fizycznej, która wydaje się stanowić nić przewodnią badań nad ewolucją, podejmowanych na płaszczyźnie fizyki i chemii? Analiza metody stosowanej w różnych dziedzinach wiedzy pozwala pogodzić ze sobą dwie wizje, które mogłyby się wydawać całkowicie sprzeczne. Nauki doświadczalne z coraz większą dokładnością badają i opisują wielorakie przejawy życia, umieszczając je na skali czasowej. Moment przejścia do sfery duchowej nie jest przedmiotem obserwacji tego rodzaju. Może ona jednak ujawnić – na płaszczyźnie doświadczalnej – cały zespół bardzo ważnych oznak specyficzności istoty ludzkiej. Natomiast doświadczenie poznania metafizycznego, samoświadomości i zdolności do refleksji, sumienia i wolności czy wreszcie doświadczenie estetyczne i religijne należą do sfery analizy i refleksji filozoficznej, podczas gdy teologia odkrywa ich sens ostateczny, zgodny z zamysłem Stwórcy”[17].
Powyższa wypowiedź Jana Pawła II jest do dnia dzisiejszego najpoważniejszym głosem Kościoła na temat ewolucji. Nie jest to jednak, jak widać, kwestia takiej czy innej decyzji papieskiej. Wynika ona z konieczności respektowania wyników nauk przyrodniczych. Dojrzałe podejście do sprawy nie będzie nigdy nacechowane obawami w tym względzie. Powyższy tekst można opatrzyć komentarzem, iż zadaniem filozofii jest dzisiaj unaocznienie, że teoria ewolucji nie zawiera w sobie żadnego ładunku antyreligijnego. Nie można „wykazać, iż Bóg nie istnieje”, bazując na ewolucyjnej drodze uzasadnienia rozwoju w przyrodzie, jak uważa się w niektórych kręgach. Budzi zdziwienie ofensywa podejmowana w obronie wiary, ofensywa podejmowana przeciwko ewolucji. Fakt ewolucyjnego rozwoju świata przyrody jest przecież elementem całkowicie neutralnym światopoglądowo. Jest on przedmiotem badań konkretnych nauk szczegółowych, których przedstawiciele nie mogą wypowiadać się na podstawie osiąganych wniosków na tematy światopoglądowe. Wykracza to poza ich obszar badań. Z drugiej strony, wiara nie może być niczym zagrożona w związku z odkryciami nauki. Rolą teologii jest odkrywanie całościowego i ostatecznego sensu rzeczywistości. Całość pochodzi od tego samego Stwórcy, a zadaniem człowieka jest m.in. jej poznawanie[18].
 
4. Nauki przyrodnicze a wnioski religijne
 
W chrześcijańskiej refleksji o stworzeniu należy interpretować świat konkretny, taki, jakim jawi się m.in. we współczesnej nauce. Istotne jest pytanie, czy wiara współczesnego człowieka może zaczerpnąć z tego, co przynoszą określone nauki szczegółowe. Istotnym zagadnieniem jest więc ustalenie właściwej relacji pomiędzy wiarą a rozumem. W naszym przypadku łączy się to z konkretną kwestią: relacją pomiędzy teologią a naukami przyrodniczymi.
Można wyróżnić kilka modeli rozumienia relacji wiara – rozum. Przez stosunkowo długi czas przeważał model „konkurencji”. Opierał się on na błędnym przekonaniu, że obie dziedziny, nauka i religia, posiadają dokładnie ten sam przedmiot badań oraz znajdują się na tym samym poziomie. Model ten rodził określone problemy. Jako przykłady można tutaj wymienić sprawę Galileusza, zagadnienie akceptacji systemu kopernikańskiego czy dziewiętnastowieczne kontrowersje toczące się właśnie wokół teorii ewolucji. Wiara znajdowała się w opozycji do zdobyczy współczesnej sobie wiedzy, gdyż uważano, że wyjaśnia ona dokładnie to samo, czym zajmowali się przyrodoznawcy. Nie mogły istnieć natomiast rozbieżne wnioski na ten sam temat.
Jedną z prób rozwiązania problemów był model „niewspółmierności”. Polegał on na przekonaniu o całkowitej rozłączności między naukami szczegółowymi a teologią. Pola ich zainteresowań oraz metody badawcze miały być na tyle odmienne, iż z zasady wykluczałyby jakąkolwiek sytuację konfliktową. Modelu tego także nie można zaakceptować, gdyż nauka i religia – tak naprawdę – w dużej mierze opisują tę samą rzeczywistość, różniąc się jedynie pewnymi aspektami zainteresowań. Trudno mówić np. o człowieku z punktu widzenia wiary, nie uwzględniając tego, co na jego temat mówi współczesna psychologia. Nie można więc twierdzić, że nauka i religia nie mają ze sobą nic wspólnego.
Innym proponowanym rozwiązaniem był tzw. model konkordystyczny, w którym próbowano pokazać na przykład, że nauki przyrodnicze oraz wiara są w wielu momentach zbieżne, co wyraża się w takich samych wnioskach. W ramach tak rozumianego rozwiązania dopatrywano się np. w poszczególnych dniach opowiadania o stworzeniu świata z (Rdz 1) – symboli okresów długiego trwania lub epok geologicznych, a w Wielkim Wybuchu – momentu stworzenia. Danych wiary i nauk przyrodniczych nie można jednak w prosty sposób nałożyć na siebie na podobieństwo przezroczystych folii. Problem wiąże się więc po raz kolejny z błędnym sytuowaniem nauk przyrodniczych i teologii na tym samym poziomie.
Czwartym proponowanym modelem jest model dialogiczny, na którym może opierać się dojrzała relacja między wiarą a rozumem. Związek teologii i np. nauk przyrodniczych będzie w tym przypadku polegał na pozytywnym wzajemnym oddziaływaniu obu obszarów. Wynika ono ze świadomości istnienia ograniczeń własnej metody badawczej dla poznania całej rzeczywistości. Wspomniane zainteresowanie sprawia, że do pewnego stopnia zachodzi oddziaływanie pomiędzy obu obszarami. Współoddziaływanie wiąże się z faktem, iż nauki przyrodnicze wykraczają czasami poza zagadnienia, które są ich własną domeną, a wkraczają np. na pole metafizyki, widząc potrzebę stawiania określonych pytań lub „podprowadzenia” pod określone pytania. Pytania te mogą dotykać własnego obszaru religii. Jednocześnie znaczna część przedstawicieli świata nauki uznaje konieczność i realną potrzebę istnienia filozofii oraz teologii, które uzupełniają horyzont odkrywany przez nauki przyrodnicze. Zgodnie z tym modelem, w teologii coraz bardziej podkreśla się, że interpretacja Objawienia musi dokonywać się z uwzględnieniem wiedzy pochodzącej np. z nauk przyrodniczych. Nie można mówić o teologicznych aspektach rzeczywistości, ignorując podstawowe – niejednokrotnie – dane, które pochodzą z innych dziedzin niż teologia. Przy tak rozumianej relacji np. chrześcijańskie mówienie o stworzeniu nie tylko nie może nie uwzględnić danych myśli ewolucyjnej, ale jest wręcz zobligowane do takiego przedstawiania stworzenia świata i człowieka, które włącza i interpretuje obecność Boga w procesie ewolucyjnym[19].
Ukazaniu niesprzeczności pomiędzy wynikami badań różnych nauk oraz m.in. spojrzenia wiary może dopomóc warstwowe potraktowanie rzeczywistości. Pokazuje ono, iż dziedziny są zainteresowane poszczególnymi aspektami tego samego przedmiotu, nie przeszkadzając sobie wzajemnie. Jako przykład może posłużyć badanie starożytnego papirusu; jest on przedmiotem zainteresowania specjalistów wielu dziedzin. Będzie badany np. przez papirologa, który ustali datację tekstu lub cechy charakterystyczne pisma, służące do dalszych interpretacji. Ten sam papirus może być przedmiotem zainteresowania historyka literatury starożytnej, gdy okaże się, na przykład, że zawiera fragment wartościowej poezji. Może on także zainteresować botanika czy paleobotanika, który – na podstawie gatunku rośliny, z której pochodzi materiał – będzie próbował stwierdzić, z jakiego obszaru pochodzi dany fragment. Z kolei np. chemik może badać skład barwnika, który posłużył do zapisu tekstu istniejącego na papirusie. Jest to ilustracja tzw. hierarchii wyjaśnień. Stanowi ona podejście akceptowane w dzisiejszej nauce, które pozwala na zobrazowanie współistnienia wielu poziomów badawczych, dotyczących tego samego przedmiotu. Każdy z przedstawicieli nauk szczegółowych zajmuje się sobie właściwym aspektem. W związku z tym będzie stawiał istotne dla siebie pytania i wyciągał wnioski, odpowiadające (tylko) jego dziedzinie. Podobnie rzecz ma się z interpretacją np. świata; tu swoje uprawnione miejsce zajmuje m.in. teologia czy wiara. Ujmują one określony aspekt rzeczywistości. Teoria ewolucji – domena badań przyrodoznawców – nie może więc z zasady kłócić się z wiarą. Działa to dwukierunkowo. Gdy np. przedstawiciel nauk przyrodniczych mówi o nieprawdziwości danych teologicznych (na przykład, że świat został stworzony przez Boga), stwierdzenie takie jest pozbawione uzasadnienia. Nie mają podstaw także próby dyskredytacji wyników badań nauk szczegółowych ze strony tych, którzy powołują się na wiarę, co szczególnie można zauważyć w kreacjonizmie[20].
 
5. Ewolucjonizm w katechezie: odkrywanie bogactwa Bożego planu stworzenia
 
Na katechezie stanowisko Kościoła w kwestii ewolucji powinno znaleźć swoje czytelne przełożenie dla określonego odbiorcy. Siłą rzeczy taka katecheza broni automatycznie stanowiska racjonalnego, gdy umiejętnie włącza dane nauk przyrodniczych. Staje się to szczególnie ważne w kontekście – ukazywanego wcześniej – aktywnego kreacjonizmu, który znajduje się w opozycji do postawy racjonalnej.
Istniejącą jeszcze niekiedy nieufność wobec włączania tematyki przyrodniczej do katechezy można zamienić na coś zgoła przeciwnego. Zamiast problemem, przyroda może stać się polem ukazującym bogactwo Bożego planu stworzenia. Chrześcijaństwo w swojej tradycji zna określenie „księga natury”. Było ono obecne w starożytności, pojawia się często także w okresie średniowiecza i późniejszym. Określenie to mówi o wewnętrznej treści, jaką zawiera świat. Posiada on pewne informacje, które mówią także o Bogu i Jego planie stworzenia[21]. Dzisiaj w księdze natury odkrywamy m.in. ewolucję. Jeżeli przy budowaniu gmachu wiary istnieje konieczność dialogu z nauką, to trzeba zastanowić się, jakie informacje wnosi odkrycie ewolucji w świecie przyrody?
Należałoby najpierw przyjrzeć się temu, co składa się na proces ewolucyjnego rozwoju. Pomimo wielu prób wyjaśnień mechanizmu ewolucji, co do których nie ma jednomyślności wśród przyrodoznawców, można wymienić trzy podstawowe składowe całego zjawiska, wobec których istnieje powszechna zgoda. Są to: przypadek, określone prawa (prawidłowości) oraz długi okres czasu (trwania procesu). Te trzy komponenty przyczyniają się do powstawania nowości (np. nowych gatunków) w świecie przyrody[22].
Przeanalizujmy wskazane elementy procesu ewolucji, starając się włączyć myślenie wiary. Pierwszym z wymienionych elementów jest przypadek. Jest on dzisiaj stałym rozpoznawalnym elementem wielu zjawisk w przyrodzie. Jego obecność stała się szczególnie istotna dla wizji całego kosmosu od momentu powstania fizyki kwantowej[23], związanej z odkryciami m.in. Wernera Karla Heisenberga, Nielsa Bohra czy Maxa Plancka w pierwszej połowie minionego stulecia. Także na obszarze natury ożywionej przypadek, obecny np. w mutacjach, może przyczynić się do powstawania nowych systemów w przyrodzie czy też rozwoju złożoności. Przypadek nie jest widziany dzisiaj jako element niszczący, wprowadzający destabilizację. Stanowiąc integralną część całego procesu ewolucyjnego, jest on postrzegany jako wyraz swoistej wolności natury. Na zasadzie analogii można mówić o wymiarze wolności, z której korzysta natura. Tak widziana ewolucja staje się wolną grą konieczności, obecnej w prawach rządzących naturą, i przypadku. Wymiar wolności dotyczy oczywiście w sensie ścisłym człowieka. Jest on obdarzony wolnością, którą Bóg respektuje. Ta sama zasada może znaleźć zastosowanie w odniesieniu do świata natury. Wiara nie musi obawiać się istnienia przypadkowości w przyrodzie. Nie umniejsza to w niczym Boga Stwórcy. Tajemnica stworzenia w przypadku przyjęcia teorii ewolucji, w której istotną rolę odgrywa przypadek, oznacza, iż Bóg nie określa od początku wszystkiego. Naturze zostaje pozostawiona szeroka przestrzeń własnej i autentycznej kreatywności. Świat, w którym aktualnie żyjemy, mógłby wyglądać do pewnego stopnia inaczej. Nie mogłaby to być oczywiście odmienność wykraczająca poza ramy określone poprzez warunki początkowe kosmosu i określone prawa, które wyznaczają kształt jego rozwoju. Lecz wszystko to, co pozostaje „pomiędzy”, jest wynikiem – współobecnej i współdziałającej z Bożym zamysłem stwórczym – wolności samej natury. Trzeba sobie uzmysłowić, iż dzieło stworzenia nie musi łączyć się przede wszystkim z dokładną realizacją jakiegoś szczegółowo opracowanego projektu. Dzisiaj teologia stworzenia kieruje się często ku określeniu „obietnica”. Różnica jest zasadnicza: Bóg ukrył przed światem jeszcze tajemnicę, która leży w przyszłości, w sferze obietnicy. Pozwala to jednocześnie w bardzo dobitny sposób ukazać dynamikę stwórczego działania Boga, które nie ogranicza się do samego momentu początku ani nie jest arbitralnym kierowaniem dziejami natury w każdym momencie, podobnie jak Bóg nie kieruje losami ludzkości w zaplanowany sposób. Można powiedzieć, iż Bóg wychodzi naprzeciw naturze, aby odkryć przed nią swój dar. Z drugiej strony, natura także samodzielnie pokonuje pewną drogę. Tak więc element przypadku ukazuje, iż Bóg pozostawił wiele „do zrobienia” samej naturze[24].
Drugim wspomnianym elementem procesu ewolucyjnego są określone prawa, które stanowią, w pewnej mierze, przeciwwagę dla wymiaru przypadku w przyrodzie. Można powiedzieć, iż zapobiegają one chaosowi. Można wymienić tu m.in. zjawisko doboru naturalnego, oznaczające mechanizm promujący osobniki najbardziej przystosowane do otoczenia. Dobór naturalny budzi szczególny opór przy rozumieniu świata jako dzieła Boga pełnego miłości. Z punktu widzenia człowieka można dopatrzyć się tutaj pewnych elementów okrucieństwa (choć zjawisko doboru wspiera także np. współpracę): chodzi o przeżycie najsilniejszego, najlepiej przystosowanego. Mamy jednak w tym miejscu do czynienia z dwuznacznością. Te same elementy działania przyrody, które – z naszego punktu widzenia – w niektórych aspektach wydają się okrutne, z drugiej strony warunkują zmianę i rozwój w świecie przyrody. Bóg widziany z perspektywy teologii ewolucji jest Bogiem pełnym cierpliwości, pozwalającym stworzeniu na samokreatywność. Dobór naturalny może prowadzić do rozwoju, do wzrostu złożoności w przyrodzie. Jest to mechanizm, który promuje cechy lokalnie najbardziej korzystne[25].
Kolejnym czynnikiem składowym ewolucji jest długi czas jej trwania. Taki okres w powiązaniu z elementami wymienionymi wyżej – przypadkiem i określonymi prawami – pozwala na zaistnienie przestrzeni potrzebnej, aby mogły np. powstać nowe gatunki. Długi czas trwania, dany dynamicznie rozwijającej się naturze, staje się szansą realizacji pewnych możliwości, które potencjalnie istnieją w przyrodzie. Przyroda, której działanie nie jest intencjonalne, potrzebuje czasu, aby zaistniały określone warunki dla powstania np. nowych jakości, takich jak życie czy świadomość. Czas pozwala na rozwój fantazji w historii świata... Długi okres trwania staje się także w pewien sposób wyrazem fantazji samego Boga, który udziela stworzeniu niezmiernie obszernej przestrzeni, by mogło tworzyć. Tak widziany długo trwający czas (zawsze z ludzkiego punktu widzenia oczywiście) może być zinterpretowany jako odzwierciedlenie nieskończoności samego Boga. Stworzyciel realizuje swój zamysł nie poprzez doprowadzenie do powstania statycznych form, od początku istniejących w gotowej już postaci, lecz tworzy warunki sprzyjające powstaniu zdumiewającej dynamiki, która cechuje świat ożywiony. Z teologicznego punktu widzenia czas staje się także przestrzenią realizacji wspomnianej już obietnicy Boga w akcie stworzenia[26].
Ewolucyjnie ukazywane dzieło stworzenia pokazuje naturę w nieustannym ruchu. Przyzwyczajeni do statycznego ukazywania tekstu Rdz 1, opisu, w którym wszystko od samego początku zostaje stworzone jako gotowe i posiada swoją formę ostateczną, dzięki ewolucji możemy zobaczyć dzieło Boga w nowej perspektywie: niezwykłego twórczego dynamizmu, którego owocem jest ostatecznie sam człowiek. Tak więc teoria ewolucji może zainspirować myślenie i rozwinąć język religijny. Ukazuje dzieło stworzenia w zupełnie nowej perspektywie. Dzisiaj nie można wręcz mówić o stworzeniu, nie ukazując jego stopniowego, ewolucyjnego „stawania się”.
 
6. Ewolucjonizm w katechezie: „dar Darwina”[27] umożliwiający nowe spojrzenie na Boga – Stwórcę
 
Proces ewolucji pozwala na skierowanie refleksji także w innym kierunku: ku Stwórcy. Darwinizm, poprzez swoje konsekwencje, ma również odniesienie do rozumienia tajemnicy Boga. Przeddarwinowska wizja świata ujmowała stworzenie jako gotowe, doskonałe, które zostało zepsute dopiero przez grzech człowieka. Myśl ewolucyjna zastępuje ją ujęciem bardzo dynamicznym. Poszczególne formy życia wyłaniają się stopniowo, powstając jedne z drugich. Konieczne staje się więc nowe spojrzenie na obecność Boga w dziele stwórczym. Jest to przede wszystkim Bóg, który stwarza przestrzeń do działania, także samego stworzenia. Wydaje się, iż podstawowy, może nawet intuicyjny opór wobec ewolucjonizmu wynika z poczucia, iż odbiera on Bogu Stwórcy Jego moc. Odnosi się wrażenie, że Bóg zostaje pozbawiony możliwości nieograniczonego decydowania o kształcie stwarzanego przez siebie dzieła, jeżeli ono „decyduje” o czymś samo.
Przede wszystkim należy zapytać się, czy bezpośrednie stworzenie wszystkich obecnie żyjących form łącznie z człowiekiem jest koniecznym wymiarem Bożej wszechmocy, bez której stworzenie bądź nie mogłoby zostać przypisane w całości Bogu jako autorowi, bądź ujmowałoby coś z Jego mocy. Dla uzyskania szerszej odpowiedzi można wskazać na analogię do powszechnie znanych wymiarów wiary, jakimi są wydarzenie krzyża i tajemnica Kościoła. Są to tylko pozornie odległe tematy. Tajemnica krzyża oraz rzeczywistość Kościoła rzucają bardzo istotne światło na rozumienie sposobu obecności Boga w świecie.
Krzyż, będący konsekwencją tajemnicy Wcielenia, ukazuje przede wszystkim, iż w rozumieniu chrześcijańskim Bóg uczestniczy w wydarzeniach tego świata. Bóg działa w świecie, „przemierzając” jego drogi (Chrystus wcielony czyni to wręcz dosłownie). Jest On zaangażowany w wydarzenia historyczne oraz z wolnej woli z nimi związany. Dzieło krzyża dokonuje się także przy współudziale człowieka, choć w przypadku krzyża jest to swoisty udział: jest on wynikiem buntu. Chrystus jednak nie ucieka przed rebelią człowieka; cierpliwie poddaje się jej konsekwencjom, przyjmując krzyż. Kluczem do dalszych rozważań jest określenie „cierpliwość”, które oddaje w dużej mierze naturę Boga. Cierpliwość staje się widoczna w odniesieniu Boga do świata. Zbawienie świata dokonuje się dzięki posłuszeństwu Jezusa, które przybiera historyczną postać cierpienia. Pomimo dokonanego dzieła odkupienia niedoskonałość świata, grzech człowieka i jego skutki nie znikają. Po wydarzeniu krzyża nadal istnieje na świecie zło, cierpienie i śmierć. Bóg zwalcza nieposłuszeństwo człowieka, sam podejmując konsekwencje owego nieposłuszeństwa. Krzyż stanowi przezwyciężenie cierpienia nie poprzez jego likwidację, ale przez nadanie mu sensu. Ten sens może pochodzić tylko z zewnątrz, od Boga. Nie pozostaje on jednak do końca wyłącznie na zewnątrz. Sens zostaje umieszczony wewnątrz samego cierpienia, gdy Bóg w Jezusie Chrystusie sam godzi się na cierpienie i śmierć. Tak widziana obecność Boga w świecie pozwala rzucić światło m.in. na cierpienie, dostrzegane w świecie przyrody. Choć istnieją opinie, iż odbiór pewnych zjawisk w naturze jako cierpienia wynika wyłącznie z punktu widzenia człowieka, trudno nie szukać wyjaśnienia tego, co jednak odbieramy jako cierpienie, zdając sobie sprawę z obecności bólu. Wydarzenie krzyża w pewnym stopniu pomaga zrozumieć obecność Boga w tak rozumianej naturze. Bóg, który zgadza się na wolność stworzeń, także z nimi w pewien sposób współcierpi. Chrystus uczestniczy w bólu świata. Pochyla się nad stworzeniem, które mozolnie poprzez niezmiernie długi czas tworzy nowe formy w przyrodzie. Jest to jeden z aspektów wolności, na którą Bóg zgodził się, stwarzając świat. Krzyż jest znakiem respektowania wolności przez Boga pokornego i cierpliwego. Do pewnego stopnia Bóg jest związany wyborami, które pochodzą „ze świata”[28]. Istnieje ten sam „cierpliwy” Bóg, który nie powstrzyma ręki człowieka czyniącego zło.
Innym odniesieniem, które może pomóc w rozumieniu niebezpośredniego działania Boga-Stwórcy w procesie ewolucyjnym, jest wskazanie na rzeczywistość Kościoła. Jest to wątek tylko pozornie odległy od poruszanego tematu. Chodzi przede wszystkim o wskazanie na formę obecności i działania Chrystusa we wspólnocie eklezjalnej. Z natury jest to obecność niewidzialna, a jednocześnie skuteczna. Trzeba się tutaj odnieść przede wszystkim do obrazu Kościoła jako Ciała Chrystusa. Obraz ten ukazuje dosłownie organiczną jedność pomiędzy Chrystusem – Głową a resztą Ciała i w związku z tym z poszczególnymi jego członkami. Chrystus skutecznie działa poprzez widzialny organizm Kościoła. Wspólnota kościelna stanowi w historii przedłużenie zbawczej obecności wcielonego Chrystusa. Nie jest to jednak tylko przedłużenie o charakterze chronologicznym, lecz przedłużenie będące cały czas działaniem w jedności z Chrystusem. Przekonanie to przejawia się przede wszystkim w rozumieniu sakramentów jako sprawowanych w pierwszym rzędzie przez samego Chrystusa. Ktoś widzialny – w tym wypadku celebrans – działa w imieniu Chrystusa – Głowy, który jest pierwszym sprawującym sakrament. Przekonanie o szczególnym charakterze widzialnej wspólnoty Kościoła posiada także swoje odzwierciedlenie w określeniu samego Kościoła jako sakramentu, co wydatnie uczynił ostatni Sobór[29]. Sakramentalny charakter Kościoła mówi przede wszystkim o powiązaniu wymiaru widzialnego z niewidzialnym. Powiązanie to należy do natury Kościoła. Wymiar widzialny, do którego należy, mający strukturę hierarchiczną, ogół wiernych świeckich, różnorodnych instytucji, form aktywności, elementów kultu itp. w swojej całości ma odsyłać do rzeczywistości niewidzialnej, którą stanowi przede wszystkim Chrystus. „Światłością narodów jest Chrystus, dlatego obecny Sobór (…) pragnie oświecić wszystkich ludzi Jego blaskiem jaśniejącym na obliczu Kościoła”[30]. Tajemnica Kościoła ukazuje, że Bóg działa w świecie w sposób pośredni, czyniąc tak z własnego wyboru. W tym sensie Kościół jest zawsze „tylko” znakiem.
Zarówno przykład krzyża jak i Kościoła pokazują jednocześnie, że współpraca Boga ze „światem” w pewien sposób ogranicza samego Boga. W przypadku krzyża zbawienie jest bezpośrednio związane z dramatem, w przypadku Kościoła natomiast ograniczeniem, które Bóg przyjmuje, jest niedoskonałość, jaką niesie ze sobą człowiek (por. np. grzech w Kościele). Myślę, że w odpowiednio zaawansowanej katechezie istotne jest ukazanie, iż działanie pośrednie – powiązane z respektowaniem wolności danej stworzeniu – stanowi charakterystykę sposobu działania Boga w świecie. Ma to także miejsce, gdy patrzymy na ewolucyjnie rozwijającą się przyrodę, która jednocześnie pozostaje w całości dziełem Bożym. Sama teoria ewolucji nie odbiera Bogu nic z Jego mocy. Ukazuje raczej, a nawet potwierdza to, co dostrzegamy w innych – niż dzieło stworzenia – wymiarach wiary (pośrednie, pełne pokory i mocy działanie Boga w świecie). Ewolucja niczego nie burzy w gmachu wiary; umiejętnie ukazana pomaga raczej go budować.
 
7. Zakończenie
 
Ewolucjonizm na początku XXI w. nieoczekiwanie znowu staje się przedmiotem debaty, w której – w imię źle rozumianego dobra religii – podważa się zdobycze współczesnej nauki. Powraca dosłowne lub prawie dosłowne rozumienie stworzenia, ukazane w Rdz 1-2. Chrześcijaństwo, także na poziomie katechezy, będzie musiało wziąć udział w tej debacie[31]. Współczesna katecheza szkolna – na odpowiednim oczywiście poziomie wiekowym – nie może ani bać się, ani zdawkowo informować o ewolucjonizmie. W nowym kontekście katecheza powinna stanowić mocne wsparcie dla Kościoła i wraz z nim przyczyniać się do obrony racjonalności. Współczesny Kościół ukazujedojrzałą relację pomiędzy wiarą a rozumem, który odsyła do zdobyczy współczesnej nauki, w tym do nauk przyrodniczych. Jeśli chodzi o teorię ewolucji, nauka ma prawo znaleźć dzisiaj w Kościele katolickim swojego sprzymierzeńca. Ten ostatni jest natomiast zobowiązany do odważnego występowania w obronie racjonalności. Ma ku temu mocne podstawy, obecne w tradycji, a przypomniane przez Jana Pawła II w encyklice Fides et ratio (1998). Racjonalność pomaga w odkrywaniu Bożej myśli. Jako taka nigdy nie będzie stanowiła zagrożenia dla wymiaru wiary. Ukazywanie zaś ewolucji jako drogi, poprzez którą Bóg stwarza, pozwala na niezwykle dynamiczne przedstawienie dzieła stworzenia oraz umożliwia nakreślenie nowego obrazu Boga i Jego roli w świecie.
 
Literatura:
Haught J., Odpowiedzi na 101 pytań o Boga i ewolucję, Kraków, WAM, 2003.
McGrath A., Nauka i religia, Kraków, WAM, 2009.
Polkinghorne J., Jeden świat. Wzajemne relacje nauki i teologii, Kraków, WAM, 2008.
Schönborn Ch., Cel czy przypadek? Dzieło stworzenia i ewolucja z punktu widzenia racjonalnej wiary, Kielce, Jedność, Herder, 2009.
Self D., Skąd to zło, Poznań, W drodze, 2000.
Stannard R., Pytania o sens: Dlaczego zło, cierpienie, śmierć?, Warszawa, Klub dla Ciebie, 2003.
 
 
ks. Andrzej Dańczak – dr teologii, wykładowca dogmatyki w Gdańskim Seminarium Duchownym i zamiejscowym ośrodku dydaktycznym UKSW w Gdyni.
 
[1] Podjęta w artykule kwestia dotyczy przede wszystkim ewolucji biologicznej, a nie ewolucyjnej wizji całego kosmosu, obejmującej procesy od – znanego nam – jego początku.
[2] Por. m.in. wykorzystywanie ewolucjonizmu do antyreligijnej propagandy w imię naukowości światopoglądu.
[3] Termin ‘kreacjonizm’ (od łac. creatio – stworzenie) oznacza w tym wypadku poglądy kierujące się literalnym lub prawie literalnym rozumieniem opisu stworzenia, opisu obecnego w tekście biblijnym.
[4] Znamienne informacje zawiera sondaż przeprowadzony przez renomowane biuro badania opinii publicznej Ipsos Mori wśród brytyjskich nauczycieli przedmiotów ścisłych szkół podstawowych i średnich w 2008 r. Wynika z niego, iż 30 % wspomnianych nauczycieli uważa, że o kreacjonizmie powinno nauczać się na przedmiotach ścisłych. Przy czym chodzi tutaj jednoznacznie o nadanie kreacjonizmowi takiego samego statusu w nauczaniu, jaki posiada teoria ewolucji. Zob. Chcą uczyć kreacjonizmu [online], [dostęp: 8 października 2009). Dostępny w Internecie: http://www.kosciol.pl/article.php?story=20081230044917782. Na skalę problemu wskazuje m.in. fakt, iż w Wielkiej Brytanii rządowy departament ds. dzieci, szkolnictwa i rodziny opublikował w 2007 r. rodzaj przewodnika mówiącego o tym, jak powinien odpowiedzieć nauczyciel na pytania związane z kreacjonizmem i tzw. Inteligentnym Projektem, czyli postulatem rozumienia ewolucyjnych zmian w przyrodzie na zasadzie bezpośredniej interwencji Boga, który buduje gmach natury według ustalonego szczegółowego planu. Zob. Department for Children, Schools and Families, Guidance on the Place of Creationism and Intelligent Design in Science Lessons [online], [dostęp: 17 listopada 2009]. Dostępny w Internecie: http://www.teachernet.gov.uk/docbank/index.cfm?id=11890. W tym samym roku ukazała się na ten temat rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (nr 1580 z 4.10.2007). Zob. Parliamentary Assembly, Resolution 1580 (2007). The Dangers of Creationism in EducationDostępny w Internecie: http://assembly.coe.int/main.asp?link=/documents/adoptedtext/ta07/eres1580.htm. Na wagę problematyki wskazuje także deklaracja podpisana w 2006 r. przez 67 krajowych akademii nauk (w tym PAN i 26 innych akademii z Unii Europejskiej), wzywająca do rzetelnego przekazywania w szkołach wiedzy o ewolucji. Zob. The Interacademy Panel, IAP Statement on the Teaching of EvolutionDostępny w Internecie: http://www.interacademies.net/?id=6179. [online], [dostęp: 18 listopada 2009]. [online], [dostęp: 17 października 2009].
[5] A. Fedorowicz, Nauka kontra czary, „Focus” 2009, nr 10, s. 46.
[6] Zob. Ph. Steele, Księga Rodzaju versus Darwin, „Przegląd Powszechny” 2000, nr 7-8, s. 40.
[7] Zob. tamże, s. 36-37.
[8] Istnieje także „mniej” radykalna odmiana kreacjonizmu. Jej zwolennikami są kreacjoniści „starej Ziemi”, którzy określają wiek Ziemi na 4,5 miliarda lat. Również oni są zdania, że poszczególne gatunki nie mogły powstać inaczej jak w wyniku specjalnej interwencji Bożej. Dopuszczają jedynie przypadkowe wariacje w ramach samych gatunków.
[9] Zob. J. Rodzeń, Doktryna „kreacjonizmu naukowego”, „Przegląd Powszechny” 1997, nr 3, s. 329-340.
[10] Zob. Jedna trzecia Polaków to kreacjoniści[online], [dostęp: 8 października 2009]. Dostępny w Internecie: http://www.kosciol.pl/article.php?story=20061120203817108.
[11] Przykładem „nowej” już świadomości jest jeden z postów, który ukazał się 1 lutego 2009 r. jako komentarz do artykułu o stosunku Brytyjczyków do teorii ewolucji. Autorką postu jest Polka, a treść odzwierciedla w rzeczywistości zaopatrywania jej polskiego otoczenia. Materiał ten oczywiście posiada charakter wyłącznie ilustracyjny i nie stanowi odniesienia naukowego. Nie ma, niestety, powodów, aby nie wierzyć w szczerość wypowiedzi autorki. Sytuacja dla wielu czytelników postu mogłaby się wydawać opisem z przeszłości. Tak jednak nie jest: „Ostatnio dyskutowałam o tym ze znajomymi i wiecie co? Tylko ja z grona ok. 20 osób popierałam teorię Darwina i szczerze starałam się bronić swoich racji. Polacy nie są widać lepsi. Wolimy wierzyć, że stworzyło nas coś wspaniałego i nieosiągalnego umysłem niż to, że pochodzimy od czegoś tak pospolitego jak małpa... Przy tym moi znajomi uważali, że – wierząc w teorię Darwina – nie wierzę w Boga, ponieważ obalam historię o stworzeniu świata przez Boga i tych całych 7 dniach”. Zob. Post do art. Połowa Brytyjczyków odrzuca teorię ewolucji Darwina [online], [dostęp: 8 października 2009]. Dostępny w Internecie: http://www.sfora.pl/Polowa-Brytyjczykow-odrzuca-teorie-ewolucji-Darwina-a2094-30.
[12] Tzw. kreacjoniści stają się ponownie aktywni także na naszym rodzimym polu, nie wyłączając, niestety, środowisk uniwersyteckich. Zob. M. Tylenda, O wielkim słoniu i innych mitach, „W drodze” 2009, nr 6, s. 90-100. Można także w tym miejscu wspomnieć o pewnej fali publikacji, które pojawiły się w Polsce pod koniec minionego stulecia, a które próbowały zdyskredytować ewolucjonizm – J.W. Johnson, Na bezdrożach ewolucji, Warszawa 1989; F. Abou-Rahme, I rzekł Bóg …, Piekary Śląskie 2003; M. Pajewski, Stworzenie czy ewolucja, Bielsko-Biała 1992 i niektóre prace zawarte w dziele zbiorowym Pan Bóg czy dobór naturalny, E. Moczydłowski (red.), Białystok 1994. Artykuły o podobnej tematyce pojawiały się na łamach „Znaków Czasu” czy „Rycerza Niepokalanej”.
[13] Trzeba dodać, że jest ono zakazane w większości krajów islamskich.
[14] Zob. A. Fedorowicz, Nauka kontra czary, art. cyt., s. 46; R. Czeladko, Lekcje o wróżbach z gwiazd, „Rzeczpospolita” z 4.03.2009 [online], [dostęp: 9 grudnia 2009]. Dostępny w Internecie: http://www.rp.pl/artykul/19,271282.html.
[15] Wyjątkiem jest orzeczenie synodu Kościoła niemieckiego w Kolonii z 1860 r., bezpośrednio po opublikowaniu O powstawaniu gatunków przez K. Darwina w 1859 roku.
[16] Warto tutaj wymienić najważniejsze nazwiska wczesnego okresu, związane z próbą włączenia myśli ewolucyjnej do teologii. Są to m.in.: George Mivart (zm. 1900), M. Dalmas Leroy (zm. 1905), John Augustine Zahm (zm. 1921), biskup Cremony Geremia Bonomelli (zm. 1914); można także wspomnieć modernizm i Alfreda Loisy (zm. 1940).
[17] Jan Paweł II, Przesłanie do członków Papieskiej Akademii Nauk, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 1997, nr 1, s. 18-19.
Można w tym miejscu przytoczyć inne ważne wypowiedzi Jana Pawła II na temat ewolucjonizmu. Jedną z nich jest przesłanie skierowane do uczestników międzynarodowego sympozjum „Wiara i rozum. Właściwa wiara w stworzenia, właściwe nauczanie o ewolucji” z 26 kwietnia 1985 roku: „Pojęcie ‘ewolucji’, wieloznaczne i traktowane w profilu filozoficznym, od dawna rozwija się coraz bardziej w sensie szerokiego paradygmatu poznania momentu obecnego. (…) To pojęcie świata różni się od materialistycznego obrazu świata, który był propagowany na przełomie wieków, szerokim opracowaniem i wielką możliwością integracji wymiarów pozornie niewspółmiernych. Podczas gdy tradycyjny materializm próbował zdemaskować jako złudzenie świadomość moralną i religijną człowieka i, niekiedy, zwalczał ją aktywnie, ewolucjonizm biologiczny czuje się dosyć silny, aby umotywować tę świadomość funkcjonalnie z korzyścią dla naturalnej selekcji z nią związanej i zintegrować ją w ramach swojego ogólnego pojęcia. Wynika z tego praktyczna konsekwencja, ukazująca, iż zwolennicy tej ewolucyjnej koncepcji świata sformułowali nową definicję relacji z religią, która znacząco różni się od pochodzącej z niedalekiej przeszłości, jak i bardziej odległej (…).
Jest oczywiste, iż ten poważny i naglący problem nie może zostać rozwiązany bez filozofii. Jest zadaniem filozofii poddanie krytycznemu badaniu sposobu, w jaki zostają uzyskiwane wyniki i ustalane hipotezy, odróżnienie relacji między teorią a poszczególnymi twierdzeniami od ekstrapolacji ideologicznych, właściwe umieszczenie twierdzeń naturalistycznych i ich znaczenia, a szczególnie treści własnej twierdzeń naturalistycznych” (tłum. własne). Zob. Discorso di Giovanni Paolo II ai partecipanti al simposio internazionale su „Fede cristiana e teoria dell'evoluzione”, w: Insegnamenti di Giovanni Paolo II, vol. VIII/1 (1985), Vaticano 1986, s. 1131-1132.
Mniej znanym tekstem jest wypowiedź Jana Pawła II z 16 kwietnia 1986 roku (audiencja środowa), wypowiedź, w której myśl ewolucyjna została przyjęta z wielką otwartością: „W czasach współczesnych teoria ewolucji spowodowała szczególną trudność, zwłaszcza w odniesieniu do objawionej prawdy o stworzeniu człowieka jako złożonego z ciała i duszy. Wielu znawców nauk przyrodniczych, którzy właściwymi sobie metodami badają problem początku życia ludzkiego na ziemi, utrzymuje – przeciw innym kolegom – istnienie nie tylko powiązania człowieka z naturą, ale także pochodzenia od wyższych gatunków zwierząt. Problem ten, który od minionego wieku zajmował naukowców, angażuje szerokie warstwy opinii publicznej”.
Odpowiedź Magisterium została udzielona w encyklice Humani generis Piusa XII w roku 1950: „(…) Można więc powiedzieć, iż z punktu widzenia doktryny wiary nie widać trudności w wyjaśnieniu początku człowieka jako ciała, poprzez hipotezę ewolucjonizmu. Trzeba jednak dodać, iż hipoteza proponuje tylko pewne prawdopodobieństwo, nie zaś pewność naukową. Doktryna wiary stwierdza zaś niezmiennie, iż duchowa dusza człowieka została stworzona bezpośrednio przez Boga. Jest więc możliwe, iż według wspomnianej hipotezy ciało ludzkie, zgodnie z porządkiem odciśniętym przez Stwórcę w energiach życia, stopniowo przygotowywało się w formach uprzednich form istot żywych. Dusza ludzka jednak, ponieważ jest duchowa, nie mogła powstać z materii” (tłum. własne). Zob. L’uomo, immagine di Dio, è un essere spirituale e corporale (Catechesi del mercoledì, 16.4.1986), w: Insegnamenti di Giovanni Paolo II, vol. IX/1 (1986), Vaticano 1986, s. 1038-1041, tutaj nr 7.
[18] Por. klasyczne już dzisiaj stwierdzenie Soboru Watykańskiego II: „Jeżeli przez autonomię rzeczy ziemskich rozumiemy to, że rzeczy stworzone i same społeczeństwa cieszą się własnymi prawami i wartościami uznawanymi, stosowanymi i porządkowanymi stopniowo przez człowieka, wówczas rzeczywiście godzi się jej domagać; nie jest to tylko postulat ludzi naszej epoki, lecz jest to także zgodne z wolą Stwórcy. Ze względu bowiem na sam fakt stworzenia wszystkie rzeczy uzyskują właściwą im trwałość, prawdziwość, dobro, a także własne prawa i porządek, które człowiek powinien szanować, uznawszy metody właściwe poszczególnym naukom albo sztukom. Dlatego we wszystkich dyscyplinach wiedzy badanie metodyczne, jeśli tylko przebiega w sposób prawdziwie naukowy i zgodny z normami moralnymi, nigdy w istocie nie będzie sprzeczne z wiarą, ponieważ sprawy świata i sprawy wiary pochodzą od tego samego Boga. Co więcej, kto w duchu pokory i wytrwałości usiłuje badać tajemnice rzeczy, ten choć nieświadomy tego, jest prowadzony jakby ręką Boga, który podtrzymując wszystkie rzeczy w istnieniu, sprawia, że są tym, czym są. Należy zatem ubolewać nad niektórymi postawami intelektualnymi, jakich ze względu na nie dość jasne rozumienie słusznej autonomii nauki, nie brakowało niegdyś także wśród chrześcijan, a które powodowały w rezultacie spory i kontrowersje, i doprowadziły umysły wielu do wniosku, iż wiara i nauka są sobie wzajemnie przeciwstawne” (KDK 36).
Myślę, że warto w tym miejscu wspomnieć o stosunkowo mało znanej wypowiedzi, odnotowanej na I Soborze Watykańskim w 1870 roku: „Mimo że w istocie wiara przewyższa rozum, to jednak nigdy nie może istnieć rzeczywista niezgodność pomiędzy wiarą a rozumem, gdyż ten sam Bóg, który objawia tajemnice i wlewa wiarę, wzniecił też światło rozumu w duszy ludzkiej; Bóg zaś nie może zaprzeczać samemu sobie, ani prawda nie może nigdy sprzeciwiać się innej prawdzie”. Zob. Konstytucja „Dei Filus”, IV, 47, w: Dokumenty soborów powszechnych. Tekst łaciński i polski, A. Baron, H. Pietras (red.), T. 4, Kraków 2005; tłum. Vat. I: A. Baron, M. Karas, J.D. Szczurek (DH 3017).
[19] Zob. V. Maraldi, Introduzione, w: Teologie della creazione e scienze della natura. Vie per un dialogo in prospettiva interreligiosa, V. Maraldi (red.), Bologna 2004, s. 12-13. Zob. także D. Lambert, Scienze e teologia. Figure di un dialogo, tłum. z fr. G. De Palo, Bologna 2006, s. 106nn.
[20] Na temat wielopoziomowości wyjaśnień zob. np. F.J. Ayala, Dar Karola Darwina dla nauki i religii, tłum. z ang. P. Dawidowicz, Warszawa 2009, s. 151.
[21] Zob. O. Pedersen, Konflikt czy symbioza? Z dziejów relacji między nauką a teologią, tłum. z ang. W. Skoczny, Tarnów 1997, s. 218nn.
[22] Zob. J. Haught, God After Darwin. A Theology of Evolution, Oxford 2000, s. 19-20.
[23] Fizyka kwantowa zajmuje się ruchem obiektów świata mikroskopowego o bardzo małych masach. Jednym z istotnych czynników jest w niej przypadek.
[24] Zob. J. Haught, Mystery and Promise. A Theology of Revelation, Collegeville (Minnesota) 1993, s. 157n; S. Morandini, Teologia e fisica, Brescia, s. 105-107. Historia ewolucji jest nie tylko historią rywalizacji i walki o przetrwanie, ale w dużej mierze także współpracy i współzależności, ukazujących ekologiczne bogactwo procesu życia. Zob. J. Haught, God After Darwin. A Theology of Evolution, dz. cyt., s. 45; W. Kunicki-Goldfinger, Znikąd donikąd, Warszawa 1993, s. 102.
[25] Zob. J. Polkinghorne, Nauka i stworzenie. Poszukiwanie zrozumienia, tłum. z ang. M. Chojnacki, Kraków 2008, s. 73-99.
[26] G. Kraus, Die Vereinbarkeit von Schöpfungsglaube und Evolution, „Münchener Theologische Zeitschrift“ 49 (1998), s. 119-120.
[27] Zob. tytuł F.J. Ayala, Dar Karola Darwina dla nauki i religii? dz. cyt.
[28] Zob. J. Haught, God After Darwin. A Theology of Evolution, dz. cyt., s. 46. Zob. S. Morandini, Evoluzione, disegno, Dio, „Credere oggi” 2009, nr 1, s. 35.
[29] KK 1, 9, 48.
[30] KK 1.
[31] Należy jednocześnie wyrazić – wydaje się – słuszny żal, iż bardzo niewiele z dorobku teologii ostatnich dziesięcioleci, dotyczącej tematyki stworzenia, znalazło swoje odzwierciedlenie w tekście Katechizmu Kościoła Katolickiego. Przedstawia on stan wiedzy na temat protologii jakby bezpośrednio zaczerpnięty z podręcznika epoki neoscholastycznej. Na przykład termin ‘ewolucja’ pojawia się w Katechizmie tylko dwa razy: przy okazji omawiania przemiany wewnętrznej człowieka (ewolucji) w kontekście sakramentu pojednania (KKK 1453) oraz z racji wspomnienia ewolucji liturgicznej (KKK 1512). Zob. poważne zastrzeżenia dotyczące KKK: L. Mazzinghi, Quale fondamento biblico per il „peccato originale”? Un bilancio eremeneutico: L’Antico Testamento, w: Questioni sul peccato originale, I. Sanna (red.), Padova 1996, s. 67,76; S. Muratore, Precisazioni finali, w: Creazione e male del cosmo. Scandalo per l’uomo e sfida per il credente, G. Colzani (red.), Padova 1995, s. 188.