Katecheta 4/2015
Katecheta 4/2015
E-wydanie
„Katecheta” jest teraz również dostępny Jako e-wydanie!
Na półkę Katechety
Josemaria Escriva. Przekroczyć marzenia
Pedro Casciaro
KSIĄŻKA
39,90 zł 34,00 zł

FORUM KATECHETÓW

Problem z papieżem Franciszkiem?
Autor: ks. Artur Stopka
Pojawiające się w Polsce wśród niektórych katolików „problemy” z Franciszkiem wynikają w dużej mierze ze specyfiki Kościoła w naszym kraju. Wielu jego członkom bliższa jest logika obrony, konserwacji, utwierdzania i umacniania tego, co jest, niż logika wychodzenia w nieznane tereny i podejmowanie ryzyka.
Problem z papieżem Franciszkiem?

Pojawiające się w Polsce wśród niektórych katolików „problemy” z Franciszkiem wynikają w dużej mierze ze specyfiki Kościoła w naszym kraju. Wielu jego członkom bliższa jest logika obrony, konserwacji, utwierdzania i umacniania tego, co jest, niż logika wychodzenia w nieznane tereny i podejmowanie ryzyka.
 
To było do przewidzenia. Papież, który natychmiast po wyborze zamiast „laudetur Iesus Christus” mówi do tłumów zgromadzonych na placu św. Piotra „dobry wieczór”, musi u części katolików wywoływać nie tylko zdumienie, ale również poważne wątpliwości, dystans, a nawet bardzo zdecydowaną krytykę. Zwłaszcza że pierwsze słowa nowego następcy św. Piotra okazały się początkiem wielu innych zaskakujących, ale też dla niejednego drażniących i niezrozumiałych zachowań, gestów i wypowiedzi.
Nie udało mi się dotrzeć do żadnych rzetelnych badań pokazujących skalę krytycyzmu czy choćby tylko dystansu polskich katolików do papieża Franciszka. Tuż po wyborze, w marcu 2013 roku, opublikowano sondaż przeprowadzony, jeszcze zanim nad kaplicą Sykstyńską pojawił się biały dym. Pokazywał więc on nie przyjęcie następcy św. Piotra z Argentyny, lecz ocenę sytuacji Kościoła oraz pewne oczekiwania wobec nowego papieża. Co ciekawe, 62 proc. respondentów wyraziło się wówczas pozytywnie o sytuacji Kościoła w Polsce (za złą uznało ją 31 proc.). Kondycję Kościoła na świecie pozytywnie oceniło 45 proc. respondentów, a w Europie – jedynie 38 proc. ankietowanych. Badacze zwrócili uwagę, że sytuacja Kościoła w wymiarze powszechnym była oceniana niejednoznacznie – równo po 45 proc. badanych uznało ją za dobrą i za złą. Prawie połowa (48 proc.) respondentów oczekiwała też reform i zmian w Kościele. Ale za utrzymaniem status quo opowiedziało się 37 proc. ankietowanych. To duży odsetek.
Jedyny znany mi sondaż wśród Polaków dotyczący Franciszka opublikowany został w maju 2014 roku, ponad rok po inauguracji jego pontyfikatu. Ankietowani ocenili sytuację Kościoła w Polsce jeszcze lepiej niż w poprzednim badaniu (za dobrą uznało ją 69 procent respondentów). Ocena sytuacji Kościoła w Europie i na świecie też się poprawiła. Za złą uznała ją tym razem jedna trzecia ankietowanych.
Uczestników sondażu zapytano także o ocenę działań papieża Franciszka mających na celu rozwiązanie problemów współczesnego Kościoła. Aż 95 proc. oceniło je pozytywnie, z czego 57 proc. zdecydowanie pozytywnie. Tylko 1 procent badanych ocenił je raczej negatywnie, a 4 proc. nie potrafiło wyrazić opinii na ten temat.
Sondaż ten pokazał coś jeszcze. Dla Polaków Jan Paweł II wciąż jest większym autorytetem niż Franciszek. A także niż Benedykt XVI. To obserwacja o istotnym znaczeniu.
Czy po dwóch latach pontyfikatu Franciszka wyniki sondażu przeprowadzonego wśród Polaków będą takie same? Postawienie tego pytania uzasadnia narastające przekonanie, że część polskich katolików ma coraz większy „problem” z Franciszkiem. Nie tylko w prywatnych rozmowach, ale również z przestrzeni publicznej pojawiają się krytyczne głosy pod jego adresem, czasami nawet inwektywy. Dotyczy to nie tylko mediów i popularnych publicystów. Zdystansowane, niejednoznaczne, pełne rozczarowania i powątpiewające wypowiedzi dotyczące aktualnego papieża można usłyszeć nawet od duchownych o bardzo znanych i znaczących dla Kościoła w Polsce nazwiskach. W tej sytuacji upada argument, że „kłopot” z Franciszkiem mają tylko marginalne grupki osób pobożnych, ale kompletnie nierozumiejących współczesnego Kościoła i odrzucających dokonujące się w nim po Soborze Watykańskim II zmiany. „Problem” z Franciszkiem mają niejednokrotnie ci, którzy z zachwytem podążali drogą wytyczoną przez Jana Pawła II i nie przeszkadzały im podejmowane przez niego nowe inicjatywy i proponowane oraz wprowadzane zmiany w życiu Kościoła. Być może dotyczy on również niektórych katechetów.
Franciszek nie tylko nie wpisuje się w szablony, schematy i podziały, na których media i politycy budują dzisiaj ogromnej części odbiorców obraz świata. On się zdecydowanie przed tym broni. Nie jest konserwatywny ani liberalny, lewicowy ani prawicowy. Można powiedzieć, że jest ponad to. Ale równie dobrze można odebrać jego sposób sprawowania posługi następcy św. Piotra jako niejasny, pozbawiony wyraźnych konturów, rozmywający prawdę. Nagłaśniane przez media niektóre jego – pozbawione kontekstu – wypowiedzi można łatwo zaliczyć do kategorii „na dwoje babka wróżyła”.
Z mediami i Franciszkiem jest jeszcze jeden problem. Przyzwyczailiśmy się przez lata, że środki przekazu w zdecydowanej większości nie zachwycają się papieżem. Co prawda w Polsce za Jana Pawła II krytyczne wypowiedzi o następcy św. Piotra w środkach przekazu prawie się nie zdarzały, to jednak docierały do nas informacje, że nie jest on ulubieńcem światowych mediów. Benedykt XVI również nie zaskarbił sobie ich życzliwości. Tymczasem niemal od pierwszych chwil pontyfikatu Franciszka ogromna część gazet, rozgłośni radiowych, telewizji i witryn internetowych, także tych dotychczas niechętnych Kościołowi, ostentacyjnie okazuje mu sympatię. Jest to tak zaskakujące i niespodziewane, że w sposób naturalny budzi u niektórych podejrzenia. Pojawiły się sugestie, że mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją, zmierzającą do „zawłaszczenia” papieża i całkowitego zmanipulowania jego wizerunku oraz nauczania. Nie brak pełnych zatroskania głosów, że aktualny papież nie radzi sobie z mediami, nie rozumie ich specyfiki, że pozwala się im wodzić za nos.
Tego rodzaju reakcje na dobre relacje Franciszka z mediami nie są niczym dziwnym, jeśli uświadomimy sobie, jak wygląda sytuacja na linii Kościół katolicki – środki przekazu w Polsce. Ze strony ludzi Kościoła, na skutek licznych negatywnych doświadczeń, mamy do czynienia z „trzymaniem się na odległość”. Wypowiedzi oficjalnych reprezentantów Kościoła pojawiają się w mediach z minimalną częstotliwością i zwykle są one bardzo powściągliwe, a zabierający głos wkładają dużo wysiłku w ich precyzję i jednoznaczność. Dlaczego? Ponieważ zwykle traktują tego rodzaju wystąpienia jako element nauczania, a nie udział w dyskusji czy rozmowie. Do takiego sposobu traktowania wypowiedzi wysokich przedstawicieli Kościoła przyzwyczaiły się, moim zdaniem, również media w Polsce. W efekcie wokół osoby papieża Franciszka narasta chaos informacyjny, powodujący zagubienie i niepokój części polskich katolików, zarówno świeckich, jak i duchownych.
Truizmem jest twierdzenie, że każdy następca św. Piotra inaczej niż jego poprzednicy rozkłada akcenty podczas swojego pontyfikatu. Dotyczy to również Franciszka. W jego, uwarunkowanym biografią, patrzeniu na Kościół nie ma europocentryzmu, do którego przyzwyczaili wielu wiernych kolejni papieże. Nie ma też szczególnego (w domyśle lepszego) traktowania, a tym bardziej głaskania i „dopieszczania” Kościołów lokalnych w tych rejonach Starego Kontynentu, gdzie wciąż używane jest określenie „kraj katolicki”. O tym, że sprawa wcale nie jest trzeciorzędna, może świadczyć fakt, iż specjalizujący się w zmyślonych informacjach serwis internetowy pozwolił sobie na żart: „Papież Franciszek nie wiedział, że w Polsce żyją katolicy”. Nie śledzę poczynań wspomnianego serwisu, a o tym konkretnym wpisie dowiedziałem się dlatego, że ktoś z oburzeniem podesłał mi go jako wiadomość... prawdziwą.
Papież z Argentyny naruszył wciąż mocne wśród polskich katolików tabu. Zaczął krytykować duchownych katolickich, mówić o ich słabościach, a nawet o konkretnych grzechach. I to nie tylko szeregowych księży, ale również biskupów, a nawet kardynałów. W dodatku ostre słowa pod ich adresem kierował nie w zaciszu gabinetów, bez licznych świadków, ale w publicznych wystąpieniach, których teksty w całości można znaleźć na internetowych stronach Stolicy Apostolskiej. Tego rodzaju ogólnodostępne napomnienia część duchownych w Polsce, przyzwyczajonych do zupełnie innego stylu i sposobu funkcjonowania, odbiera wręcz jako atak i utrudnianie im pełnienia misji. Któryś z księży porównał ten sposób postępowania Franciszka wobec duchownych do właściciela firmy, który nigdy nie pochwali swoich pracowników, a ogranicza się wyłącznie do napomnień i wytykania błędów. Część polskich duchownych takie zachowanie papieża odbiera wręcz jako utrudnianie im pracy i podważanie autorytetu. Zarówno ich osobistego, jak i autorytetu całego Kościoła. Uważają również, że jest to ułatwianie, a nawet prowokowanie antykościelnych ataków i dostarczanie przeciwnikom amunicji. Przez całe dziesięciolecia katolicy w Polsce, w tym również duchowni, żyli w przeświadczeniu, że nie należy wrogom Kościoła pomagać głośnym krytykowaniem i upublicznianiem rozmaitych złych rzeczy, które, jak w każdej społeczności, również w nim się zdarzają.
Zaniepokojenie, a w niektórych przypadkach poważne rozdrażnienie, wywołuje u części polskich katolików wizja Kościoła, jaką przyjął papież Franciszek. Wielokrotnie podkreślał, że traktuje Kościół w kategoriach szpitala polowego, w którym nie ma czasu (a często i możliwości) troszczenia się o szczegóły i kwestie drugorzędne, bo najpierw trzeba ratować życie. Tymczasem Kościół widziany z polskiej perspektywy raczej powinien być opoką, stabilnym punktem odniesienia, gwarantującym bezpieczeństwo, pewność i dającym jednoznaczne wskazania we wszystkich, nawet najdrobniejszych, kwestiach. Franciszek zaś przypomina kogoś, kto stawia za dużo pytań i daje za mało prostych, oczywistych odpowiedzi. Widzi odcienie szarości, gdy wielu oczekuje od niego kategorycznego rozgraniczania na biel i czerń. Nie zawsze idzie zdecydowanym krokiem na czele ludu, ale czasami zdarza mu się znaleźć w jego środku, a nawet za nim. Znamienne pod tym względem były problemy z przetłumaczeniem na polski 31. punktu adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium. Polscy tłumacze mieli poważne trudności ze stwierdzeniem na piśmie, że nie tylko biskup, ale także sama owczarnia ma „węch, aby rozpoznać nowe drogi”.
Pojawiające się w Polsce wśród niektórych katolików (a według części obserwatorów narastające) „problemy” z Franciszkiem wynikają w dużej mierze ze specyfiki Kościoła w naszym kraju. Zarówno jego aktualna sytuacja, jak i historyczne uwarunkowania sprawiają, że wielu jego członkom bliższa jest logika obrony, konserwacji, utwierdzania i umacniania tego, co jest, niż logika wychodzenia w nieznane tereny, podejmowanie ryzyka, że nie tylko nie zdobędzie się nowych członków ani nie odzyska tych, którzy odeszli, ale straci się część z tych, którzy wciąż identyfikują się z Kościołem.
Choć zapewne wielu przeżywających „problemy” z Franciszkiem sobie tego nie uświadamia, faktycznie biorą oni udział w toczącej się w Kościele katolickim od dawna, od wielu dziesięcioleci, dyspucie o sposobie sprawowania prymatu Piotrowego i posługi biskupa Rzymu. To bardzo ważna dyskusja i każdy głos ma w niej znaczenie. Żadnego nie wolno lekceważyć, dlatego nie można ignorować głosu tych, którzy będąc zatroskanymi o Kościół katolikami, krytycznie patrzą na działania aktualnego następcy św. Piotra.
 
Ks. Artur Stopka – ksiądz archidiecezji katowickiej, publicysta, założyciel i przez siedem lat szef portalu Wiara.pl; prowadzi blog Stukam.pl; współpracownik diecezjalnego Radia „eM”.