RECENZJE

SŁAWOMIR ZATWARDNICKI ATEIZM UROJONY WYDAWNICTWO M, KRAKÓW 2013, SS. 228
Autor: Maciej Górnicki
Artykuł archiwalny

Sławomir Zatwardnicki

Ateizm urojony

Wydawnictwo M, Kraków 2013, ss. 228

 
Książka Sławomira Zatwardnickiego Ateizm urojony to próba udzielenia odpowiedzi na współczesne formy negacji Boga, reprezentowane przede wszystkim przez Richarda Dawkinsa i Christopha Hitchensa. Ta nowa odmiana ateizmu wyróżnia się na tle wcześniejszych, ponieważ, w odróżnieniu od nich, charakteryzuje się nie tyle spójnością rozumowania, co siłą rażenia, biorąc religię (ze szczególnym akcentem na chrześcijaństwo) w krzyżowy ogień ze wszelkich możliwych stron. Niełatwo w takiej sytuacji udzielać racjonalnej odpowiedzi, a jednak autor Ateizmu urojonego stara się to uczynić, ze spokojem ducha, a nawet z humorem (przyznać należy – dość kąśliwym!). Jak mu się to udaje? Całkiem nieźle, bo współczesny ateizm, choć wojowniczy, korzysta z bardzo lekkiej broni. Jeśli można się tu posłużyć analogią – cechą postmodernistycznego ateizmu jest stosowanie amunicji o sile rażenia paintballa, z jednoczesnym przeświadczeniem, że tą amunicją będzie można raz na zawsze zwyciężyć adwersarza. Nieraz uczestnicy potyczki paintballowej traktują ją ze śmiertelną powagą, podobnie nowe grono propagatorów ateizmu być może przekonane jest o absolutnej powadze swoich argumentów. Jednak, ostatecznie uczestnicy takiej potyczki nie wychodzą z niej martwi lub tryumfujący, tylko bardziej lub mniej ubrudzeni kolorową farbą.
Nowy ateizm jest przede wszystkim powrotem do prymitywnego scjentyzmu, w którym nauki przyrodnicze stają się jedynym uprawnionym rodzajem nauki, a teoria ewolucji – wystarczającym wyjaśnieniem całej złożoności świata. Jak słusznie zauważają krytycy takiego podejścia cytowani przez Zatwardnickiego, po pierwsze jest ono nieuzasadnione metodologicznie, po drugie zaś – wiara w rozum, który nadał cel całej empirycznie obserwowanej rzeczywistości jest dużo bardziej racjonalna niż wiara w ślepy przypadek, który wykształcił całą przyrodę. Traktowanie ewolucji jako uniwersalnego klucza do zrozumienia rzeczywistości przypomina bowiem próbę zrozumienia sensu wiersza przez jego gramatyczny rozbiór na najdrobniejsze składniki. Trudno w ten sposób pojąć sens poezji, trudno też racjonalnie przyjąć, że odpowiednio długi ciąg przypadków dokonujący się w odpowiednio długim czasie doprowadzi do zaistnienia czegoś mającego złożoną wewnętrzną strukturę zorientowaną celowo zamiast do kolejnego chaotycznego układu czynników składowych. Próba rozbijania procesu na coraz mniejsze etapy (nieskończenie małe zmiany w procesie ewolucji) nie tłumaczy bowiem w żaden sposób celowości tego procesu. Nawet w procesie tak stosunkowo banalnym jak budowa czy remont domu musi istnieć jakiś cel (wyrażony w planach architektonicznych), aby budowa przyniosła jakikolwiek efekt. Tym trudniej wyobrazić sobie ewolucję tworzącą niewyobrażalnie skomplikowane struktury biologiczne, zdolne do zachowania gatunku (zamiast powielania chaosu), która pozbawiona byłaby celowości, czyli rozumnego planu. Słusznie więc zauważa kard. Schönborn, a za nim Zatwardnicki, że „kto chce zastąpić Stwórcę i jego boski plan przez całkowitą autonomię ewolucji, ten nieuchronnie musi albo przyznać ewolucji samej w sobie mistyczną moc stwórczą, albo musi zrezygnować z wszelkiego racjonalnego rozumowania”.
Tu tkwi sedno sporu z nowym ateizmem i przyczyna, dla której książka może być miejscami niełatwa w lekturze. Zwłaszcza w pierwszych trzech częściach (bardziej polemicznych), książka jest sporem o same zasady argumentacji, próbą obrony myślenia racjonalnego przed scjentystyczno-materialistycznym dogmatyzmem. Autor opierając się częściowo na książkach M. Novaka i McGrathów stara się odnieść do niektórych zarzutów Dawkinsa lub Hitchensa, przede wszystkim jednak pokazuje wątłe podstawy ich argumentacji. Skoro metodą nowych ateistów jest zawężenie obrazu świata do rzeczywistości wyłącznie materialnej, to z samego założenia wierzenia religijne nie mieszczą się w tym obrazie świata. Nie wynika to jednak z rzeczowej analizy samych wierzeń, a raczej z materialistycznych założeń. Omawiając, czy raczej obśmiewając Biblię i wierzenia religijne, nowi ateiści nie liczą się z tym, że ukazują one Boga w sposób nieprzezroczysty – że Bóg pozwala się ludziom opisać w słowach (tak jak zechciał się wcielić w człowieka), nie przestając jednak być nieopisywalnym Bogiem. „Nowi” ateiści są według Zatwardnickiego jak „starzy nestorianie”: tamci rozdzielili to co Boskie, od tego, co ludzkie, ci zaś poszli jeszcze dalej – redukując całą rzeczywistość do tego, co materialne. Tymczasem, jak zauważa autor w kolejnej części książki, Bóg milczy – zarówno dla ateistów, jak i wierzących. Dla tych pierwszych milczenie Boga jest dowodem na jego nieistnienie. Dla drugich zaś – na Jego Boskość, niewyrażalną w żadnych ludzkich słowach. Wielość słów z zasady nie odkrywa Boga, lecz raczej go zakrywa. Autor Ateizmu urojonego początkowo, polemizując z ateistami, stara się dostosować do ich ulubionej metody intelektualnego paintballa, przyznaje jednak, że nie jest to metoda, którą da się dojść do wiary ani nawet ją uzasadnić. Wiara szukająca zrozumienia nie może się obejść bez wyjścia od doświadczenia religijnego i przejścia przez trud nocy wiary – Anzelmowe credo ut intelligam pozostaje zawsze w mocy. Cała scholastyczna spekulacja, w tym Tomaszowe „drogi do Boga”, oparta jest na tym założeniu. Końcowe rozdziały książki są przeznaczone zdecydowanie dla wierzących, chcących podążyć tą Anzelmową ścieżką i skłaniają do głębokiego zastanowienia nad swą własną wiarą. Taka postawa ostro kontrastuje z prześmiewczymi uwagami Dawkinsa czy Hitchensa. Sam autor „Ateizmu” odnosi się do nich jako do „Rysia” i „Krzysia”, co może razić tylko kogoś, kto nie zetknął się z samymi propagatorami nowego ateizmu. Ich styl wypowiedzi jest bowiem raczej quasi-naukową publicystyką propagatorów światopoglądu ateistycznego, nie tytanów intelektu.
Dla kontrastu można wskazać postać sztandarowego brytyjskiego ateisty „poprzedniego pokolenia” – Anthony’ego Flewa (niewspomnianego niestety w książce Zatwardnickiego). Swoją karierę myśliciela rozpoczął jeszcze w latach 1940-tych od uczestnictwa w debatach Klubu Sokratejskiego z C.S. Lewisem. Przez następne 50 lat badał racjonalność i spójność swej własnej argumentacji, jej zgodność z danymi naukowymi, by w końcu dojść do wniosku, że wobec niewytłumaczalnej złożoności i racjonalności świata wypada raczej uznać, że jest on dziełem racjonalnego umysłu, niż efektem spiętrzenia wielkiej liczby przypadków. W przeciwieństwie do Flewa postmodernistyczni ateiści rzucają argumentami na prawo i lewo, licząc na to, że zasypią adwersarzy samą masą amunicji. Ich światopogląd to postmodernistyczny bunt przeciwko własnemu, karykaturalnemu rozumieniu religii, wsparty na scjentystycznym odrzuceniu wszystkiego, co nie jest (i nie może być) przedmiotem nauk przyrodniczych. Podczas gdy wierzący patrząc na nieredukowalną złożoność świata mogą uznać, że ma ona początek w Umyśle przekraczającym ludzkie możliwości poznania, nowi ateiści usiłują tę złożoność zamknąć w mechanistycznych schematach ewolucji. Zachowują jednocześnie niezachwianą wiarę w siłę ludzkiego umysłu, który miałby zrozumieć takie schematy, choć sam jest tylko wynikiem ewolucyjnego przypadku. Trudno nie dostrzec, że nowi ateiści po prostu bardzo pragną wierzyć we własny uproszczony obraz świata – uproszczony tak bardzo, że wydaje się wręcz iluzją.
W znacznej części Ateizm urojony nie jest dyskusją z samym ateizmem (bo trudno dyskutować z urojeniem), lecz raczej miażdżeniem jego amunicji, tak by pokazać, że w środku jest nie ołów, lecz farba. Czy jest to wystarczająco skuteczna strategia? Tak, jeśli osoba intelektualnie przygnieciona masą Dawkinsonowskiej argumentacji zdoła dojrzeć, że z samej mnogości argumentów nic nie wynika. Nie, jeśli – wychowana w konwencji intelektualnej rozrywki – potraktuje to miażdżenie amunicji jako kolejną zabawę, z której nie trzeba wyciągać żadnych poważnych wniosków, zmuszających do zmiany światopoglądu i własnej życiowej postawy. Trudno jednak  poważnie dyskutować z Dawkinsonowskim ateizmem, skoro, jak słusznie zauważa autor „Ateizmu urojonego”, opiera się on na niezrozumieniu (lub karykaturalnym rozumieniu) koncepcji i pojęć filozoficznych, które krytykuje. Dotyczy to zarówno samego pojęcia Boga, który w rozumieniu Dawkinsa zamienia się w „bożka-miriadopalcego potwora” (tj. przyczynę wszystkich rzeczy, która musi w sobie zawierać złożoność wszystkich rzeczy), jak i innych problemów filozoficznych. Z argumentu niemożliwości regresu w nieskończoność Dawkins czyni argument przeciw istnieniu Boga. Popełniając błąd petitio principii z materializmu przyjętego jako założenie wyprowadza dowód na istnienie jedynie materialnej rzeczywistości. Krytykując koncepcję „Boga luk” (czyli zapełniającego miejsca niewyjaśnione przez naukę) Dawkins wydaje się nie zauważać, że nie jest to właściwe chrześcijańskie rozumienie Boga (choć może jest właściwe dla fundamentalistów chrześcijańskich). W rzeczy samej argumenty Dawkinsa mają jakąkolwiek siłę rażenia tylko wobec Boga fundamentalistów czy deistów, nie wobec Boga chrześcijan.
Ateizm urojony nie jest też spekulatywną analizą współczesnych form ateizmu, mającą na celu gruntowne zbadanie założeń, prześledzenie rozumowania i wykazanie ewentualnych błędów. Mówiąc krótko – nie ma tu czego analizować, bo postmodernistyczny ateizm jest nie tyle światopoglądem opartym na konsekwentnej w założeniach i rozumowaniu filozofii, co projekcją wewnętrznego chaosu poznawczego, charakteryzującego postmodernizm, na samą rzeczywistość. Wartość książki Zatwardnickiego leży nie tyle w polemice z urojeniami, co wysiłku stałego wyprowadzenia czytelnika z urojeń w kierunku zdrowego myślenia.
Dlaczego współczesny ateizm jest „urojony”? Ponieważ, jak pisze Zatwardnicki, „jest złudzeniem w tym sensie, że jest po prostu słabo zamaskowanym sprzeciwem wobec Boga, którego najpierw się odrzuciło decyzją woli, i to odrzuciło z takim przekonaniem, że ‘nowym ateistom’ nie wydaje się nawet potrzebne solidne rozumowe umotywowanie tego dużej wagi wyboru” (s. 77).
Książka Ateizm urojony jest odpowiedzią na negację Boga, nie jest jednak przeznaczona dla ateistów, a raczej dla chrześcijan, którzy czują się niepewnie pod stałym obstrzałem ateistów i wrogów religii. Odpowiedź ta to po pierwsze wykazanie słabości amunicji nowego ateizmu, po drugie zaś – pokazanie zdrowych rozumowych podstaw wiary, pozwalających wierzącym śmiało podnieść głowy (apologia ad intra). Wydaje się, że ten drugi wymiar jest znacznie ważniejszy. Ateistom i tak zapewne nie będzie się chciało sięgnąć po Ateizm urojony, dla chrześcijan natomiast książka ta może być asumptem do umocnienia swojej wiary, a następnie – do wyjścia ku niewierzącym z Dobrą Nowiną, która ma znacznie większą siłę przekonywania niż jałowe polemiki.
 
Zamówienia: Wydawnictwo M ul. Kanonicza 11, 31-002 Kraków, zamowienia@mwydawnictwo.pl, http://www.wydm.pl/p/1055/ateizm-urojony.
 
Maciej Górnicki - redaktor naczelny portalu Opoka, teolog, zaangażowany w Odnowę w Duchu Świętym, od wielu lat prowadzi formację animatorów małych grup. Autor kilku artykułów o treści teologicznej. Tłumacz książek i innych tekstów o tematyce chrześcijańskiej.