Katecheta 3/2010
E-wydanie
„Katecheta” jest teraz również dostępny Jako e-wydanie!
Na półkę Katechety
Mali odkrywcy Bożych dzieł. Kolorowanka katechetyczna
Maria Brzostowska
KSIĄŻKA
9,90 zł 7,43 zł

„VERBA DOCENT…”

O DZIESIĘCIU LATACH KATECHEZY… Na koniec drugiej kadencji przewodniczenia Komisji Wychowania Katolickiego, z Księdzem Arcybiskupem Kazimierzem Nyczem rozmawia Aleksandra Bałoniak*
Autor: Aleksandra Bałoniak
Artykuł archiwalny
O dziesięciu latach katechezy…
Na koniec drugiej kadencji przewodniczenia Komisji Wychowania Katolickiego, z Księdzem Arcybiskupem Kazimierzem Nyczem
rozmawia Aleksandra Bałoniak*
 
Wspomnijmy dzień 26 listopada 1999 roku… Był to dzień, w którym Ksiądz Arcybiskup został wybrany na przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego. Jakie nadzieje i jakie obawy towarzyszyły Księdzu Arcybiskupowi na początku kierowania Komisją?
 
Było to pod koniec rekolekcji biskupich w Częstochowie, podczas krótkiej konferencji Episkopatu Polski. Należałem wtedy do Komisji. Skończyła się kadencja mojego poprzednika, bpa radomskiego, ks. Edwarda Materskiego. Problemy Komisji znałem od środka, bo uczestniczyłem w jej pracach jako biskup krakowski. Zgodnie z obowiązującą regułą, szefem Komisji zostawał biskup ordynariusz, czyli biskup diecezjalny Byłem wtedy biskupem pomocniczym, więc czułem się spokojny, uważałem, że mnie to nie dotyczy. Okazało się jednak, że jako jeden z nielicznych biskupów mam przygotowanie katechetyczne. Uczyniono wtedy wyjątek, zostałem wybrany i przyjąłem ten wybór. Muszę powiedzieć, że z pewnymi nadziejami, nie z obawami.
Pamiętajmy, że od 1 września 1999 roku weszła w życie reforma ministra Mirosława Handkego, kontynuowana potem przez ministra Edmunda Wittbrodta. Była to reforma programowa i strukturalna szkolnictwa. Programowa, ponieważ zmieniała programy nauczania i programy wychowawcze, strukturalna, ponieważ utworzono gimnazja, skrócono do 6 klas czas nauki w szkole podstawowej, powstały się trzyletnie licea i czteroletnie technika. Zrezygnowano również z liceów zawodowych, ale to już sprawa późniejszej zmiany pani minister Krystyny Łybackiej. Licea te miały zostać zamienione na licea ogólnokształcące profilowane, co zresztą – nawiasem mówiąc – jest wprowadzane dopiero teraz, po prawie 10 latach. Tak wspominam czas, w którym zaczynałem przewodniczenie Komisji Wychowania… Ta sytuacja rodziła nadzieję na przyszłość.
W 1989 roku nikt się nie spodziewał, że odzyskamy wolność, że uda się uporządkować sprawę religii w szkole, religii, którą 30 lat wcześniej skreślono z listy przedmiotów szkolnych. W 1990 roku wchodziliśmy do szkoły z tzw. „marszu”. W czerwcu na konferencji Episkopatu Polski w Krakowie zdecydowano o jej powrocie do szkół, a 1 września katecheci już byli w szkołach. Pojawiło się wiele problemów… Brakowało katechetów... Przy Kościele nauczano w większych grupach, w salkach nie obowiązywał system klas szkolnych. Dlatego na początku w niektórych diecezjach wprowadzono jedną lekcję religii w tygodniu, rozpoczęto szybkie przygotowanie katechetów do pracy w szkole, w niektórych diecezjach np. w czasie wakacji. Nie zawsze katechezie wyszło to na dobre. To były problemy najpilniejsze, które trzeba było rozwiązać. Nikt wówczas nie myślał o tym, aby zmieniać program, to znaczy, by dopasowywać go do systemu szkolnego. Katechezę wprowadzono do szkół nie po to, aby dzieciom i rodzicom było wygodniej, lecz by być w korelacji z systemem szkolnym, z nauczaniem innych przedmiotów i programem wychowawczym szkoły. Dlatego weszliśmy z takimi programami i podręcznikami, jakie mieliśmy, nauczając w parafiach. Ta prowizorka – moim zdaniem – trwała zbyt długo. Według katechizmów jezuickich „Bóg z nami” uczyliśmy 9 lat, a właściwie 11. Kiedy weszła reforma Ministra Handkego, trzeba było inaczej ustawić program, otworzyć się na nowe dokumenty edukacyjne, zamiast minimum programowego pojawiła się Podstawa programowa.
W 1999 roku zostałem wybrany na przewodniczącego, a w styczniu 2000, na pierwszym spotkaniu z nowo powołaną Komisją Wychowania, postanowiłem wraz z konsulatorami zająć się polskimi dokumentami katechetycznymi. Takie były początki.
 
Minęło dziesięć lat pracy nad polską katechezą. Powstało kilka ważnych dokumentów katechetycznych. Z których dokumentów, z jakich decyzji, podjętych w tym okresie, jest Ksiądz Arcybiskup najbardziej zadowolony?
 
Dokumenty, które powstały w ciągu 10 lat, są ważne i satysfakcjonujące, zwłaszcza te, wypracowane w pierwszych trzech latach. Ich powstanie wiąże się z intensywną pracą biskupów należących do Komisji, zwłaszcza z działalnością konsulatorów i zespołów, które dodatkowo powołano do tworzenia dokumentów i programu, a potem z pracą Konferencji Episkopatu Polski, bo to ona zatwierdzała nowe dokumenty.
Najpierw postanowiliśmy pracować nad dwoma dokumentami podstawowymi: nad polskim Dyrektorium katechetycznym, które było aplikacją dokumentu powstałego w 1997 r. w Rzymie, drugiego po Soborze Dyrektorium katechetycznego. Jeśli chodzi o pierwsze Dyrektorium katechetyczne, czyli Ogólną instrukcję katechetyczną z 1971 r., w Polsce nie dokonano adaptacji do naszych warunków tego ogólnokościelnego dokumentu. Możliwe, że zabrakło wtedy woli lub ochoty. Podjęliśmy próbę zaaplikowania wytycznych z Dyrektorium ogólnego o katechizacji do warunków polskich. Przystępując do prac, mieliśmy już za sobą pewne doświadczenia: katechezy w szkole, wolności – nowego czasu. W takich warunkach rozpoczęliśmy pracę w styczniu 2000 roku, która trwała niespełna półtora roku.
Ustaliliśmy koncepcję katechezy dorosłych, a szczególnie katechezy dzieci i młodzieży. Uznaliśmy, że nie przyjmujemy rozłącznego podziału na katechezę w parafii i naukę religii w szkole, na wzór niemiecki czy austriacki. Kościół pełni swoją misję katechetyczną w różnych środowiskach i wszystko razem komplementarnie jest katechezą Kościoła katolickiego w Polsce. Kościół pełni swoją misję w parafii, przez rodzinę i w rodzinie; ta misja jest także realizowana w szkole. Papież Jan Paweł II mówił: „(…) szkoła jest miejscem katechezy nie do pozazdroszczenia”. Szkoła naucza i wychowuje. Przez katechezę próbujemy w niej osiągać choćby cząstkę celów inicjacyjnych, takich jak wprowadzanie w liturgię, modlitwę, we wspólnotę, w tym przypadku we wspólnotę klasową. Oczywiście cele inicjacyjne łatwiej realizuje się w rodzinie i w parafii. Rodzina wtajemnicza w praktyki religijne i daje świadectwo życia, daje to, co jest najbardziej optymalne i pożądane. Parafia jest właściwym miejscem wtajemniczania poprzez liturgię, życie sakramentalne i przeżywanie wspólnoty.
Umiejscowienie katechezy w szkole stanowi zasadniczą myśl polskiego Dyrektorium katechetycznego. Do tak określonej katechezy zaczęliśmy przygotowywać Podstawę programową, która koresponduje z Podstawą kształcenia ogólnego. Nasz dokument nie kopiuje jej, ale odnosi się do poszczególnych przedmiotów i programu wychowawczego. Chodzi o korelację katechezy z treściami nauczanymi na innych przedmiotach, takich jak język polski, historia, biologia czy z treściami dotyczącymi początków życia, stworzenia świata i człowieka. Prace nad Podstawa toczyły się w latach 2000-2001, w roku 2001 oba te dokumenty zatwierdzono. Dziś stanowią podstawę do pracy katechetycznej dla Kościoła w Polsce.
Następnym dokumentem był tzw. „program zielony”. Przejęliśmy, że Podstawa programowa jest fundamentem dla wszystkich, którzy piszą programy i podręczniki. Każda diecezja miała i ma prawo napisać własny program i podręczniki. Są one zatwierdzane przez Biuro Programowania Katechezy, przy czym pod uwagę bierze się zarówno ich wartość, jak i oryginalność treści czy zgodność z Podstawą programową. Jeśli wnoszą dużo nowego, mogą być zatwierdzone jako ogólnopolskie albo – na podstawie opinii ekspertów-recenzentów i biskupa diecezjalnego – tylko do użytku na terenie danej diecezji. Zgodnie z sugestią Episkopatu Polski zrodziła się koncepcja opracowania przez Komisję jednego programu wzorcowego. Tak powstał „zielony” program, będący rozkładem nauczania dla poszczególnych klas. Okazało się potem, że 38 diecezji na 43 istniejące przyjęło ten program i go realizuje. To daje katechezie możliwość pluralizmu na poziomie programu oraz utrzymuje podstawową jedność programową, co przy dzisiejszej migracji ludzi jest bardzo ważne. Poza kilkoma diecezjami, które miały ambicję własnego programu, po dziesięciu latach większość uczy według jednego programu – wspólnego dla całej Polski. Ustaliliśmy wówczas, że ze względu na zróżnicowanie Polski, podręczniki będziemy pisać w kilku ośrodkach, aby uwzględnić specyfikę południa, północy, specyfikę rodzinnego doświadczenia. Założyliśmy, że dla południa zostanie opracowany jeden zestaw podręczników na wszystkie poziomy nauczania. Następne podręczniki miały powstać w kolejnych ośrodkach, zawsze mocnym katechetycznie, Poznaniu oraz w Warszawie. Potem okazało się, że w praktyce było inaczej. Generalnie – nie licząc diecezji, które mają własny program – powstały jeszcze dodatkowe podręczniki w ośrodku radomsko-sandomierskim, czego nie przewidywaliśmy, oraz kieleckim. Tak więc mamy pięć propozycji. Chcieliśmy w ten sposób uniknąć sytuacji charakterystycznej dla innych przedmiotów. Na języku polskim np. liczba kilkudziesięciu oferowanych do nauki podręczników jest trudna do zaakceptowania zarówno przez dzieci, jak i przez rodziców. W katechezie tę wielość udało się ograniczyć do pięciu zestawów. Rynek jest bardzo ważnym sitem; pewne oferty preferuje, pewne odrzuca. Widzę również to, że niektóre diecezje ograniczają się jedynie do korzystania ze swoich podręczników, nie dopuszczając do użytku innych; katecheci robią to pokątnie.
W archidiecezji warszawskiej, a wcześniej koszalińskiej, dopuszczałem i dopuszczam wszystkie podręczniki dobre, zatwierdzone, nie podpowiadając wyboru. Wyznaję zasadę: niech wybierają katecheci. Pilnuję jedynie tego, by nie zmieniać podręcznika w trakcie danego etapu nauczania. Jeśli ktoś zaczął uczyć w klasie I, korzystając z określonego podręcznika, musi wytrwać w tym do klasy III itd.
 
(…)
Teraz odpowiedź na pytanie wcześniejsze. Który dokument jest najważniejszy i z którego można być najbardziej zadowolonym? Niewątpliwie z punktu widzenia koncepcji katechezy Kościoła w Polsce, najważniejsze jest Dyrektorium polskie, ponieważ określa ono – i to na wiele lat – koncepcję katechezy, którą chcemy bronić. Była taka pokusa, aby pójść drogą niemiecką czy austriacką, ale ona jest niebezpieczna, bo wtedy można nie mieć ani jednego, ani drugiego – dobrego. Nie można rezygnować ze szkoły jako miejsca posługi także katechetycznej, a nie tylko dydaktyczno-nauczającej i nie można rezygnować z parafii jako miejsca najbardziej sprzyjającego katechezie. Gdybyśmy chcieli oceniać ten okres, który jest za nami, to musimy sobie powiedzieć, że na początku lat 90. zaniedbaliśmy katechezę parafialną. Za mocno uwierzyliśmy, że katecheza w szkole zrobi wszystko, że już nie jest potrzebna parafialna. Dopiero po paru latach zaczęliśmy poważnie myśleć przynajmniej o katechezie sakramentalnej: I Komunia, bierzmowanie… Ta katecheza już funkcjonuje prawie w każdej parafii, ale jeśli chodzi o katechezę dopełniającą na innych poziomach, to trzeba powiedzieć, że osiągnięcia parafialne nie są zbyt wielkie. Na ten aspekt mocno zwracano uwagę w polskim Dyrektorium katechetyczne.
Ważnym dokumentem, choć nie „dogmatycznie”, jest Podstawa programowa, którą po dziesięciu latach trzeba będzie z różnych powodów znowelizować. To ona wyznaczyła fundament jedności i służy piszącym programy oraz podręczniki, a także tym katechetom (jest ich może 5% lub 10%), którzy potrafią tworzyć programy autorskie. Mają oni prawo odnosić się wprost do Podstawy programowej i zgodnie z nią realizować program. Z tego, że istnieją tacy katecheci, należy się autentycznie cieszyć.
Podręczniki są potrzebne katechetom, część z nich narzeka na podręczniki, program, ale jak go nie ma to też narzekają, że nie ma z czego uczyć. Jest to problem tak stary jak świat.
To są cztery najważniejsze dokumenty, które powstały w roku 2000 i 2001. Od roku 2002 zaczęły powstawać pierwsze podręczniki. Po trzech latach byliśmy właścicielami podręczników w tych ośrodkach, które wcześniej wymieniłem.
Aby przekonać się, jak dokumenty te sprawdziły się w praktyce katechetycznej, trzeba by przeskoczyć kilka lat. W latach 2007-2008 zaczęliśmy monitorować istniejące podręczniki od strony dydaktyki, pedagogiki, grafiki, języka i okazało się, co już przy zatwierdzaniu było widoczne, że istniejące kompendia mają różną wartość, w różnych ośrodkach pisali je różni ludzie. Rynek wskazywał, jakie jest zapotrzebowanie. Tak wybił się m.in. ośrodek kielecki, mimo że startował z pewnym opóźnieniem. Także na sympozjach wykładowców katechetyki i na sympozjach dyrektorów wydziałów katechetycznych podejmowaliśmy próby empirycznej i naukowej oceny podręczników, zbierając uwagi do nich, do Podstawy programowej i programu. Szkoła zmieniła się. Dawniej częste zmiany podręczników były niemożliwe, m.in. z powodu problemów drukarskich. Dziś nie musimy się takich problemów obawiać. Dokumenty katechetyczne, programy i podręczniki muszą uwzględniać przeobrażenia dokonujące się w światowym systemie oświaty. Młodzież zmienia przecież podejście do wielu spraw. Podstawa programowa będzie w związku z tym również częściej zmieniana. Musimy pamiętać jednak o niezmienności doktryny chrześcijańskiej, uwzględniać treści nowych dokumentów posynodalnych i związanych z nauczaniem papieskim.
 
Po dziesięciu latach zmieni się Podstawa programowa. Jakie w związku z tym zmiany nas czekają, co dalej?
 
W ubiegłym roku nastąpił moment, kiedy szkoła rozpoczęła reformę poziomu pogimnazjalnego, zabrano się za to, co zaniedbał poprzedni rząd. Utworzone zostały technika i licea zawodowe, potem przyszła nowa matura; wielu jej nie zdało, dlatego że była za trudna. Wnioski były jednoznaczne; uczniowie ci nie powinni się do tego typu szkoły dostać. W związku z tym ministerstwo zaczęło za czasów rządów PIS-u, a szczególnie PO, czynić to, czego nie zrobiono przez 4 lata przerwy na poziomie pogimnazjalnym. Zaczęto kończyć reformę w liceum i technikum. Zostawiając 3–letnie licea i 4-letnie technika. Ta zmiana polega na tym, że dołącza się jakby dwa lata do gimnazjum i w wymiarze 5-letnim uczy się programu za wszystkich przedmiotów. Natomiast klasa 3 liceum jest specjalistyczna, wszystkich przedmiotów jest po trochu, a 5 przedmiotów rozwija się pod ucznia, który wybiera określony kierunek studiów, czyli następuje profilowanie w myśl zasady, że współcześnie nie da się tą samą maturą przygotować wszystkich do tych samych studiów, potrzebna jest specjalizacja już na poziomie ponadgimnazjalnym.
Druga zmiana, która dla nas jest ważniejsza, to przesunięcie wieku szkolnego na sześć lat. Komisja Wychowania podjęła decyzję, że Komunia święta zostanie przesunięta na klasę trzecią, dzieci pójdą do Komunii w wieku 9 lat, ale w znaczeniu klasowym o rok później. Musi nastąpić przeróbka w materiałach nauczania w klasa I i II będzie przygotowaniem dalszym, natomiast klasa III bezpośrednim. Drugi etap edukacyjny czyli klasy IV-VI będzie czasem pogłębienia życia eucharystycznego.
W ciągu ostatniego roku 2009 stworzyliśmy - częściowo odtworzyliśmy zespół programowo-katechetyczny zatrudniliśmy też nowe wykształcone osoby i w Komisji Wychowania przez konsulatorów pracowaliśmy nad nowelizacją Podstawy Programowej. Przystępując do prac trzeba było uwzględnić zmiany w szkolnictwie o których powiedziałem wcześniej. Do tej pory Podstawa Programowa wyznaczała cele, które trzeba osiągnąć, a drugi dokument określał standardy, czyli umiejętności, które trzeba posiąść. Ponieważ szkoła w Podstawie Programowej oba te dokumenty złączyła, postanowiliśmy ukonkretnić Podstawę Programową i włączyliśmy do niej tak zwane osiągnięcia czyli standardy. Czyli ci, którzy uczą według Podstawy (bo stać ich na to) i Ci którzy piszą podręczniki i programy mają na każdym etapie edukacyjnym określone czego nauczyciel religii ma obowiązek nauczyć czyli tak zwane minimum. Wprowadziliśmy do nowelizowanej Podstawy Programowej wszystkie uwagi, które uznaliśmy za słuszne od katechetów, nauczycieli religii oraz od młodzieży katechizowanej. Na końcu stycznia Komisja ma przygotowany nowy dokument. Został właśnie rozesłany do wszystkich Biskupów i jeśli wszystko skończy się dobrze będzie głosowany 8 marca jako nowelizacja Podstawy Programowej. Konsekwencje dalsze to zmiany w programie nauczania i w podręcznikach, na które bardzo liczę, zwłaszcza przez włączenie standardów wymagań, bardzo ukonkretni to podręczniki. Jest taka potrzeba ujawniło się to przy pracy nad maturą, szczególnie przy układaniu pytań. Mojego następcę i Komisję czeka praca nad podręcznikami, będzie się ona odbywać w ośrodkach. Musimy być gotowi na rok 2012 ponieważ wtedy wszystkie klasy I będą miały dzieci sześcioletnie i będziemy je uczyć już według nowego programu.
Nie omawiam tutaj bieżących spraw Komisji, która organizuje spotkania ogólnopolskie i inne dotyczące katechezy. Nasza praca polega na bieżącym monitorowaniu i dokumentowaniu polskiej katechezy, która polega na dyskutowaniu pewnych problemów katechetycznych na próbie transformacji teorii i praktyki. W Komisji Wychowania, którą tworzą Biskupi w liczbie 5 osób i 7 konsultorów, dokonuje się spotkanie teorii i praktyki. Teoria zawsze musi wyprzedzać praktykę. Kiedyś mieliśmy kierunek kerygmatyczny, zanim on wszedł i urzeczywistnił się w konkretnym katechizmie i praktyce najpierw funkcjonował przez wiele lat w opracowaniach naukowych i w naszym „Katechecie”. W latach 50-tych i 60-tych pojawiało się wiele artykułów w „Katechecie” publikowanych prze ks. prof. Mariana Finke i ks. prof. Jana Charytańskiego na temat katechezy kerygmatycznej, która swój szczyt miała w krajach zachodnich w latach 50-tych. Rok 1955 to pierwszy niemiecki podręcznik katechetyczny, natomiast w Polsce do katechezy weszła w roku 1971. Tak było też z katechezą antropologiczna i tak jest ze współczesnymi kierunkami.
W Komisji Wychowania zasiadają profesorowie katechetyki, to oni muszą odpowiedzieć na pytanie, które z osiągnięć katechetyki są na tyle dojrzałe, żeby mogły stać się przedmiotem pracy katechetycznej, aby już je wprowadzić. Nie możemy pozwolić sobie na eksperymentowanie.
Oprócz tego organizowaliśmy kilka ważnych sympozjów, jedno z nich to rocznicowe z okazji 10-lecia Katechizmu Kościoła Katolickiego w 2003 roku. Członkowie Komisji uczestniczą w spotkaniach międzynarodowych: w Europejskiej Komisji Katechetycznej, uczestniczą w spotkaniach, które organizuje Rzymska Kongregacja ds. Wychowania, czy Kongregacja ds. Duchowieństwa, której bezpośrednio podlega katecheza. W ten sposób dokonuje się wymiana w ramach Kościoła Powszechnego.
Kolejną sprawą, która była przygotowywana długo i rodziła się opornie to jest Katechizm dla dorosłych Taka jest wiara Kościoła, który ukazał się parę miesięcy temu. Zmieniał on swoją formę, ponieważ w między czasie ukazało się Kompendium, nie było potrzeby robienia skrótu KKK. Nasz polski katechizm Taka jest nasza wiara podejmuje 120 ważnych tematów z KKK ujętych w sposób egzystencjalny z zastosowaniem do polskich realiów oraz do życia każdego Polaka, który go weźmie do ręki. Jest pomyślany jako lektura dla każdego dorosłego i do katechezy w parafii z grupami duszpasterskimi dla dorosłych, która jest najważniejszą formą katechezy o której dużo mówimy, ale nie zawsze ona nam wychodzi.
 
Dlaczego nowelizacja Podstawy Programowej a nie nowa podstawa, i na jakim etapie są prace przygotowujące maturę z religii?
 
Nowy dokument pisze się gdy stary się zdezaktualizował, stara podstawa jest w wielu punktach ciągle aktualna. Nastąpiły zmiany w strukturach szkoły, może zabrakło nam doświadczenia przy pisaniu pierwszej podstawy. Biorąc to wszystko pod uwagę uznaliśmy, że trzeba skorygować błędy oraz przyjęliśmy bez żadnej dyskusji, wariant nowelizacji, uważam, że jest to słuszna droga.
W pracach nad maturą poprawki trwają ciągle po stronie szkolnej. Nowa matura będzie wyglądała jeszcze inaczej, gdy wejdzie matematyka, strona kościelna w tych pracach uczestniczy. Uczestniczymy także w Zespole Wspólnym Ministerstwa Edukacji Narodowej, który z naszym udziałem: Komisji Wychowania, przygotował standardy maturalne, rozstrzygnęliśmy, że będzie to przedmiot dodatkowy, bo tylko taki może być, będzie się liczył dla tych, którzy będą starali się dostać na teologię, będą mogli wybierać go także inni. Wygląda na to, że w przewidywalnym czasie ta nowelizacja wejdzie. Podobnie jak w ostatnich tygodniach Trybunał Konstytucyjny orzekł, że wliczanie oceny z religii do średniej jest zgodne z prawem i dopuszczalne, tak też nikt nie ma wątpliwości, ze religia może być jednym z przedmiotów maturalnych, skoro jest nauczana i wybierana przez większość uczniów. Jest to pomyślane nie tylko z myślą o przyszłych studentach 12 Wydziałów Teologicznych w Polsce, kleryków Seminariów Duchownych, chodzi o to, aby nie musieli przechodzić przez dodatkowe egzaminy wstępne, powinni oni mieć na maturze przedmiot kierunkowy, którym jest w tym wypadku religia.
 
Pan Bóg przygotował dynamiczną i zapewne zaskakującą drogę posługi dla Księdza Arcybiskupa: najpierw Kraków, potem Koszalin teraz Warszawa. Jaki wpływ miały te miejsca na widzenie Polskiej religijności i jak to się przełożyło na kształt polskiej katechezy?
 
Absolutnie miało! Kiedy mnie przeniesiono do Koszalina to kilku Biskupów, którzy mnie na Konferencjach Episkopatu słuchało, mówili, że kiedy poszedłem do Koszalina to w kilku punktach zmieniłeś pogląd na widzenia katechezy. I rzeczywiście zmieniłem.
Muszę powiedzieć, że katecheci na południu Polski łącznie z Krakowem mają w stosunku do Warszawy czy Koszalina, dużo łatwiejszą pracę. Żeby nie powiedzieć większą sielankę. W diecezji Tarnowskiej czy Krakowskiej, gdzie do Kościoła chodzi ponad 70% ludzi, młodzież i dzieci przynosi do szkoły z domu rodzinnego dużo większe doświadczenie religijne i wrażliwość religijną, jakkolwiek na to patrzeć. W zestawieniu z diecezją Koszalińską, gdzie do Kościoła chodziło 19% z populacji czy z Warszawską, gdzie jest podobnie, a na religię w podstawówce i do bierzmowania chodzą prawie wszyscy, to jest oczywiste, że katecheza musi być preewangelizacyjna i trudna jest taka katecheza jeśli chce się do tych ludzi trafić. Czasem trzeba zaczynać od uczenia pacierza, bo tego dom nie dał, nie z winy dziecka. Nie chodzi o szukanie winnych.
To sugerowali katecheci, gdy powstawały pierwsze podręczniki, że nie wszędzie jest jednakowo. Dlatego podręczniki muszą być zróżnicowane dla tych środowisk; bardziej nastawione na werbalizacje treści dla tych o większej tożsamości religijnej, a o charakterze ewangelizacyjnym i preewangelizacyjnej dla środowisk w których stopień laicyzacji, a niestety, a może stety taka jest mapa religijności w Polsce i z nią trzeba się liczyć, zwłaszcza gdy piszemy program i podręczniki katechetyczne.
 
Co Ksiądz Arcybiskup myśli o aktualnej sytuacji w szkołach ponadgimnazjalnych. Gdzie coraz większy procent młodzieży ulega modzie wypisywania się z katechezy. Odbywa się to po przyjęciu sakramentu bierzmowania.
 
Jak się patrzy na 20 lat katechezy w szkole, to patrząc przez pryzmat poszczególnych środowisk, tego radykalnego wypisywania się po bierzmowaniu nie widać. W Archidiecezji Warszawskiej procent uczestniczących wacha się między 75-77%, przy czym 10 lat temu i obecnie jest taki sam procent. Nie widać spadku. Natomiast racja może być w tym, że jest mniejsza systematyczność i solidność zapisanych. Młodzież tłumaczy to tym, że liceum stało się „krótkie”, dużo chcą ich nauczyć w tym czasie, mają przedmioty fakultatywne, niedługo tak będzie w trzecim roku nauczania. Tutaj spotkamy się z problemem jak zafunkcjonuje trzecia klasa licealna, kiedy uczniowie będą mocno skoncentrowani w I semestrze, będzie problem zmieszczenia tam katechezy. Podobnie jak obecnie jest w szkołach zawodowych, gdzie młodzież w szkole ma wszystkich zajęć np. 12 godzin, a resztę czasu spędzają w zakładach i warsztatach, gdzie przygotowują się do zawodu. Wówczas godzę się w drodze wyjątku na 1 godzinę katechezy w tygodniu. To nie jest okoliczność, aby zmieniać zasady gry, należy się przyglądać, Niewątpliwie będzie trzeba w szkołach ponadgimnazjalnych uwzględnić aspekt przygotowania do matury, oraz kwestię fakultetów dla tych, którzy będą zdawać egzamin maturalny z religii. To jest kwestia przyszłości, która rozpocznie się za kilka lat.
 
Jaki model katechezy mógłby się, zdaniem Księdza Arcybiskupa, sprawdzić w dzisiejszych czasach ?
 
Model katechezy nie powinien się zmieniać. Kościół musi realizować to, co ma powierzone przez Pana Jezusa. Oczywiście ciągle są potrzebne korekty, szukanie nowych sposobów, nowych miejsc. Konieczne jest pewne przewartościowanie, które ciąży nad polską katechezą; ciągle robimy inaczej niż robił Pan Jezus. On błogosławił dzieci i nauczał dorosłych, a my robimy dokładnie odwrotnie. Zmiany wymaga praca z rodzicami. Ładnie to funkcjonuje np. na Śląsku. W przygotowaniu do wczesnej Komunii Świętej, na spotkaniu dziećmi zajmuje się katechetka lub siostra zakonna, prowadząc „działania półliturgiczne”, ksiądz natomiast bądź katecheta katechizuje raz w tygodniu rodziców. Następnie rodzice – wykorzystując to, co usłyszeli na katechezie i przykład własnego życia – mają za zadanie cały tydzień katechizować dzieci,
Niewątpliwie należy wyciągać wnioski z wszelkich sukcesów i niepowodzeń, których doświadczamy w szkole. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że niektóre problemy nie są uwarunkowane strukturalnie tylko personalnie. Konieczne jest dokształcanie i permanentna formacja wszystkich katechetów, a zwłaszcza tego pokolenia katechetów, które weszło do szkoły z „marszu”. Są takie diecezje, które dwadzieścia lat temu chciały się pospieszyć i wprowadziły do wszystkich klas po dwie godziny religii w tygodniu. Podczas wakacji przygotowały po 100, 200, 500 katechetów na rozmaitych kursach, ci z kolei uzupełniali później swoje wykształcenie wieczorowo, ucząc w szkole. Przed tym pokoleniem i wszystkimi innymi istnieje moralny obowiązek dokształcania się, zdobywania wiedzy teologiczno-duchowej, dokształcania się w dydaktyce i metodyce przedmiotu. Jest to metodyka trudna, stąd chcielibyśmy, by uczono jej na więcej niż jednym przedmiocie. Trzeba dysponować dobrym rzemiosłem dydaktyczno-metodycznym – podobnie jak na wszystkich zajęciach – i dodatkowo znać jeszcze inne metody, aby rzeźbić człowieka od środka. Są to celebracje, przeżycia, wyciszenia, modlitwa; jest to trudne i udaje się najlepszym. Takich katechetów jest wielu. Ale istnieją też tacy, którym się to nie udaje. Problem leży w tym, że za mało pomocy przynoszą ze sobą na lekcje. Sam dziennik i podręcznik nie wystarczą. Ciekawy katecheta, dobrze uczący pracuje i przygotowuje się z roku na rok, zachowując to, co było dobre, uzupełniając wiadomości o rzeczy nowe. Katecheta, który dysponuje najnowszymi środkami dydaktycznymi i wykorzystuje je na lekcji, nie narzeka, że młodzież nie interesuje się czy nie słucha.
Dzisiejszy uczeń nie ogląda tylko telewizji, jak to było przez wiele lat, ale siedzi w Internecie, korzysta z telefonu, który jest małym komputerem. Nauczyciel z kredą przed tablicą nie jest dla ucznia atrakcją – te czasy, niestety, już minęły.
 
Katecheza w szkole funkcjonuje od 20 lat. Kto był, zdaniem Księdza Arcybiskupa, większym sprzymierzeńcem katechezy – politycy czy media?
 
Ani jedna, ani druga grupa nie była po jednej czy drugiej stronie. Jeśli chodzi o polityków, to w ciągu tych 10 lat – zasadniczo poza okresem 2001-2005, kiedy współpraca z ministerstwem była minimalna – z Panią Minister spotykałem się tylko na inauguracjach roku, w ministerstwie nie mieliśmy ani jednego spotkania, choć były takie momenty, kiedy takie spotkania byłyby pożądane. W tamtych czasach uważano, że religia to jest prywatna sprawa Kościoła i wszystko załatwiano jedynie poprzez wymianę pism. Natomiast w latach 90. i przez ostatnie lata ta współpraca układała się bardzo dobrze. Co nie znaczy, że nie było problemów, które czasami kończyły się Trybunałem Konstytucyjnym. Te sprawy nie były zależne od ministerstwa (sprawa średniej czy obecności religii w szkole). Do Trybunału kierowało je SLD. Były to próby ciągłej walki, by zepchnąć religię do sfery prywatnej Kościoła, czyli do budynków kościelnych ewentualnie do domów rodzinnych i myślę, że to będzie trwało, aż do końca czasów.
To co się w tej chwili dzieje to małe potyczki, które są elementem wielkiej wojny o obecność religii w przestrzeni życia społecznego. Tak trzeba patrzeć na „podszczypywanie” katechezy, ale także na sprawy krzyży i innych rzeczy, o których dyskutujemy w Europie. Dobrze że dyskutujemy, bo to pogłębia świadomość. Generalnie, okres 10 lat współpracy z politykami oceniam dobrze, poza tym jednym wyjątkiem. Religia w europejskiej szkole jest barometrem napięcia między sacrum a profanum. W takich momentach dyskusje będą powracać, tak jest we Francji czy Hiszpanii. Tak jest również – i pewnie zawsze będzie – w Polsce. Kościół musi się w takich sytuacjach bronić.
Jeśli chodzi o media, uważam, że są życzliwe i pomocne. Należy tu wymienić nie tylko media katolickie, ale także publiczne czy prywatne. Jeśli mam co do niektórych pewne zastrzeżenia, dotyczące sposobu pisania na tematy katechezy, to dotyczą one tworzenia dużych uogólnień. Dziennikarze łapią temat, ot chociażby historię jednego spośród 30 tys. księży, który wykazał się brakiem talentu i klasa się zbuntowała. Potem staje się to tematem wielu gazet. Stąd biorą się uogólniające pytania i zarzuty. Czasami ma się wrażenie, że w mediach obowiązuje moda: „Jak nie dokuczy, to nie napisze o katechezie”.
 
Wśród osób uczących jest większość kobiet. W składzie Komisji Wychowania Katolickiego – nie ma ani jednej, wśród recenzentów podręczników proporcja wynosi 30:3 (na rzecz księży). Czy kobiety nie powinny mieć większego wpływu na losy katechezy w Polsce?
 
Pełen wpływ na decydowanie o losach katechezy w Polsce mają, bo są pełnoprawnymi członkami Sekcji Wykładowców Katechetyki. Według starego statutu, do Komisji Wychowania mogli należeć tylko biskupi. Dopiero później statut pozwolił, aby na członków konsulatorów powoływać księży, a w przypadku Komisji do spraw świeckich – ludzi świeckich. Po ostatniej nowelizacji statutu, która weszła w życie parę tygodni temu, konsulatorzy zostali podniesieni do rangi członków.
W czasie trwania ostatniej pięcioletniej kadencji musiałbym kogoś wycofać, by wprowadzić do składu Komisji kobietę, i bez problemu taka by się znalazła wśród katechetyków, pedagogów czy pedagogów religii. To już jednak pozostawiam mojemu następcy. Myślę, że nie wprowadzi parytetów 50:50, ale z pewnością zajmie się tą kwestią.
 
Księże Arcybiskupie, w imieniu Czytelników „Katechety” bardzo dziękujemy za wspólną drogę, za wszystkie zwycięskie bitwy i wojny. Życzymy wszystkiego co piękne, dobre, życzymy wielu natchnień i wielu łask płynących z góry… Ufamy, że pozostanie Ksiądz na wiele lat przyjacielem „Katechety” i katechetów.
 
Dziękuję za podziękowanie, jestem i pozostaję katechetykiem; te zagadnienia są mi bliskie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, ile rzeczy w ciągu tych 10 lat można było zrobić inaczej, lepiej… Jestem tego świadom, jest to moja prawdziwa nieudawana radość, że odchodzę z poczuciem spełnionego zadania na ten czas, który był, ale z radością także dlatego, że przyjdzie ktoś nowy, kto powoła nowych ludzi, z którymi będzie pracował w Komisji i „na obrzeżu”, to znaczy w Biurze Programowania Katechezy, wniesie samego siebie, wniesie nowy wysiłek. Będzie to czas odkrywania nowych ludzi. Sądzę, że będzie to ku dobru polskiej katechezy, czego życzę mojemu następcy, ktokolwiek nim będzie i wszystkim członkom Komisji, których nowy Przewodniczący przez Konferencję Episkopatu powoła.
 
Okres ostatnich 10 lat w polskiej katechezie to jeden z najbardziej dynamicznych. Nigdy wcześniej historia polskiej katechezy i katechetyki nie odnotowała powstania tak dużej liczby dokumentów, podręczników, nowelizacji, zmian, ustaleń w tak krótkim czasie. To jest niewątpliwie zasługa Księdza Arcybiskupa. Na uwagę zasługuje spokój, w jaki Ksiądz wprowadził polską katechezę, mimo – czasami – nieprzychylnych okoliczności.
 
To jest zasługa szczególnie zespołu. Ja mam taką naturę, wydaje mi się, że potrafię nie krępować działań ludzi, których powołałem, a było ich 17. Szczególnie chciałbym wymienić – niezwykle kreatywnego, samodzielnego, solidnego – ks. profesora Piotra Tomasika. Zaczynał ze mną jako świeżo upieczony doktor katechetyki, obecnie prowadzi Biuro Programowania Katechezy, po drodze zrobił habilitację, aktualnie pełni też funkcję dziekana WT UKSW.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
 
* Rozmowa odbyła się 25 stycznia 2010 roku.